| |
|
Galeria |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Relacje i wspomnienia |
|
|
Strona 2 z 4 Roztocze - Skarby w krzakach - Podróżnik Roku 2003
Bogna Kwiatkowska--Baster - laureatka III nagrody w kategorii Polska. Architekt z Krakowa. Nagrodę otrzymała za rodzinną konno-pieszo-samochodową wyprawę po wschodniej części Roztocza, której celem było poszukiwanie oraz odkrywanie miejsc zapomnianych.
Jak się zrodził pomysł tej nostalgicznej wyprawy? Kiedy kilkanaście lat temu z mężem i synem (także architektami) po raz pierwszy dotarliśmy na Roztocze, zachwyciły nas liczne kamienne krzyże przydrożne - arcydzieła sztuki kamieniarskiej. Stojące samotnie z dala od wsi, wyglądały nierealnie. Wiedząc, że na tym terenie na przełomie XIX i XX wieku istniała szkoła kamieniarska specjalizująca się przede wszystkim w artystycznych rzeźbach nagrobnych, zaczęliśmy szukać cmentarzy z tamtego czasu. Nie było to łatwe, bo już dawno pochłonął je las. Porośnięte mchem groby całkowicie zlewały się z plątaniną gałęzi drzew, krzewów i płożącym się barwinkiem.Wkrótce po powrocie doszły nas słuchy, że przeprowadzono społeczną akcję porządkowania roztoczańskich cmentarzy. Niedługo potem naniesiono je na mapę turystyczną i... krzyże z pięknymi rzeźbami zaczęły znikać. Gdy przyjechaliśmy wiosną 2002 roku na Roztocze, zaskoczył nas rozmiar spustoszeń dokonywanych przez złodziei. Podjęliśmy decyzję, że jesienią wyruszymy w fotograficzną podróż i będziemy utrwalać na zdjęciach to, co jeszcze pozostało.
Jak długo trwała ta podróż? Odbyliśmy ją w dwóch turach - dziesięć dni jesienią 2002 i dziesięć dni wiosną 2003 roku. Wiosną, jeszcze przed pojawieniem się liści, znacznie łatwiej było nam odnaleźć wybrane miejsca. Poza tym różne pory roku stwarzały więcej możliwości ciekawszych ujęć fotograficznych.
Z pracy konkursowej Jesień - porażki. Konie noga za nogą zstępują ze stromego zbocza. Ścieżka jest śliska i ledwo widoczna pośród opadłych liści, wysokich traw i mchów. Kluczymy długo, nie mogąc znaleźć cmentarza. Nagle drzewa ustępują miejsca krzewom i gęstym zaroślom, z których wyłaniają się nagrobki. Niestety, nie możemy do nich dojechać, bo ostre kolce krzewów ranią konie. Zsiadamy i sami próbujemy sforsować chaszcze. Bez powodzenia.
Co sprawiło Wam największą trudność podczas podróży? Nie odniosłam wrażenia, aby coś było przesadnie trudne. Jeśli znalezienie niektórych cmentarzy nie przychodziło łatwo, traktowaliśmy to jako element przygody. Jazda konna po polnych ścieżkach i leśnych duktach była przyjemnością samą w sobie. A to, że do niektórych miejsc można było dostać się tylko pieszo, a do innych, ze względu na duże oddalenie, dojechać samochodem, także stanowiło swego rodzaju atrakcję, bo urozmaicało eskapadę.
Co się czuje, gdy w chaszczach znajduje się dzieło sztuki? Za każdym razem, kiedy rozgarniałam zarośla, aby zobaczyć, co się za nimi kryje, czułam się odkrywcą. Pamiętam, jak przed laty czytałam z zazdrością relację Elżbiety Dzikowskiej z odkrywania Vilcabamby, ostatniej stolicy Inków. A tu proszę, w moim rodzinnym kraju też przeżywam coś podobnego, choć w zupełnie innej skali. W terenie, w którym za lasem rozciąga się następny las, cały czas czuje się dreszczyk emocji.
Z pracy konkursowej Napis na drogowskazie oznajmia, że jesteśmy w Łówczy, jednak kolejny raz wjeżdżamy na złą drogę. Nigdzie śladu cerkwi ani cmentarza. Przejeżdżamy przez głęboki jar - znowu zły trop. Spotkany mężczyzna niejasno opisuje leśną dróżkę prowadzącą do starej cerkwi. Samochód grzęźnie w miękkim gruncie. Zostawiamy go i idziemy dalej pieszo. Spośród wysokiej do pasa trawy wyłaniają się wreszcie kopuły cerkwi. Pięknie! Cmentarza nadal nie możemy znaleźć. Gdy natrafiamy na zarośnięte krzewami ogrodzenie, okazuje się, że jesteśmy u celu. Nie ma jednak wejścia, przeciskamy się przez dziurę w płocie. Większość krzyży leży powalona.
Aby zrobić nastrojowe zdjęcia, wracała Pani na niektóre cmentarze po zapadnięciu zmierzchu. Nie bała się Pani? Chyba większość ludzi na myśl o cmentarzu w nocy odczuwa lęk. Ja też się bałam, tym bardziej że te cmentarze znajdują się w lesie. W takiej scenerii wszystko zależy od naszej wyobraźni - jakie obrazy wykreuje w trakcie szelestu liści czy, nie daj Boże, krzyku puszczyka. Zapalenie świeczek na nagrobkach, co zawsze robiliśmy, od razu mnie uspokajało. Zaczynałam wtedy myśleć o ludziach, którzy kiedyś żyli w tej części Polski, i zapominałam o strachu.
Z pracy konkursowej Chaszcze, które zastaliśmy tu jesienią, nadal są, ale bez liści. Poprzez nagie gałązki więcej widać. Przechodzę przez miejsce, gdzie wypłoszyłam sarny. Wdrapuję się jeszcze wyżej na zbocze i wreszcie jest! Kamienna kapliczka pozbawiona dawnego wewnętrznego wystroju kruszy się i rozpada. Jak długo będzie się jeszcze bronić?
Czy widzi Pani jakąś szansę na ocalenie tych zabytków? Na to pytanie chyba nikt nie potrafi odpowiedzieć. Problem jest stary jak świat i dotyczy nie tylko naszego kraju. David Roberts, wykonując w 1838 roku dokumentację rysunkową odkrywanych ówcześnie świątyń starożytnego Egiptu w Abu Simbel, na widok dewastacji dokonanej przez rabusiów i turystów powiedział: "Lepiej by było dla tych zabytków, aby je piach pochłonął z powrotem". Z drugiej strony takie podejście ograniczyłoby naszą wiedzę o minionych kulturach. Pozostaje chyba tylko praca organiczna ucząca szacunku dla śladów działalności ludzi, którzy odeszli.
Aline Ert-Eberdt
zdjęcia: Bogna Kwiatkowska-Baster |
|
|
|
|
|
|
Licznik odwiedzin |
|
Odwiedziło nas: 1899837 odwiedzających
|
|
|