| |
Lokalna Organizacja Turystyczna ROZTOCZE |
|
|
|
|
|
|
Trzy kultury, dwa kółka i cały ten less - Roztocze na rowerze |
|
Nie przez przypadek pierwszy wagon rowerowy PKP kursował z Warszawy do Rawy Ruskiej. Gdyby Roztoczenie istniało rowerzyści musieliby je wymyślić!
Falująca mozaika pól, labirynty lessowych wąwozów i miasteczka, w których barokowe kościoły sąsiadują z cerkwiami i synagogami - trudno się oprzeć urokom Roztocza.
Region nibyjuż odkrył swój turystyczny potencjał, ale wciąż nie może weń uwierzyć. Brakuje knajp z prawdziwego zdarzenia, poza agroturystyką i peerelowskimi ośrodkami wczasowymi nie ma wielkiego wyboru noclegów. Za to przygotowanie tras rowerowych o niebo przerasta polski standard. Nic dziwnego, że ściągają tu zarówno wielbiciele trekkingowych wypraw z sakwami, fani offroadowych zmagań wśród leśnych ostępów, jak i letnicy gustujący w rekreacyjnych przejażdżkach.
Nas Roztocze nęciło od dawna - chcieliśmy przekonać się sami, jak to z tymi rowerami jest. Pozostało tylko spakować sakwy...
Od Zwierzyńca dzieli nas 100,6 km - wynika z mapki Centralnego Szlaku Rowerowego Roztocza, na którą natykamy się, wysiadając z pociągu w Kraśniku. Najpierw jednak postanawiamy zwiedzić miasto.
Już układ ulic zdradzajego średniowieczne korzenie, a najważniejsze zabytki skupiają się w okolicach rynku. Nąj okazalej wygląda kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z ok. 1469 r. Podania głoszą, że przyjego wznoszeniu pracowali jeńcy tatarscy - stąd w portalu pod wieżą zegarowąmożnadojrzeć kamienną głowę w turbanie. Świątynię przebudowano w stylu późnogotycko-renesansowym, a potem barokowym. Położony obok klasztor kanoników regularnych też powstawał w trzech etapach - na przełomie XVI i XV w., w drugiej połowie XVII w., by ostateczny kształt uzyskać w 1737 r. W barokowej budowli nie brak więc elementów gotyckich i renesansowych.
Kilkaset metrów dalej - dwie zdewastowane w czasie wojny bożnice. W latach 30. XIX wieku stara, barokowa synagoga nie mogła już pomieścić wiernych i powstała tzw. mała synagoga. Kraśnik był jedną z ważniejszych gmin żydowskich Lubelszczyzny. Przed wojną mieszkało tu ok. 5,2 tys. Żydów, stanowili połowę ludności. W czasie okupacji niemal wszyscy zostali wymordowani, kirkuty zbezczeszczono, a synagogi zamieniono na magazyny. W wielkiej synagodze zachowały się fragmenty polichromii z Lewiatanem, a w małej - bima (podwyższenie z pulpitem, z którego odczytywano Torę). Ma tu powstać ośrodek spotkań kultury polskiej, żydowskiej i ukraińskiej, biblioteka i sala konferencyjna. Na razie w surowym, pozbawionym okien wnętrzu są przechowywane ocalałe macewy z kraśnickich cmentarzy.
Odwiedzamy jeszcze kościół św. Ducha. Jednonawowa, barokowa świątynia powstała w połowie XVIII w. poza murami miasta, na wzgórzu. Dziś tuż obok biegnie ruchliwa ulica, na szczęście kościół odgradza od niej ściana zieleni. W środku podziwiamy rokokowe ołtarze. Co prawda zamierzaliśmy zdać się na mapę i improwizację, ale okazało się, że Centralny Szlak Rowerowy Roztocza wygląda ciekawie: liczy 180 km i prowadzi z Kraśnika do Lwowa (po stronie ukraińskiej nie został jeszcze oznakowany). Wygląda na to, że jego twórca, Tadeusz Grabowski z Roztoczańskiego Parku Narodowego, przetestował szlak również w terenie. Co więcej, oznaczenia są dobrze widoczne, a w interesujących miejscach stoją tablice z opisami, mapami i profilami trasy (dostępne także w dwujęzycznej wersji: www.szlakirowerowe.lubelskie.pl).
