Niemcy od pierwszych dni wojny stosowali wobec Polaków zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Z czasem rozszerzali zakres represji, chcąc w ten sposób powstrzymać rozwój ruchu oporu i złamać wolę przetrwania. Na Zamojszczyźnie pod byle pretekstem pacyfikowano i palono całe wsie.
Linia kolejowa Lublin - Lwów, przebiegająca przez kompleks leśny Puszczy Solskiej, miała dla Niemców wiosną 1943 roku kluczowe znaczenie. Tędy szły transporty ze sprzętem i żołnierzami na załamujący się front wschodni. Nic więc dziwnego, że rosyjskie oddziały partyzanckie nie były skłonne przestrzegać zakazu wykonywania akcji w pobliżu większych skupisk ludności i prowadziły dywersję bez żadnych konsultacji z miejscowym dowództwem, bowiem każdy wysadzony pociąg i każde utrudnienie w ruchu zmniejszało siły hitlerowców na froncie.
Wykolejenie pociągu wojskowego dokonane w dniu 27 III 1943 r. nieopodal Józefowa, przez rosyjski oddział „Szczorsa" Wasyla Wołodina (walczył pod Wojdą), stało się dla Niemców kolejnym pretekstem do przeprowadzenia akcji pacyfikacyjnej. Następnego dnia przerzucili do wiosek przylegających do linii kolejowej liczne oddziały wojska, żandarmerii oraz policji, złożone głównie z „własowców", tj .Turkmenów i Ukraińców. Karna ekspedycja niemiecka rozpoczęła się od zagłady wioski Pardysówka Duża, położonej na przedmieściach Józefowa (dziś ul. 29 marca w Józefowie - dop. red.). O świcie 29 marca 1943 roku mieszkańców Pardysowki zbudził warkot samochodów nadjeżdżających od strony Józefowa, Hamerni i Długiego Kąta, z których wysypało się mrowie niemieckiego wojska.
Zaczęło się przeczesywanie wioski i spędzanie ludności na wyznaczony punkt zborny. W trakcie tego najeźdźcy dopuszczali się okrucieństw na bezbronnych dzieciach i kobietach. Kolbami karabinów zabito troje dzieci rodziny Kozyrów, kilka kobiet zgwałcono na oczach innych mieszkańców, a następnie utopiono w dole z wapnem, ciała przywalono kamieniami. Podobnie postąpiono z kilkoma mężczyznami i dziećmi. Do ludzi strzelano jak do kaczek. Prowadzono także ostrzał domów, ot tak, na wszelki wypadek. Magdalenę Kusiak spalono żywcem, nie pozwalając jej wyjść z domu. Następnie przystąpiono do podkładania ognia pod strzechy, podpalając dom po domu. W niedługim czasie cała wioska poszła z dymem. Żywcem spalili się ludzie, którzy pochowali się w piwnicach domostw i przemyślnie zbudowanych kryjówkach. Ci, co nie spłonęli, ulegli zaczadzeniu.
Bilans pacyfikacji Pardysówki Dużej był przerażający: 32 osoby zostały zamordowane na miejscu, w schronach spłonęło 7 osób, a 9 uległo zaczadzeniu. Wszyscy mężczyźni zostali wsadzeni do samochodów i wywiezieni do obozu przejściowego w Zwierzyńcu, a stamtąd część trafiła do obozów koncentracyjnych.
Dwa dni później - 30 marca 1943 r. podobny los dotknął Majdan Kasztelański, gdzie zastrzelono 4 osoby, spalono 32 gospodarstwa, a do obozu w Zwierzyńcu wywieziono 64 mężczyzn. Ów tragiczny dzień tak wspomina, dzisiaj 84-letnia, mieszkanka Zamościa pani Bronisława Tytoń z d. Zawiślak ps. Długa (łączniczka i sanitariuszka oddziału Selima): „Niemcy okrążyli wioskę o drugiej nad ranem, rozwścieczeni wpadli do domów i wypędzili wszystkich bez wyjątku. Kobiety, dzieci, ludzi starych i chorych - wszystkich zegnali na koniec wioski. Krzyki, piski dzieci i wrzaski Niemców jeszcze bardziej potęgowały strach i przerażenie. W tym samym czasie druga grupa Niemców plądrowała i podpalała zabudowania. Nikt nie liczył na ocalenie. Wtedy to mój ojciec Jan Zawiślak, który był sołtysem i znał język niemiecki, zaczął pytać dowódcę niemieckiego, dlaczego zabierają wszystkich. Usłyszał, że w wiosce są partyzanci-bandyci. Ojciec zaczął mu tłumaczyć, że to nieprawda. Niemiec przyłożył ojcu pistolet do głowy i kazał jeszcze raz to powiedzieć. Ojciec przysięgał, że w wiosce nie ma żadnych partyzantów. Wtedy Niemiec wydał rozkaz wstrzymania podpalania zabudowań. Z pożaru ocalało około dwanaście gospodarstw, do których pozwolono wrócić kobietom i dzieciom. Wszystkich mężczyzn, a było ich 64, wywieziono do obozu w Zwierzyńcu. W czasie palenia wioski Niemcy zabili Tytonia Stanisława, Zawiślaka Józefa, Bździucha Michała - stawiali opór, zaś Kukiełkę Michała spalili żywcem".
Tego samego dnia niemiecka ekspedycja udała się do wioski Brzeziny, gdzie spalono 6 gospodarstw, a wszystkich wyłapanych mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat wywieziono do obozu w Zwierzyńcu. Akcję pacyfikacyjną niemiecka ekspedycja karna zakończyła pacyfikując w dniu 31 III 43 r. wioskę Wywłoczka nieopodal Zwierzyńca. Sposób postępowania był podobny: wioskę otoczono szczelnym kordonem, zaś wyznaczone plutony przeszukiwały kolejno dom po domu, spędzając ludność na plac, gdzie dokonywano selekcji. Zakwalifikowanych ustawiono w kolumnę marszową i popędzono do obozu w Zwierzyńcu.
Podczas przeszukania wsi zastrzelono 5 ukrywających się osób, zaś część lepszego dobytku załadowano na puste samochody. Wioska została spalona.
Tę tragedię zapamiętał i opisał jej mieszkaniec Jan Pacześny: „Wczesnym rankiem wkroczyli do wsi od strony Zwierzyńca żandarmi i otoczyli wieś. Część ich chodziła od domu do domu, budząc wystraszonych i przerażonych ludzi i wyganiając ich na drogę. Obłożnie chorą Teklę Zaburską z córką, która nie chciała opuścić chorej matki, wyprowadzili przed chatę i tu rozstrzelali. W innym znowu miejscu młodzi chłopcy Władysław i Eugeniusz Ksiądz, którzy ociągali się z wyjściem, chcąc ukryć się w obejściu gospodarskim, zostali również zabici. Podobny los spotkał Adama Grelę, kołodzieja wioskowego, który będąc kulawym nie mógł iść".
Cena za wykolejony pociąg wojskowy była przerażająca. Nie powstrzymało to jednak działań partyzanckich, które z miesiąca na miesiąc stawały się coraz bardziej zorganizowane i coraz dokuczliwsze dla okupanta.
Zygmunt Puźniak
Tygodnik Zamojski
nr 13, 26 kwietnia 2008 r.