| Bardzo nie lubię zimy, ale to bardzo. Każdego dnia, kiedy muszę wyjść z domu, najsamprzód biję się co najmniej kwadrans z myślami, czy w ogóle mi się to opłaca, i czy faktycznie istnieje taka konieczność, której nie da się przełożyć na potem. Kiedy jednak ni jak nie da się uniknąć wyjścia na dwór, gdy wreszcie zbiorę się w sobie, i wyjdę, na każdym kroku żałuję tej decyzji. Nowy felieton Jarka Ważnego już na naszych stronach!
|
I nawet nie idzie o to, że mróz -to też. Gdy jest zima, a jak wiadomo -zimą musi być zimno -wraz ze śniegiem, wyłażą na wierzch wszystkie polskie bylejakości. Bo nasz kraj niestety jest taki byle jaki. Niby jak wytłumaczyć, że w tych czasach moi rodzice na wschodnich rubieżach w biały dzień tracą prąd, bo zima zaskoczyła energetyków. Pal go sześć Tomaszów. Pamiętacie, co nie tak dawno jeszcze działo się w Szczecinie? Dotychczas myślałem, że w XXI wieku w cywilizowanym kraju takie rzeczy są nie do pomyślenia. Co zapuszczę telewizję, to słyszę jakież to straszne żniwo zima zbiera w kraju pośród dobra wszelkiego, pustosząc dworce, rwąc linie tramwajowe, dybiąc na mieszkańców. Do pustosłowia mediów już przywykłem, bo z tego że jest zima, a zimą jest zimno, też można wysmażyć zajebisty news. Nie przywykłem jednakoż, i pewnie nigdy nie przywyknę do podpierania kraju sztachetą, bo do takiej działalności, śmiem twierdzić, ogranicza się w tym czasie aktywność polskich elit politycznych. Najdobitniej zmaterializowała się owa konstatacja w Małopolsce, gdzie dorośli wraz z progeniturą i dobytkiem, musieli wytrzymać bez prądu przeszło tydzień, bo nikt przez ten czas nie umiał usunąć awarii, pozostawiając ludzi sobie i zimie na pastwę losu. Fakt ten, to po pierwsze policzek dla państwa, które za dwa lata chce zorganizować Euro na swoich ziemiach, i daj Boże, żeby żaden oficjel w Uefie się o tym nie dowiedział. Po wtóre, to po prostu wstyd jak beret, że dorośli ludzie w tej części geograficznej świata, dopuścili do takiego zaniechania. Gdybym był próżny, i chciał żeby zawsze wychodziło na moje napisałbym, że środowisko w którym żyjemy wcale nie jest takie jakie byśmy chcieli, i że to guzik prawda, że jeno od nas zależy, jak jest dookoła różowo i kolorowo, bo psie szczyny na śniegu pomieszane przepalonym olejem silnikowym nijak różowe być nie chcą, przez jakżeby okulary nań nie patrzeć. Z tegoroczną zimą w Polsce jest trochę tak jak z trzęsieniem ziemi na Haiti. Kraj w którym nędza wyłaziła zza każdego węgła, a państwowość praktycznie nie istniała, dostał od losu jeszcze trzęsienie ziemi. A u nas? Kraj, który nie radził sobie z wewnętrznym bałaganem, i generalnie był (i nadal jest) społecznie na maxa niewydolny, nawiedziła zima z mrozem i śniegiem, i też potrzeba było jednej nocy, żeby korki sparaliżowały ulice, a ludzie po wsiach grzali się przy świeczkach. Ot, taka przewrotna symetria. I tak sobie dziś siedzę, gdy naokoło zimno, biało-szarawo w zasięgu wzroku, samochód mi nie odpalił, a z rana czeka mnie wycieczka miejskim autobusem na dworzec, zastanawiając się, czy nie strzelam sobie tym tekstem w stopę, bo przede mną długa droga, a wiadomo też, co się działo nie tak dawno z polską koleją. Wiadomo też że światem rządzi dziś wredna suka symetria, co to tym co mają pod górę, dorzuca jeszcze parę cegieł do plecaka. Dzwoniłem dziś na kolejową informację, z zapytaniem, czy możliwe są na trasie z A do B jakieś opóźnienia, tudzież inne niedogodności. Naturalnie, niczego się nie dowiedziałem, podobnie jak ludzie spod Olkusza, kiedy dzwonili z na wpół rozładowanych komórek do zakładu energetycznego pytając, kiedy włączą prąd. W tej obrzydliwej symetrii jest też coś z suspensu. Ot, przykładowo na takim Haiti było (i jest) biedno, brudno i straszno, ale generalnie ludność tamtejsza miała zawsze w pytę wolnego czasu, i to niekoniecznie z faktu panującego tam powszechnego bezrobocia. Po prostu taka karma, że wszystko, jak to na Karaibach, można zrobić jutro. U nas, mimo że aura wybitnie antykaraibska, ludzie, zwłaszcza ci na państwowych posadach, też mają na wszystko dużo czasu. A symetria, podła bladź, jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Siedzi w poczekalni na centralnym, z biletem na pociąg z 300 minutowym opóźnieniem. JW |
|
|
Yahoouj
By: Sylvester () on 03-03-2010 00:49