Pierwszy etap prowadzi przez malownicze pagórki Roztocza Zachodniego, z Kraśnika do Zwierzyńca Jedziemy po asfaltowych, prawie pustych drogach. Zdarzają się niedługie, ale strome podjazdy. Patrząc na wsie wśród pofalowanych pól, trudno uwierzyć, że takie miejscowości jak Szastarka czy Błażek w XVIII w. były śródleśnymi osadami - dziś lasy są tylko zielonym akcentem.
Ok. 40 km od Kraśnika mijamy kościółek w Otroczu. Pierwsza drewniana cerkiew powstała tu w 1750 r. Później zastąpiła ją murowana. Po odzyskaniu niepodległości świątynię przekazano katolikom, z czasem kopuły zastąpiła wieża. Dziś fragmenty ikonostasu wkomponowane w ołtarz główny, charakterystyczna bryła świątyni i parę nagrobków na pobliskim cmentarzu to jedyne ślady po Ukraińcach, którzy tu kiedyś mieszkali.
W Otroczu odbijamy od szlaku na wschód, byjeszczę tego samego dnia dotrzeć do Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego. Less to Skata osadowa, na której tworzą się żyzne gleby i której Lubelszczyzna zawdzięcza urodzajne czarnoziemy. Nas jednak bardziej interesuje charakterystyczne dla lessu ukształtowanie terenu: wądoły, parowy, uroczyska. Już same słowa brzmią tajemniczo. Nic dziwnego, że fragment Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego, gdzie wąwozowe esy-floresy osiągają największe natężenie - do 9 km wąwozu na kilometr kwadratowy! - nosi nazwę Piekiełko.
Krótkie i całkiem przyjemne „przedpiekle" czeka na nas tuż po wjeździe na teren parku, zanim dotrzemy do sfynnego pasma wzgórz między dolinami Gorajca i Wieprza. W Podlesiu Dużym znów bowiem wracamy na Centralny Szlak i zamiast pruć asfaltem, podążamy za czerwonymi znaczkami (i nie żałujemy!). Minąwszy mały zalew oblegany przez wędkarzy, zdobywamy wierze, pedałując po lessowym dnie wąwozu. Ok 1,5-kilometrowy fragment daje pewne wyobrażenie o tym, co czeka nas w Piekiełku. Panorama ze wzniesienia nie wygląda zbyt zachęcająco - Radecznica tuż przed nami tonie w deszczu. Na biwak wybieramy więc pobliski zagajnik.
Nazajutrz zaczynamy od kilometrowego zjazdu ze wzgórza.. Na asfalt wracamy w Radecznicy, znanej z kultu św. Antoniego Padewskiego. Ponoć objawił się on tu w 1664 r. i nakazał wybudować świątynię na pobliskiej górze. Stąd we wsi monumentalny barokowy kościół. Przy drodze drewniana „kapliczka na wodzie" z XIX w. Wspartą na palach konstrukcję zbudowano na stawie, prowadzi do niej drewniany most. Podobno woda ma cudowne właściwości.
My - jeśli liczyć na jakakolwiek ingerencję sil wyższych - poprosilibyśmy o mniej wody. Ze wzgórza, na którym wznosi się sanktuarium, obserwujemy ciemne chmury, które pół godziny później zmuszą nas do zmiany planów. Lepiej nie zapuszczać się w wąwozy w czasie deszczu - mokry less zmienia się w żółtą, oblepiającą wszystko maź, łatwo w niej utknąć z rowerem. Opuszczamy więc Szlak Rowerowy, gdy tylko zbacza on z szosy, i kierujemy się na niedawno wybudowany i niezbyt ruchliwy fragment drogi nr 74 (nie ma jej na starszych mapach!). Pokonując kolejne podjazdy, zmierzamy do miasteczka rozsławionego w wierszu Jana Brzechwy.
