|
Lepiej gdybyście oddali nam oryginał obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, a nie kopię darowali – mówili Ukraińcy przybyli na uroczystość 1000-lecia Bełza. Kiedy jednak ikona z wizerunkiem Czarnej Madonny,
podarowana im przez parafian z Dołhobyczowa wędrowała przez ukraińskie wioski, ludzie wyszli na drogi. Modlili się. Palili świece przez ukraińskie wioski, ludzie wyszli na drogi. Modlili się. Palili świece. W Bełzie witali ją grekokatolicy, wyznawcy prawosławia, Żydzi z Izraela. Do miasteczka nad Sołokiją przybyli mężczyźni w mundurach Ukraińskiej Powstańczej Armii. Z armaty strzelali Kozacy zaporoscy. - Przed dwoma laty, dokładnie 16 maja 2003 roku podpisaliśmy umowę o partnerskiej współpracy z gminą Bełz. Ponieważ miasteczko zasłynęło z Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej pomyśleliśmy, że najlepszym prezentem na przypadające w tym roku obchody 1000-lecia będzie jego kopia. Pomysł bardzo się spodobał miejscowej administracji – wspomina Stanisław Barchacki, do niedawna wójt Dołhobyczowa. Gmina wygospodarowała kilkaset złotych na płótno i farby, a wykonanie dzieła powierzyła miejscowemu plastykowi Krzysztofowi Kondraciukowi. Ten zrobił to nieodpłatnie. W ciągu kilku miesięcy powstała wierna kopia obrazu MB Częstochowskiej z Dzieciątkiem Jezus. W niedzielę, 11 grudnia, podczas uroczystego nabożeństwa odprawionego w kościele pw. MB Częstochowskiej w Dołhobyczowie, obraz został przekazany delegacji ukraińskiej. Do miasta nad Sołokiją, oddalonego od granicy z Polską zaledwie o kilka kilometrów, zabrał go ojciec Oleksij, duchowny tamtejszej parafii grekokatolickiej. - Zdumiewające. Tego nie da się opisać, to trzeba było zobaczyć. Na przejściu granicznym w Hrebennem, na widok obrazu klękali pogranicznicy. Gdy wieziono go do Bełza, ludzie na drogi wychodzili. Modlili się, płakali. Trzymali w rękach świece i małe obrazki z wizerunkiem Matki Boskiej – wspomina mer Iwan Kalisz. - Ten obraz to najcenniejszy dar, jaki mogliśmy otrzymać. W Bełzie ustawiono go w cerkwi pw. św. Mikołaja. Zresztą nieprzypadkowo. Na początku XX wieku znajdował się tu kościół MB Częstochowskiej. Miejscowi mówili o nim kościółek „na zameczku”, z racji istniejącego tam niegdyś zamku. Według tradycji, w kaplicy zamkowej do 1380 roku przechowywano cudowną ikonę Matki Boskiej, którą później książę Władysław Opolczyk przeniósł na Jasną Górę. W poniedziałek, 20 grudnia podarowany przez dołhobyczan obraz w uroczystym orszaku wniesiono do sąsiadującej z cerkwią kaplicy pw. Przenajświętszej Bogurodzicy. Jeszcze w ubiegłym roku budowla znajdowała się w katastrofalnym stanie. Odrestaurowano ją dzięki staraniom miejscowych włodarzy. To oni dali pieniądze na remont. Tylko przeszklone drzwi do kaplicy przyjechały z Polski. Ofiarowała je rodzina Barchackich z Dołhobyczowa. Wykonali je z drewna dębowego i jesionowego, były wójt Stanisław, jego ojciec i brat.
Fotografia z Bełza Na spotkanie z Czarną Madonną przyjechali do Bełza wierni z Sokala, Czerwonogradu i innych zakątków Ukrainy. Przybyli też mieszkańcy Lwowa. Specjalnie na tę okoliczność wynajęli autokar. Wśród pielgrzymów był Władysław Okpisz. - Tatuś ma 83 lata. Jest chory. Porusza się o lasce. Nalegał na ten wyjazd. Nie mogłam odmówić - tłumaczy towarzysząca mu kobieta. - On się tutaj urodził. Tutaj mieszkał – dorzuca. Matka pana Władysława była Polką, ojciec Ukraińcem. Kiedy w 1951 roku Sowieci zajęli Bełz, jego rodzina przeprowadziła się do Lwowa. Miał wtedy 29 lat. - Jeszcze jako mały chłopak przychodziłem do tego kościółka modlić się. Kilkadziesiąt metrów stąd płynie Sołokija. Wzdłuż rzeki przebiegała granica państwa. Pamiętam ks. Dmitrowskiego, który odprawiał tu nabożeństwa – staruszek zamyśla się, by po chwili dodać – Zaraz po tym jak Ruscy weszli do miasteczka, zajęli kościółek. Całe jego wnętrze zniszczyli. Urządzili w nim magazyn zbożowy. Tak było do 1991 roku. Pan Władysław zabrał ze sobą fotografię. Wygrzebał ją ze starego albumu. - To zdjęcie zostało wykonane w Bełzie, w 1935 roku. Jest na nim dostojnik żydowski. Obok niego stoi ochrona. To policjanci, polscy policjanci – objaśnia. – Dziś Bełz liczy 2,5 tys. mieszkańców. Przed wojną było ich prawie trzy razy więcej. Obok siebie żyli Żydzi, Polacy, Ukraińcy. Później czasy tak straszliwie się zmieniły. Zarówno on, jak i jego współtowarzysze podróży w długim milczeniu klęczeli przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej i modlili się.
