|
Konrad Mastaliński, zamościanin mieszkający obecnie w Chicago udostępnił nam okupacyjny dziennik swego ojca Dziennik Adama Mastalińskiego, którego fragmenty zaczynamy publikować, dokumentuje życie codzienne Zamościa i okolicy w czasie okupacji hitlerowskiej. Autor zaczął go pisać w maju 1942 r. i kontynuował do sierpnia 1944.
Zasadniczą wartością "Kart męczeństwa Zamojszczyzny" (taką nazwę dał swemu dziennikowi Adam Mastaliński) jest ukazanie życia codziennego Zamościa i wsi Zamojszczyzny w warunkach wojny i okupacji. Autor przedstawia m.in. sytuację materialną i zdrowotną mieszkańców ziemi zamojskiej, nastroje panujące w mieście i na wsi, ówczesną obyczajowość, a także rysuje tło życia pod okupacją. Wspomina o wysiedleniach wsi zamojskich, egzekucjach, łapankach na roboty do Niemiec, działalności oddziałów partyzanckich oraz realiach życia gospodarczego. Adam Mastaliński urodził się w 1899 r. w wielodzietnej rodzinie polskiej o tradycjach patriotycznych w pobliżu Samarkandy w Turkiestanie (Azja Środkowa). W 1922 r. powrócił z rodziną do Polski. Do wybuchu wojny pracował w sądownictwie. W okresie okupacji hitlerowskiej mieszkał w Zamościu przy ul. Haukego (boczna Żdanowskiej), a potem przesiedlony został wraz z rodziną do gorszego mieszkania przy ul. Lwowskiej. Zatrudniony w niemieckiej firmie jako kolczykarz zwierząt objeżdżał wsie Zamojszczyzny i mógł zaobserwować jak wygląda życie okupacyjne chłopów polskich. Widział także, w jakich warunkach żyją mieszkańcy Zamościa, jego najbliżsi sąsiedzi i rodzina. Swoje spostrzeżenia i uwagi notował niemal każdego dnia w dzienniku. "Karty męczeństwa Zamojszczyzny" nie doczekały się do tej pory publikacji. Niewielkie fragmenty dziennika ukazały się w 1969 r. - w książce "Reduty wiejskie" oraz w 1977 r. - w opracowanej przez prof. Czesława Madajczyka edycji źródeł do dziejów naszego regionu w czsie okupacji pt. "Zamojszczyzna - Sonderlaboratorium SS". Redakcja TZ otrzymała dziennik Adama Mastalińskiego dzięki uprzejmości jego syna Konrada, zamościanina mieszkającego obecnie w Chicago. Skróty redakcyjne zaznaczono nawiasami.
K.Cz. Tygodnik Zamojski 08.02.2006
*** Wtorek, 12 maja 1942 r. Największą troską każdego jest dziś pytanie: Jak przeżyć? Coraz wyraźniejsze oblicze głodu wkrada się powoli do naszego miasta. Racje chleba na maj zmniejszono do 4 kg, z 6 w kwietniu. Dowiedziałem się dziś w wydziale aprowizacji miasta, że w czerwcu racja chleba będzie obniżona do 2.5 kg na miesiąc. Kierownik biura aprowizacji mówił, że u Niemców w tym dziale powstał bałagan, tak, że można się spodziewać wszystkiego - nawet zaprzestania wydawania chleba na przednówku. Taki stan ludzie przyjeżdżający z Warszawy i Lwowa nazywają jeszcze rajem, bo powiadają, że u was można dostać jeszcze inne rzeczy, jak masło, jajka itp. U nas ludzie głodują jak się patrzy. I rzeczywiście, jak słuchy dochodzą, zwłaszcza we Lwowie, panuje prawdziwy, straszny głód, gdyż zupełnie zaniechano wydawania chleba, a metr kartofli na wolnym rynku przekroczył dawno 1000 zł. I czemuż to Niemcy nie przywożą chleba z Reichu, jak to mieli robić po zajęciu Polski, w której zastali głód? Dziwne to, dziwne... A jeszcze bardziej dziwacznym jest, że tzw. Gen. Gubernatorstwo nie jest w stanie wyżywić siebie, gdy w Polsce zawsze chleba tyle zbywało na eksport... A przecież złodziejski kontyngent został ściągnięty w sposób bandycki, wprawdzie nie w 100 proc., to jednak w takiej ilości, ażeby ludność w kraju mogła przeżyć, nie doznając głodu (...). Jeśli (...) mowa o sytuacji aprowizacyjnej u Niemców znajdujących się tu, w kraju, to ona jest jednak stosunkowo b. dobra. Żony Niemców, które przyjechały do swych mężów z Niemiec, otwarcie mówiły: "U was tu dobrze jest, bo w Niemczech dają tylko po 12 dag masła i mięsa na tydzień". Rzeczywiście, gdy się przechodzi koło niemieckich sklepów, to się wydają być dobrze wyładowane różnymi smacznymi rzeczami, i to najlepszej jakości. Jak przystało na "kulturalnych" Niemców, na każdym sklepie figuruje sakramentalne "tylko dla Niemców" (...).
Piątek, 15 maja 1942 r. (...) Od wczoraj gadzinowa prasa trąbi o przejściu do ofensywy na wschodzie, na półwyspie Kercz. Cokolwiek się stanie, wierzę w jedno: najeźdźca, mimo wszystko, upadnie. Nie w ten, to w inny sposób... I dlatego czując, że walka się przeciągnie, Szwabstwo na gwałt się szykuje pod względem gospodarczo - żywnościowym. Jednym z tych przygotowań jest zakolczykowanie wszystkiego bydła i nierogacizny na terenie całej Polski. Akcja ta dała rezultaty śmiesznie małe, przede wszystkim co do świń. Z terenu dwóch gmin wpisano do kartotek zaledwie 250 sztuk w wadze do 70 kg. Chłopi kolczykowanie przyjęli, jak zwykle, biernie, a niektórzy nawet na wesoło. W każdym razie nim wieprzek trafi do niemieckiego kołduna, będzie porządnie spasiony... na powietrzu. Pod względem innego bydła rezultaty są większe cyfrowo, ale niemało jałówek i cieląt oraz świń padło przed tym kolczykowaniem. Ocalało niewiele, a głównie grubsze sztuki, jak krowy, konie. W końcu sprowadzi się do tego, że gdzie jeszcze krowa nie odstawiała mleka do niemieckiej mleczarni, to teraz wszystkie będą odstawiać, zaś my zostaniemy bez mleka. O jakimkolwiek tłuszczu z wolnej ręki teraz nie ma co marzyć. Tak bezwzględnymi sposobami i kosztem wygłodzenia polskiej ludności Niemcy zmierzają do upragnionego zwycięstwa (...)
Adam Mastaliński |