„W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie" i... ma swój pomnik, wzniesiony z okazji 650-lecia miasta, w 2002 r. Choć turystów tu sporo, w rynku nie ma ani jednej restauracji. Na rogu stoi opuszczona, ale dobrze zachowana cerkiew Zaśnięcia Matki Boskiej. Archeolodzy odkryli zarys fundamentów romańskich. Dzisiejszy kształt budowli pochodzi z XVI w., kiedy odbudowano ją po pożarze. Jednak uwagę zwraca powstała po 1808 r. fasada - jedna z pierwszych neogotyckich w polskim budownictwie sakralnym. Na początku był tu kościół rzymskokatolicki, po unii brzeskiej w 1596 r. przeszedł na własność unitów, a po powstaniu styczniowym stal się cerkwią prawosławną. Świątynia ma zostać odnowiona w ramach unijnego projektu i być może w 2011 r. będzie można podziwiać jej wnętrze ze wspaniałymi polichromiami.
Murowany kościół i klasztor po drugiej stronie rynku ma równie zawiłą historię. Ufundowali go na początku XVII w. Zamoyscy. W1783 r. klasztor zamieniono na koszary wojskowe, potem urządzono w nim szpital, którym opiekowały się szarytki; z czasem zastąpiłyje prawosławne mniszki, a kościół stał się cerkwią. Dziś to kościół szkolny.
Na drugim rogu rynku stoi parafialny kościół św. Mikołaja, najstarszy w Szczebrzeszynie. Ufundowany w 1394 r. drewniany budynek spłonął w 1583 r., najego miejscu wzniesiono murowany, który przetrwał do dziś. Prowadzi doń świetnie zachowana ba¬rokowa brama. W środku bogate sztukaterie w tzw. typie lubelskim.
Na zachód od rynku przy ul. Sądowej 2 wznosi się biały budynek póź-norenesansowej synagogi z początku XVII w., krytej łamanym polskim dachem (dziś dom kultury). Wzgórze przy ul. Cmentarnej zajmuje kirkut, jeden z najstarszych w Polsce. Najstarsza zachowana macewa nosi datę 26 nissan 5305, co wedle kalendarza gregoriańskiego oznacza rok 1545. Żydzi stanowili przed wojną niemal połowę mieszkańców. Ponad 3 tys. zostało rozstrzelanych przez hitlerowców w 1942 r. na terenie kirkutu.
Opuszczamy Szczebrzeszyn Centralnym Szlakiem Rowerowym w stronę Zwierzyńca, mijając po drodze ceglany młyn wodny z początku XX w. Zwierzyniec, 10 km dalej, to miasto młodsze, bardziej nastawione na turystykę (już od XVI w. miał pełnić funkcje letniskowe). Jego losy ściśle wiążą się z dziejami Ordynacji Zamojskiej. W1593 r. Jan Zamoyski zbudował w środku puszczy modrzewiowy dwór, a nieopodal urządził „zwierzyniec". Do ogrodzonej parkanem wielkiej połaci lasu sprowadzono żubry, łosie i leśne konie. Miały tu być obserwowane i podziwiane - łowy wyprawiano tylko dla uczczenia najznamienitszych gości. Toteż najpoważniejszym zagrożeniem dla zwierząt były wizyty koronowanych głów - Władysława IV, Jana Kazimierza, Michała Korybuta Wiśniowieckiego.
W latach 1658-1661 i 1663-1665 rezydowała w Zwierzyńcu Maria Kazimiera d'Arquien, przyszła Marysieńka Sobieska (od 1658 do 1665 r. żona wojewody Jana „Sobiepana" Zamoyskiego), i to zajej sprawą powstał staw z czterema wyspami. Na jednej z nich wzniesiono barokowy kościółek „na wodzie" pw. św. Jana Nepomucena, z polichromiami Łukasza Smuglewicza. Na początku XIX w. wybudowano klasycystyczne oficyny i browar.
Charakter urzędniczej osady-ogrodu po części przetrwał do dziś: dyrekcja Roztoczańskiego Parku Narodowego mieści się w dawnym domu plenipotenta ordynacji, a na południe od miasta rozciąga się współczesna wersja „zwierzyńca" - Ostoja Konika Polskiego.