Armaty i milczenie W niedzielne przedpołudnie (18 grudnia), na bełskim ryneczku zgromadzili się mieszkańcy Bełza i całego powiatu sokalskiego. Na uroczystości związane z obchodami 1000-lecia miasteczka przybyli goście z Polski i dalekiego Izraela. Wśród tej pierwszej delegacji byli samorządowcy z Zamojszczyzny, starosta hrubieszowski Józef Kuropatwa, były wójt Dołhobyczowa Stanisław Barchacki i Stanisław Jakubiec, przewodniczący Rady Gminy. Święto miasteczka nad Sołokiją rozpoczęło się o godz. 8.00 nabożeństwem odprawionym w miejscowej cerkwi grekokatolickiej (dawniej klasztor sióstr Dominikanek). Trwało blisko trzy godziny. Z opóźnieniem rozpoczęły się zaplanowane na godz. 12.00 główne uroczystości na rynku. Ale to, może jedynie poza gośćmi, nikomu nie przeszkadzało. Ci bardziej znudzeni długim oczekiwaniem szli za przysłowiowy róg. I tam wznosili tosty za „mateńkę”, za Bełz, za Ukrainę. Inni zajęci byli rozmową. - Lepiej gdybyście oddali nam oryginał, a nie darowali kopię. To od nas ten obraz powędrował na Jasną Górę – zagaduje kobieta z tłumu. Nazywa się Olga Zabożna. Przyjechała z małej wioski, położonej kilka kilometrów od Bełza. Kiedy już na scenie pojawili się przedstawiciele miejscowych władz i inni delegaci, wystąpieniom i przemówieniom nie było końca. „Sława miastu Bełz, sława Ukrainie” - mówił donośnym głosem Igor Wojtowicz, przewodniczący Rady Powiatu Sokalskiego. „Chwała Bełzu” - akcentował wysłannik rabina z Izraela. „Niech wasze miasteczko stanie się drugą Częstochową Ukrainy” - życzył zebranym na placu starosta hrubieszowski. Ludzie stali i słuchali w skupieniu wszystkich tych przemówień. Nikomu nie przeszkadzał kilkustopniowy mróz i wiatr. Tylko od czasu do czasu rozlegał się potężny huk z armaty odpalanej przez Kozaków zaporoskich, od którego włączały się alarmy samochodowe. Mimo sporej ilości wypitego alkoholu, co było widać i czuć, nie byli zbyt rozgadani. Zamilkli, kiedy dowiedzieli się, że materiał „pójdzie na Polskę”. Ubrania niektórych zdobiły odznaczenia. Medale połyskiwały też z klap mundurów innych uczestników tych uroczystości, byłych żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii. Przyszli, bo jak podkreślali, są na różnych uroczystościach. Na koniec, na scenie występowały zespoły muzyczne. Tego dnia język polski mieszał się z ukraińskim. Zabrakło tylko melodii hebrajskich. Nikt nie zaśpiewał szlagieru „Wypiękniał nasz Bełz, w ogrodach, na drogach bez. Nikt nie chce pamiętać, nikt nie chce znać smaku łez...”.
Anna Dudek Kronika Tygodnia 27.12.2005 r.
Miasteczko Bełz Bełz był starym i ważnym grodem obronnym Rusi Halicko-Wołyńskiej. Prawa miejskie nadał mu w 1375 roku książę Władysław Opolczyk. W XIII i XIV wieku miejscowość była stolicą odrębnego księstwa ruskiego. Pod koniec XIV w. i w XV w. stanowiła stolicę lenną książąt mazowieckich, a od w. XV do rozbiorów Polski - stolicę województwa bełskiego. W XV wieku sprowadzono do miasta Żydów, aby rozwinąć w nim handel. Wkrótce stał się ważnym ośrodkiem chasydzkim z własną dynastią cadyków, która nieformalnie przewodziła Żydom galicyjskim. Na miejscowym cmentarzu zachowały się trzy macewy osób ze słynnej dynastii (łańcucha) bełskich cadyków: Szolema, Joszuy i Issachara Dowów. Bełz należał do Polski aż do 15 lutego 1951 roku. Wtedy to w ramach wymiany odcinków granicznych wcielono go do terytorium ZSRR. W zamian za „sokalszczyznę”, zasobną w złoża węgla kamiennego, Polska otrzymała Ustrzyki Dolne i ziemie w Bieszczadach. Od 1991 roku Bełz jest miastem niepodległej Ukrainy. |