- Wariat - tak mówią o Grześku znajomi.
- Gorzej, nas jest dwóch - przypomina o swoim koledze Marku Kołodziejczyku, z którym od 12 lat włóczą się po Polsce (wyprawy do egzotycznych miejsc na świecie nie interesują fotografów). Siedzą na bagnach, koczują tygodniami w puszczach, zaszywają się w jaskiniach skalnych. Bywa, że grzęzną po śniegach i w szuwarach. Wszystko po to, by jak kameleon wtopić się w naturę, podglądać ją i uwieczniać na fotografiach prawdziwe perły przyrody. Grzesiek i Marek często zaglądają w roztoczańskie knieje, bo tu pełno unikalnych zwierząt, ptaków, gadów.
- Kiedyś pewien Niemiec o naszej przyrodzie powiedział: „Wy tu w Polsce macie prawdziwe eldorado". Nie odkrył Ameryki, my to wiemy - mówi Marek. - I chcemy to rozgłosić światu.
Emocje w pustelni
Nie w zagrodach, nie na fermach hodowlanych, ale na wolności. Dzikie i naturalne, więc autentyczne. Na takie „polują" z aparatem fotograficznym i kamerą. Najważniejsze, by niczego z zachowania zwierzaków nie uronić. Ale także ich nie spłoszyć i - nie daj Boże - spowodować, że się całkiem wyniosą.
- Sami chyba musielibyśmy rzucić się z sosny, gdyby przez nas „obraził się" jakiś gatunek - zauważa Grzesiek.
Zdjęcia Leśniewskiego i Kołodziejczyka (także obserwacje), wykorzystywane są do poważnych badań naukowych. Ale cieszą też oko wszystkich oglądających na fotkach polujące wilki, tokujące (podczas śpiewu godowego) głuszce, walczące na zabój cietrzewie. Albo kruki bawiące się jak dzieci, czy dumnie nastroszone orły. Fotografie mają uczyć i pobudzać emocje.
A tych podczas obserwacji jest wiele. Praca podglądacza to same emocje.
- Radość, gdy uda się ujęcie, złość, kiedy kadr życia przejdzie ci koło nosa, czasem bezradność, niemoc, walka z zimnem i upałami - zwierza się Marek. - Jest zachwyt i zadziwienie. Nie brakuje także niespotykanych sytuacji, bo przyroda zaskakuje. Na każdym kroku.
Najpierw trzeba samemu przechytrzyć naturę. I zbudować kryjówkę tak, by stać się częścią przyrody. Ich schowek leśny, to zamaskowana buda, jak mawiają, taka pustelnia. -
Najpierw była prymitywna, z czasem ją udoskonaliliśmy. Przykład. Kanalizacja zamiast 5-litrowych galonów na mocz, składowanych i tłoczących się z nami w środku kryjówki. Bo gdzie? Przecież nie wychodzimy po kilkanaście dni, każdy niepotrzebny ruch może nas zdradzić. Wtedy wszystkie starania na nic..
Jadwiga Hereta
Pełna wersja tekstu znajduje się w wydaniu TZ nr 49 z dnia 5 grudnia 2007 r.