| Ostatnimi dniami a nawet tygodniami, coraz częściej zastanawiam się, po jaki ego człona męczę się w Warszawie; ot na przykład dziś jechałem z jednej strony miasta na drugą godzinę, a następne 15 minut szukałem miejsca do zaparkowania, aby, znalazłszy je, musieć uiścić w maszynie 6 zł 20 gr. zł za 2h postoju. Przecież na dobrą sprawę mógłby swoją pracę wykonywać w każdym innym miejscu Polski, i niewykluczone, że za lat kilka tak właśnie zrobię. Póki co, Warszawa pozostaje nadal moim drugim miastem. Pierwszy zawsze będzie Tomaszów Lubelski. Jakbym miał gdzieś wrócić, to tu w pierwszej kolejności, chyba że na wierzch powyłazi więcej takich chwastów jak te, o których zaraz napiszę. |
Boli mnie, kiedy słyszę od znajomych albo czytam w lokalnej prasie, że w gnieździe z którego wyrosłem źle się dzieje. No i ostatnio, niestety, znowu mnie zabolało. O rzecz prozaiczną poszło, bo w miasteczkach takich jak TL i mniejszych, rzeczy prozaiczne, oglądane z perspektywy wielkiego miasta, mają kompletnie inny ciężar gatunkowy, i potrafią być naprawdę ogromnym problemem dla ludności tam żyjącej. Jest w TL przy ulicy Lwowskiej, vis a vis Urzędu Stanu Cywilnego knajpa, co się nazywa „Republika”. Powstała jakieś dwa lata temu. Na początku specjalnie mnie do siebie nie przekonywała, ale z czasem, kiedym tylko do TL przyjeżdżał, właśnie tam ustawiałem się znajomymi, spędzając weń miłe chwile, czasem nawet do późnych godzin nocnych. Towarzystwo które prowadzi „Republikę” to przemili ludzie ( i nikt mi tu nie zarzuci lizusostwa, że naczelny z portalu mi płaci za ten text, bo nie płaci za żaden, a że powiązany jest z knajpą rodzinnie, to jego szczęście). Tylko w tej knajpie w TL mogę sobie posłuchać mojej muzyki, a nie dyskotekowej łupanki, przy której nie słychać własnych myśli. To tutaj wpadają studenciaki, tutaj przychodzą młodzi i starzy, którzy mieli tyle rozumu, żeby nie założyć dresów, ale zostawić sobie własne zdanie. „Republika” jest jedyną knajpą w TL, w której idzie się dobrze czuć ludziom nieco bardziej wyrobionym i wymagającym intelektualnie, niż krajowa średnia. Mało tego. Towarzystwo z „Republiki” od jakiegoś czasu organizuje w knajpie koncerty- i to różne, różniste. Pozostaje więc „Republika” jedynym klubem, który mimo skromnych warunków lokalowo-technicznych, wychodzi do tomaszowskiej młodzieży z alternatywną propozycją spędzania wolnego czasu, niźli wóda w parku albo dicho na stacji „Shella”. Ale, „Republika” to przede wszystkim knajpa, taka z barem, i niezłą kuchnią. Z kuchni najlepiej lubię ich pierogi z mięsem i kulki kartoflane, a zza baru, to co każdy przeciętny konsument- piwko, gorzką żołądkową, łychę, różnie-zależy od nastroju. I o tą wódę i browar poszło. Knajpa mieści się w suterenie kilkupiętrowego budynku. Nad nią jest kilka poziomów sklepów, a obok w, sąsiednim budynku na samej górze, mieszkanie prywatne, którego właściciel od samego początku istnienia baru, zgłaszał skargi do miejskich władz, o zakłócanie ciszy nocnej i nieobyczyajne zachowania bywalców restauracji (czy jakoś tak, bo szczegółów zażaleń nie znam). Swoją drogą, to zastanawiam się, jak hałasy z piwnicy mogą zakłócać spokój kogoś, kto mieszka kilka pięter wyżej, no ale obywatel twierdzi że przeszkadza, więc ma prawo domagać się od władzy państwowej przykładnej interwencji. Przy okazji przypomina mi się historia, kiedy to kilka lat temu mieszkałem w Warszawie w wynajmowanym mieszkaniu, i gdy zdarzyło się, że ktoś wychodził tamże na balkon na papierosa, dwa piętra wyżej, niezależnie od pory dnia lub nocy, wychylała się pewna wariatka wrzeszcząc, że dym tytoniowy dochodzi do niej i ją zabija, a ona chce żyć. W TL przy Lwowskiej obywatelowi knajpa zawadza, więc administracja samorządowa w osobach burmistrza i radnych postanawia odebrać knajpie koncesję na alkohol. Nie tam mandat. Postanowiono knajpie odebrać koncesję, skazując ją tym samym na pewne bankructwo. Póki co klamka jeszcze do końca nie zapadła, i właściciele będą się odwoływać gdzie się da, licząc że światlejsze urzędy cofną bzdurne zarządzenie. W całej sprawie nie bulwersuje mnie najbardziej fakt samego odebrania koncesji na sprzedaż alkoholu, bo dyspozytariusz tejże, czyli miejska władza, tak jak może koncesję dać, tak i łatwo odebrać ją może. Najbardziej irytującym aspektem tego ambarasu jest, jak to zwykle bywa, bezmyślność, z którą jednym pociągnięciem długopisu, władza, nie patrząc na całe zawiłe spektrum sprawy, jebnęła po łapach krnąbrne kierownictwo, wbijając tym samym pierwszy gwóźdź do trumny jedynego klubu ,wychodzącego z alternatywnymi propozycjami do soli tej ziemi. Nie lubię takich wyświechtanych bon motów o tym, że głupkami rządzi się łatwiej, ale na miły Bóg, jeno to ciśnie mi się pod klawiaturę, kiedy widzę jak bez najmniejszego pomyślunku władza demokratycznie wybrana, niszczy nie tyle lokal gastronomiczny, bo zeżreć i napić się można i pod blokiem, ale miejsce, które zyskało już jako taką renomą w mieście i poza nim; jedyną knajpę z klimatem, w której ludzie fajnie się czują, i w której nie łamią się nosy. Knajpę, która np. przy wsparciu miejskiego mecenatu, mogłaby zrobić w TL-u jeszcze dużo dobrego. Bo, moi drodzy rządzący, jeśli tego nie wiecie, to w tajemnicy powiem Wam, że koncerty w TDK-u dobre są dla Wioletty Villas, żeby miała za co wykarmić swoje pieski. Może też nie wiecie, i może to co napiszę przejdzie Wasze najśmielsze wyobrażenia o kulturze masowej, ale niektórzy ludzie bawią się lepiej, gdy kupią sobie piwo, i poskaczą, nawet na małym metrażu wokół stolików, bo lepsze to, niż nic. Co Wy, władzo miejska, powiatowa i gminna, zrobiliście dla młodych ludzi w tym mieście? Zorganizowaliście jakąś imprezę, porządny koncert, który wyciągnął by młodych ludzi z domu, o przyjezdnych nie wspominając? Jaką ofertę kulturalną macie dla studiujących tu ludzi z całej Polski? I, czy w ogóle kiedykolwiek się nad tym zastanawialiście? Ludzie z „Republiki” próbowali, i daj Boże, będą próbować. Takimi, pożal się Bóg występkami, panie burmistrzu z TL, podcinacie tylko skrzydła tym, którym czegoś się w tym mieście jeszcze chce… JW |