| Mili Państwo, bezmyślność władzy demokratycznej, oraz jej beztroskie rozpasanie nie przestaje mnie zadziwiać, choć już bliski byłem stanu totalnego zobojętnienia na wszystkie meandry polityki, zarówno tej małej jak i dużej. I o ile ta w dużym, ogólnopolskim wydaniu dalej jeno mnie nuży i jest nieznośnie przewidywalna, o tyle na tzw. prowincji (czyt. reszta Polski bez Warszawy) dzieje się sporo ciekawszych rzeczy, po które, zmanierowani stołeczni dziennikarze nie schylają się wcale, lub przynajmniej mało, bo po co się męczyć(...). |
W przeciągu kilku ostatnich miesięcy w dwóch dużych miastach Polski centralnej (Łódź) i południowej (Częstochowa), mieszkańcy w drodze referendum odwołali urzędujących prezydentów. W jednym mieście Polski północnej (Sopot), obywatele oszczędzili swego pryncypała, pozostawiając go na stanowisku, mimo że Rada Miasta chciała inaczej. W wypadku, gdy urząd prezydenta, za przeproszeniem, się opróżnia, premier, do czasu wyboru nowego prezydenta przez mieszkańców, wyznacza do administrowania miastem komisarza. Czasami może się zdarzyć tak, że opróżnienie urzędu (za przeproszeniem) następuje w okresie kilku miesięcy poprzedzających formalnie już zarządzone wybory nowych władz. Tak właśnie stało się w Łodzi i Częstochowie. Wówczas, aby nie wywalać kasy publicznej dwa razy na te same wybory, Rady Miast tudzież Gmin mogą podjąć decyzję, aby komisarza pozostawić na urzędzie nieco dłużej niż przewiduje ustawa, do czasu normalnych, terminowych wyborów. Tak też stało się w Łodzi i Częstochowie, i brawo miś! Rada może zadekretować takie rozwiązanie, ale wcale nie musi…i tak stało się np. w Miliczu. To niewielkie miasteczko w woj. Dolnośląskim miało pecha, bo ich burmistrz zszedł był przed końcem swej kadencji. W takich przypadkach premier też wyznacza komisarza. I nie inaczej, organ kontrolny, czyli Rada Miasta może przedłużyć rządy komisarza do czasu przyszłych wyborów, jeśli dni doń zostało odpowiednio mało. Może, ale nie musi. I w Miliczu Rada kadencji komisarza nie przedłużyła. Sprawa milicka rzuciła mi się w oczy początkowo z powodu zarzutów korupcyjny i aferalnej historii całego galimatiasu, ale nie tyle to mnie w niej najbardziej zbulwersowało, co bardziej łatwość, z jaką rajcy tej miejscowości, nie przebogatej przeca, olali publiczną kasę, i zafundowali budżetowi zbędny drenaż na poczet podwójnych wyborów, kiedy mogłoby stanąć na pojedynczych. Zrobili tak, ponieważ komisarz którego premier wyznaczył, nie był po myśli większości rozdającej karty w Radzie, a ta bała się, że dobrze sprawdzający się w administrowaniu tymczasowy komisarz, wyrośnie przed wyborami na nazbyt silnego konkurenta dla elekta wymyślonego przez „układ”. W Łodzi i w Częstochowie, mimo że tamtejsze Rady także nie były jednorodne politycznie, udało się wypracować kompromis, i przełknąć żabę z komisarzem. W małym Miliczu nie -czemu? A no temu, że w dużym mieście prasa, nawet ta lokalna, rozniosłaby na piórach takie darmozjadowe politykierstwo, a w małym mieście władza czuje się bezkarna; może przesrać publiczne pieniądze, wyłgać się prawidłami demokracji, i gówno komu ktokolwiek zrobi, bo wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa, a że w sprzeczności z prawa duchem-srał to pies. Swego czasu paru kolegom z tomaszowskiego forum świtało w głowie, żeby spróbować impeachmentu w stosunku do tomaszowskiego burmistrza. Referenda są moim zdaniem, najlepszym i najbardziej skutecznym batem na miałką i leniwą władzę. Bardziej jednak od nijakich burmistrzów i miernych prezydentów (ci czasami mają przyzwoitych doradców), boję się bezkarności w wydawaniu publicznych pieniędzy, bo te, jak nie są moje ani Zenka z piętra wyżej, można przepierdolić na wódę, i niech nam wyborcy skoczą. Poprzyznawać sobie dodatki funkcyjne, premie, trzynastki za nic, załatwić lewiznę na przetarg dla szwagra. A ludzie naprawdę w koło klepią u nas biedę. Wczoraj usłyszałem, że podług ostatniego raportu o biedzie na świecie, sześćdziesiąt kilka procent Polaków nie może sobie pozwolić na tygodniowy urlop. Przed wyborami jeszcze coś pewnie napiszę, ale już dziś zastanówcie się rodacy, czy ten i ów w magistracie, starostwie, czy gminie nie zasłużył na to, żeby go urlopować. JW |