Feridun Erol (na co dzień wzięty reżyser telewizyjny) nie ukrywał, że wcale go nie martwi fakt, iż do Zamościa nie mógł przyjechać Jan Kanty Pawluśkiewicz, zabrakło też Grzegorza Turnaua. - Nie ma więc Krakowa. Marek urodził się w Zamościu, ale całe życie spędził właśnie tam. A krakowscy przyjaciele Marka robią z koncertów jemu poświęconych widowiska, czasem wręcz barokowe. Nasz koncert będzie bez migotek - zapowiadał, nie ukrywając też, że i jego związki z Zamościem są bardzo silne. Urodził się we Włodawie, ale jego dwaj bracia już w Zamościu, a cała rodzina spędziła tu kilkanaście lat. - W Zamościu uczyłem się do piątej klasy podstawówki, najpierw w "mickiewiczówce", skąd mnie wyrzucono, a potem w "ćwiczeniówce". Oglądam te szkoły dzisiaj i się wzruszam, bo to moje dzieciństwo. Zamość wydawał mi się wtedy taki wielki - wspomina Feridun Erol.
W Zamościu taka impreza musiała wzbudzić emocje - tłumnie było więc na koncercie największych przebojów Grechuty i na odsłonięciu tablicy wmurowanej w ścianę kamienicy przy ul. Grodzkiej 7, w której się urodził. Ale piosenki artysty przeżywają chyba swoją drugą młodość, a moda na ich słuchanie wraca.
- Ja się temu wcale nie dziwię, i to z kilku powodów - mówi Magda Umer, przyjaciółka artysty, która prowadziła zamojski koncert. - Marek na pewno wyprzedzał swoją epokę. Teraz twórczość tego typu jest w zaniku, nie da się stworzyć niczego nowego, bo w zalewie piosenek na żenującym poziomie, nie ma szans na przebicie się. Jeśli więc ktoś łaknie czegoś delikatniejszego i piękniejszego, Marek jest tego kompilacją. My wychowywaliśmy się w nadzwyczajnych latach, na Kabarecie Starszych Panów, Osieckiej, Młynarskim. Dla Marka wielkim wzorem była Ewa Demarczyk.
Magda Umer wspomina, że sama zakochała się w Marku Grechucie od pierwszego wejrzenia, jako uczennica XI klasy. - Bo wtedy zobaczyłam go pierwszy raz w telewizji. Po prostu oniemiałam, choć nie był w moim typie. A kiedy pojechałam w 1969 r. na Famę, zachowałam się jak mężczyzna. Podeszłam do niego z kwiatkiem i wyznałam mu swoje uczucia. Co nie znaczy, że chciałam z nim iść przez życie. To było uczucie artystyczne. Rzeczywiście byłam zakochana w tym, co robi i co daje ludziom.
W obydwu koncertach zamojskiego festiwalu (jazzowym i największych przebojów Grechuty z udziałem Hanny Banaszak, Ewy Bem, Jacka Borkowskiego, Stanisława Soyki, Sambora Dudzińskiego i zespołu VOX z zespołem ONI) wykonawcom towarzyszyła Polska Orkiestra Włościańska im. Karola Namysłowskiego. - Przełożenie piosenek Grechuty na język orkiestry symfonicznej było trudnym zadaniem. Pracowaliśmy nad tym już od marca - przyznaje Tadeusz Wicherek, dyrektor orkiestry oraz dyrektor artystyczny i muzyczny festiwalu. - Jest on artystą tak charakterystycznym, że trudno tę charakterystyczność przenieść na inną estetykę.
Anna Rudy