Był rok 1977. Ten utalentowany, ale ze śpiewną mową, kandydat, to Wiesław Bednarz z Łaszczowa, wtedy uczeń Technikum Mechanicznego w Tomaszowie. Na owe konsultacje do stolicy pojechał w tajemnicy przed rodzicami. I uciekł ze szkoły, ale tłumaczył sobie, że wagaruje w słusznej sprawie. Przed komisją recytował wiersz Juliana Tuwima: „Gdzieś w mordobijskim powiecie, telegrafista Piotr Płaksin nie umiał grać na klarnecie". Kandydat bardzo się starał, bo już wtedy ciągnęło go na scenę...
Wiesiek (szkolny kolega Stanisława Jędrusiny, dziś wicewójta gm. Mircze) chciał być mechanikiem maszyn rolniczych, jak jego wuj. Rodzice mieli niewielkie gospodarstwo, więc trochę znał się na wiejskich sprzętach. Poszedł więc do zawodówki. Nieźle mu szło, to i do technikum. Tam wydarzyło się coś, co w młodym „mechaniku" obudziło talent aktorski.
- Starszy kolega, potem został zakonnikiem, poszukiwał aktorów do spektaklu „Venceremos". Sam napisał sztukę, reżyserował ją, dobierał ludzi do ról. Niech tam, spróbuję i... zagrałem chilijskiego komunistę. Debiut był udany - opowiada Bednarz. Tak się zaczęło. I nie było już szkolnej akademii, w której by nie występował. Grał i był niezły.
Po konsultacjach w Warszawie i owej ocenie danej przez „Filipinkę" zaczął pracować nad językiem, ćwiczył, pilnował się. Egzamin do PWST zdał świetnie (6. według punktacji). Na jego roku studiowali m.in. Kasia Figura, Janusz Józefowicz, Piotr Siwkiewicz. Sztuki aktorskiej chłopak z Łaszczowa uczył się u najlepszych. Miał zajęcia z Wojciechem Siemionem, Piotrem Fronczewskim, Władysławem Kowalskim (pochodzący z Żurawiec k. Tomaszowa), Tadeuszem Łomnickim, Andrzejem Łapickim, Zbigniewem Zapasiewiczem, Gustawem Holoubkiem. Gładko mu szło, został asystentem na uczelni. Jednocześnie prowadził grupę piosenkarską w Państwowej Szkole Muzycznej na ul. Bednarskiej (Bednarz na Bednarskiej - zbieg okoliczności?).Wpadł na pomysł, by stworzyć jazzowy wydział instrumentalny. Zainteresował tym Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Razem przeforsowali projekt u ministra kultury, wypaliło. To nie koniec. Wiesław Bednarz uczył się także reżyserii operowej w Teatrze Wielkim. Miał szczęście - był stażystą u Niemca Augusta Everdinga, jednego z najwybitniejszych realizatorów operowych świata. Grywał również w filmach. Znamy go jako studenta z komedii „Co to konia obchodzi" (reżyser Grażyna Popowicz), nagrodzonej Brązowymi Lwami w Gdańsku (1988 r.). Wiesław Bednarz zagrał również w „Krótkim filmie o zabijaniu" Krzysztofa Kieślowskiego, był obsadzany u Jerzego Grzegorzewskiego i Jerzego Gruzy.
J. Hereta
Pełna wersja tekstu znajduje się w wydaniu TZ nr 15 z dnia 9 kwietnia 2008 r.