Przodkiem gatunku, który stał się symbolem RPN, jest tarpan - mały, dziki konik żyjący wlasach europejskich do początku XIX w. Zamoyscy sprowadzili jedne z ostatnich okazów z Białowieży. Wobec problemów finansowych z utrzymaniem posiadłości w 1806 r. zwierzęta rozdano chłopom. Efektem krzyżówek z miejscowymi końmi jest właśnie konik polski. By go zobaczyć w środowisku niemalże naturalnym, udajemy się nad pobliskie stawy Echo. Z platformy na piaszczystej plaży oglądamy z daleka pasące się stado krępych, myszowatych koników.
Jedziemy żółtym szlakiem przez Floriankę - dawną osadę leśną, w której prowadzi się zachowawczą hodowlę konika. Wita nas okazały dąb Florian - ma ponad 350 lat. W Izbie Leśnej można zwiedzać pieczołowicie odtworzone pomieszczenia XIX-wiecznej leśniczówki.
Wzdłuż drogi we Floriance biegnie ścieżka dendrologiczna. Rosną przy niej tak egzotyczne okazy jak korkowiec amurski, choina kanadyjska czy cyprysik Lawsona (za ordynatów był tu miniogród botaniczny).
Leje. Ubłoceni po kaptury mkniemy w poszukiwaniu noclegu do oddalonego o 2,5 km Górecka Starego. W tutejszym PTSM (czynne sezonowo) czeka nas wspaniałe przyjęcie. Opiekujący się szkołą pan zamyka w magazynie rowery, pozwala nam wejść z całym ubłoconym majdanem do sali, przynosi polowe łóżka i doradza jeszcze, jak mamy jechać nazajutrz, by zobaczyć jak najwięcej i ominąć ruchliwe drogi.
Miejscowi mówią na nie: sopoty, szypoty, porohy, szumy. Te małe wodospadziki na wartko mknących rzekach to ślad spękania tektonicznego. Krawędź Roztocza to fragment jednej z najważniejszych geologicznych granic na naszym kontynencie: między fałdową Europą Zachodnią i płytową Europą Wschodnią. Stąd liczne źródliska i malownicze, głębokie przełomy rzek.
Jeden z nich zwiedzamy w małym rezerwacie Szum, w pobliżu drogi mię-d2y Góreckiem Starym i Kościelnym. Rowery zostawiamy na parkingu i po krótkim spacerze jesteśmy nad małą tamą tworzącą urokliwy, śródleśny staw. W dole rzeka pieni się niczym górski potok. Szkoda, że nie znamy się na roślinach - może odnaleźlibyśmy którąś z tych chronionych, choćby parzydlo leśne czy widłaka jałowcowatego.
Znajdujemy się już w Puszczy Solskiej. Jedną z najładniejszych wsi w okolicy jest przycupnięte na leśnej polanie Górecko Kościelne z okazałą, modrzewiową świątynią. W XVII w., w czasie burzliwych wojen i przemarszów wojsk szwedzkich, ukazał się tu św. Stanisław i nakazał zbudować dwie kaplice. I wkrótce powstała w Górec-ku kapliczka na wodzie, kaplica pod dębami oraz klasztor i kościół parafialny pw. św. Stanisława.
Jedziemy skrajem Puszczy Solskiej. W Józefowie, najmłodszym mieście Ordynacji Zamojskiej założonym w 1725 r., zaglądamy do wciąż czynnych kamieniołomów (był to niegdyś ważny ośrodek kamieniarski). Kto lubi akrobatyczne wyczyny na dwóch kółkach, może spędzić pół dnia na zabawach w tym naturalnym bikeparku.
