Strona główna arrow Z poradnika grafomana arrow Dzień Mamy - felieton Jarka W.
| wtorek, 07 lutego 2012| Imieniny obchodzą: Romuald, Ryszard, Teodor|
 
 

Lokalna Organizacja Turystyczna ROZTOCZE

Turystyka
Informacja turystyczna
Noclegi
Noclegi -rezerwacje (cały świat)
Agroturystyka
Gastronomia
Szlaki rowerowe
Szlaki piesze
Spływy kajakowe
Stadniny koni
Ścieżki Edukacyjne
Rozkłady Kolej, PKS, BUS
Biura turystyczne
Organizacje
Grupa PGR
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Z poradnika grafomana
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Advertisement
Dzień Mamy - felieton Jarka W. Drukuj
 

Napisał mi kolega, że mam pisać optymistycznie, tak bardziej ku pokrzepieniu serc, bez dołów i marudzenia; że coś fajnego człowiek widział, obejrzał, przeczytał, że dobre rzeczy się wkoło dzieją, bo złych niusów pełno jest w innych mediach. I niby racja, także usłuchując napomnień kolegi, tak sobie napiszę coś bez napinki…

Nowy felieton Jarka Ważnego już na naszych stronach!

 

No i jak tak pomyślałem, że miło i fajnie, i żeby tak coś na wesoło, to się łostro zacząłem głowić, co by tu Wam na początek, żeby nie zanudzić, a zanęcić do czytania za tydzień. Myślę, myślę, herbatę piję, trudno trochę, bo jak się przelecieć po czymś istotnym, albo istotnym pozornie przynajmniej, to większość z tych spraw i zagadnień, to raczej dół z miejsca. Więc sobie wyszedłem z pokoju na papierosa; stoję sobie, peta na balkonie ćmię, gdy tu nagle sąsiad spod siódemki z balkonu obok do mnie zagaduje: „A wiesz pan, że jutro Dzień Matki, i czy żeś Pan już życzenia złożył szanownej Rodzicielce?”. Ja mu na to, że dzięki, że sentymentalny specjalnie nie jestem, ale takie Święto, to rangę Państwowego powinno dostać, i tak sobie o matkach gaworzymy. Od słowa do słowa, pan sąsiad mówi, że ma dla mnie bardzo dobrą wiadomość, mianowicie, że ma piwo w lodówce, i żebym do niego przyszedł jak się nudzę. Siedzimy więc sobie z sąsiadem, piwko pijemy, miło jest, rozmawiamy sobie o muzyce młodzieżowej, o książkach cośmy je ostatnio czytali. Aż tu nagle sąsiad w popłoch wpada, i mówi, że owszem, fajnie jest, ogólnie miło, ale nie potośmy się tu spotkali, żeby tak od południa browary łoić, i że on musi do mamy swojej zadzwonić, bo kto jak kto, ale matka jest tylko jedna, a browarów ma w lodówce dużo. Ja na te słowy rację mu przyznałem, bo że matka jedna, to każdy wie, więc, pyk!, każdy z nas za telefon, i zadzwoniliśmy do swoich mam. Nie wiem jak Wy, ale ja specjalnie rozmawiać przez telefon nie lubię, i ograniczam telefoniczne rozmowy, do niezbędnego minimum. Z matką jednak mam inaczej. Z matką potrafię gadać bardzo długo, z ojcem już nie, ale z mamą-zawsze. I tym razem też tak było. Pytałem ją o wszystkie pozornie niepozorne bzdury; o znajomych, o remont domu rodzinnego. Może to piwo mnie tak rozanieliło, i nastroiło qasi-melancholijnie, ale gdym słuchawkę odłożył, błogość taka na mnie spadła, że sam, bez pytania, do sąsiadowej lodówki bieżę, i już mam po kolejne piwko sięgać, gdy nagle patrzę, i uwierzyć nie mogę, a tu sąsiad przy kuchennym swym stole siedzi, telefon w łapie, i oczy wyciera mokre od łez jak w piosence. Chłop wielki jak tur, a beczy jak, nie przymierzając-baba-myślę. A on mi na to, że z mamą rozmawiał, i że zawsze jak z nią gada, to tak się wzrusza, że od płaczu nie może się powstrzymać. Ot, idąc tropem Kazimierza Pawlaka, pomyślałem, że jak sąsiad płacze, zaiste, musi być to wielkie święto. Wziąłem sąsiada pod pachę, posadziłem przed sobą, i począłem sam mu o swojej mamie opowiadać: co lubi, jakie robi pierogi, jaką fasolkę po bretońsku. On mi też o swojej mamie opowiadał, i czuliśmy się obydwaj jakby nas nic naokoło nie obchodziło, bo jak się coś stanie złego, to do mamy się pójdzie, i ona na bank coś poradzi. Tak mu gadałem z godzinę, on się śmiał, to znów oczy przecierał. A później…siedzieliśmy sobie tak do wieczora we dwóch u niego, piwo piliśmy niespiesznie, fajki paliliśmy, i mówiliśmy tyle tylko, żeby nie zasnąć. Wróciłem do chaty, jak już ciemno było. Spać się położyłem. To był jeden z fajniejszych dni, jaki do tej pory mi się przydarzył, pomyślałem na chwilę przed zaśnięciem. Niby taki byle jaki, taki bez wybuchów, fajerwerków i uniesień, a mimo to fajny. W końcu Dzień Mamy, nie…

I co? Git? Miło, bezpretensjonalnie? Jak zanudziłem, to przepraszam, ale naokoło tyle jest ciekawych sondaży i komentarzy, że jeden nudny nie zawadzi…


JW

« wstecz   dalej »

Biuro Turystyczne QUAND - wycieczki na Ukrainę, po Roztoczu

roztocze sklep księgarnia mapy przewodniki ukraina lwów

Pogoda na Roztoczu
Informacja Tur.

Współpraca

Roztocze na FB
Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
1% dla Czajni

Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 6981213 odwiedzających
 
Góra Góra