| Z niezwykłą przyjemnością zapraszamy czytelników naszego portalu do lektury felietonów Jarka Ważnego -dziennikarza i muzyka zespołu KULT. Dziś prezentujemy pierwszy z nich a jak obiecał nam autor nie będzie on ostatnim i kolejne swoje przemyślenia będzie on publikował regularnie. Zapraszamy również do komentowania felietonów i korespondencji z autorem.
No i stało się, wróciłem, pogłoski o mojej pisarskiej agonii okazały się przedwczesne; znowu z wyświechtanymi porównaniami z rękawa, i metaforami z butonierki piszę, i będę tu pisał ja, Jarek Ważny, i żeby było jeszcze śmieszniej-będę to robił całkiem za darmochę! Po co, zapytacie; a no i słusznie. Pisał będę na regionalnym portalu z Roztoczem w nazwie, bo z Roztocza jestem, na Roztoczu najlepiej mi się oddycha, i najlepiej smakują tu pomidory od mojego ojca ze szklarni na Rabinówce. Uwielbiam tu przyjeżdżać (Boże, co za banał), mimo że kiedy tu mieszkałem, często Roztocza nie lubiłem (banał jak dzwon!); nie lubiłem Go za bidę która aż piszczała, marne elity polityczne ciągnące ten skrawek Polski na dno. Takoż, czy się to komu podoba czy nie, ja pisał będę.
|
Na początek to taki lekki tekścik skrobnę, taki melancholijny mocno, bo i nastrój i aura taka sama wokół. O Roztoczu będzie to piosenka. Roztoczu z zielonym lasem, jak z utworu muzycznego, którego w pierwszej klasie ogólniaka uczył nas prof. Edward Wiśniewski. Miłe Roztocze jest, nie przeczę, jeno jak siedziałem w ławce na „Olimpie” i wyłem z klasą radosny refren pieśni przy akompaniamencie profesora, już wtedy się zastanawiałem, czy o takie Roztocze żeśmy się bili. Bo przy całym szacunku dla martyrologii polskiego narodu i chwały polskiego oręża, Roztocze to nie tylko drewniany kościółek w moim mieście i szumy na Tanwi. A ja od lat, kiedym się politycznie uświadomił, odnoszę nieodparte wrażenie, że każda ekipa która przejmuje u nas na Roztoczu władzę, niezależnie od koloru podniebienia, próbuje je zamienić w jarmarczno-odpustowy skansenik, z którego zbożny lud ma wyżywić siebie i swoją progeniturę. Od kiedym się uświadomił i politycznie i w każdy inny sposób wiem także, że ta nasza roztoczańska przaśność to żadna frajda i powód do dumy z faktu tutejszego meldunku, a raczej obciach znaczny, kiedy zjeżdżają się do miasta powiatowego takiego jak nie przymierzając moje, różni nietutejsi, a na rynku w wakacje widzą rok w rok zespół pięści i szczańca okraszony pokazem „Greka zorby”. Umówmy się dobrzy ludzie; wywijanie hołupców w gumiakach to żadna rozrywka, a i kultury masowej tyle w tym, co w tych walonkach. Na koniec lipca wraz z zespołem młodzieżowym gralim koncert w Lubaczowie. Fantastyczna impreza, dużo ludzi. W tym samym Lubaczowie byłem miesiąc później, jako widz na genialnym koncercie Voo Voo. Da się na prowincji zrobić coś z niczego? Pewnie że tak, trzeba tylko chęci…i pieniędzy, bez tego ani rusz. Czekam dnia, kiedy rajcowie mojej rodzinnej miejscowości pójdą po rozum do głowy, i zrozumieją, że jedyną, naprawdę jedyną szansą dla takich miast jak TL, które nie mają u siebie wielkiego zakładu pracy, bogatych mieszczan, jest przyciągnięcie do siebie kasy poprzez inwestycję w kulturę. Nic tak nie promuje bowiem miasta jak kultura właśnie. Miast bawić się w organizowanie od 10 lat tych samych ludowych maratonów, gdzie wśród publiczności średnia wieku sięga 50+, warto by przeznaczyć budżet nie na bilety i vouchery dla zaprzyjaźnionych zespołów śpiewaczych z Angoli, a np. dla kapel reggae i ragga. Rękę kładę na pniu, że gdyby zrobić w mieście festiwal reggae z prawdziwego zdarzenia, odzew byłby niesamowity. I obywatele dorośli by się cieszyli, bo choć o reggae wiedzą niewiele lub przynajmniej mało, to zawsze dla nich coś nowego, i od razu widać, że jest jakieś życie na osiedlu. I młodzież by się cieszyła, bo młodzież reggae lubi, a jak nie lubi, to i tak nie ma wyboru i już. I kupcy, bo ci co przyjadą na festiwal zjeść i wypić muszą. I miasto, bo kasa w mieście zostaje. Ale co ja biedny miś szczekający z daleka mogę; ot najwyżej popisać sobie podobne grafomańskie bzdury, i liczyć na to że ktoś to przeczyta. A nawet jeśli nie, to co mi tam, i tak piszę za friko. Także, chcesz czy nie – jestem. Za tydzień też tu będę. Ciekawe, czy za tydzień liczba odwiedzających portal wzrośnie? JW  |