Rezerwat Czartowe Pole to malowniczy przełom rzeki Sopot - nie można go ominąć. Schodzimy z rowerów, by odbyć ponadpółgodziną wędrówkę. Najpierw idziemy lasem. Z wąwozu, którego dna nie widać, słychać głośny szum. Na dnie parowu okazuje się, że to szereg małych „szumów" tworzy malownicze kaskadk. Wokół bujna roślinność, drzewa powalone nad wartkim strumieniem i ruiny XVIII wiecznęj papierni, jednego z ważniejszych zakładów przemysłowych tych okolic. W latach 30. XIX wieku powstawało tu do 80 proc papieru wytwarzanego w całej Guberni Lubelskiej. Po pożarze pod koniec XIX w. papierni już nie odbudowano. Pozostały po niej fragmenty muru.
Robi się późno, gdy mijamy znak kierujący do Błudka, gdzie w 1944 r. UB i NKWD zorganizowały obóz pracy dla żołnierzy AK. W Suścu odbijamy na północ, pokonując wzniesienia sięgające 320 m. Tego wieczoru - zupełnie mokrzy po kolejnej ulewie - docieramy do Krasnobrodu.
W 1640 r. Jakubowi Ruszczykowi, chłopu z niedalekiej wsi, objawiła się Matka Boska i uwolniła od obłąkania. Wkrótce rozwinął się maryjny kult - wierni zaczęli wieszać na drzewach wota, a Ruszczyk postawił figurę. Najazd kozaków Chmielnickiego w 1648 r. spustoszył święte miejsce. Kiedy wiosną następnego roku odnaleziono porzucony obrazek Matki Bożej Krasnobrodzkiej, uznano to za cud. W 1680 r. łaski uzdrowienia doznała za jego sprawą Marysieńka Sobieska i w 1690 r. ufundowała barokową świątynię i klasztor. Mówi się też, że pobliskie leśne źródła Belfont (z fr. belle - piękny, fontaine - źródło), były niegdyś miejscem jej schadzek z chorążym Janem Sobieskim, późniejszym królem.
Dziś do Krasnobrodu ciągną nie tylko pielgrzymki. Znajduje się tu dość rozbudowane centrum turystyczne z zalewem, jest sanatorium i parę muzeów (Krasnobrodzkie Muzeum Parafialne, Muzeum Sztuki Sakralnej, Muzeum Wieńców Dożynkowych). Powstał nawet wyciąg narciarski na liczącej 336 m Chełmowej Górze. Do atrakcji należy dawny kamieniołom - na 30-metrowej ścianie zachowały się odciski flory i fauny sprzed milionów lat.
Ostatni odcinek wyprawy biegnie przez północną część Roztoczańskiego Parku Narodowego. Prujemy raźno, by przed odjazdem naszego pociągu zjeść jeszcze obiad w Zamościu. Oto prawdziwa przyjemność trekkingowego jeżdżenia: dobry asfalt, mały ruch, po prawej stronie wije się Wieprz, po lewej falują wzgórza. Około 15 km przed Zamościem postanawiamy skrócić sobie drogę przez las. Niestety, błądzimy, i dopiero po godzinie wydostajemy się z podmokłych pól. Do Zamościa wjeżdżamy w strumieniach kolejnej ulewy.
Na rynku wyżymamy rękawy i zamawiamy obiad. Pomijając temperaturę, czuję się tak, jakbym z roztoczańskiego lasu trafiła pod arkady włoskiego miasteczka.
Przejechaliśmy 200 km, pokonując średnio 50 km dziennie. Pierwszy dzień: Kraśnik - Szastarka - Btażek - Batorz - Otrocz - Huta Turobińska - Gilów - Podlesie Duże - Radecznica. Drugi: Radecznica - Zaburzę - Szczebrzeszyn - Topólcza - Zwierzyniec - Florianka - Górecko Stare. Trzeci: Górecko Stare - Górecko Kościelne - |ózefów - Hamernia - Susiec - Ciotusza Stara - Krasnobród. Czwarty: Krasnobród - Bondyrz - Guciów - Obrocz - Kosobudy - Wychody - Zamość. Noclegi w schroniskach PTSM i pod namiotem Agata Sikora Gazeta wyborcza - Turystyka 9-10 sierpnia 2008 r.
|
|
|
|
|
|
|
Licznik odwiedzin |
|
Odwiedziło nas: 7445376 odwiedzających
|
|
|