|
Pan na Zamościu ochotny i wesoły, przy muzyce za zdrowie króla Kazimierza pić i z armaty na nieprzyjaciela bić potężnie kazał
"Za otwarcie bram twierdzy jego królewska mość (...) ofiaruje waszej książęcej mości województwo lubelskie w dziedziczne władanie! Zdumieli się, słysząc to wszyscy (...). Nagle wśród ciszy głuchej ozwał się po polsku do starosty stojący tuż za nim pan Zagłoba: - Ofiaruj, wasza dostojność, królowi szwedzkiemu w zamian Niderlandy. Pan starosta nie namyślał się długo (...) i palnął na całą salę po łacinie: - A ja ofiaruję jego szwedzkiej jasności Niderlandy!" - pisał w "Potopie" o próbie przekupienia Jana "Sobiepana" Zamoyskiego Henryk Sienkiewicz. Ta słynna anegdota wzięła swój początek od Wespazjana Kochowskiego, który umieścił na kartach "Klimakterów" list feldmarszałka szwedzkiego Arvida Wittenberga z 2 marca 1656 r. oraz odpowiedź, jakiej udzielił mu podczaszy koronny i III ordynat Jan Zamoyski. Miała to być już ostatnia próba opanowania Zamościa, podjęta po odejściu głównych sił szwedzkich spod murów twierdzy. Opowieść o tym, jak to Zamoyski w zamian za księstwo lubelskie (a wg Kochowskiego, nawet za namiestnictwo całego kraju) ofiarował królowi Karolowi Gustawowi Niderlandy, między bajki można włożyć. Rzecz cała - zdaniem prof. Adama Kerstena - nie wytrzymuje krytyki. "Tę wersję musimy całkowicie odrzucić, skoro Karol Gustaw nie zaszczycił nawet podczaszego koronnego podpisanym przez siebie pismem, czym niemało uraził dumę potężnego ordynata" - pisał prof. Kersten. Listy i armaty Szwedzi podeszli pod Zamość 24 lutego 1656 r. i rozwinęli obóz w Płoskiem. Na czele regimentów szwedzkich stał feldmarszałek Robert Douglas. Jeszcze tego samego dnia wysłał do Zamoyskiego list, w którym wychwalał wojenne szczęście swego króla i pod groźbą kary, zażądał poddania miasta. W zamian obiecywał mu łaskę swego monarchy. Zamoyski, znając siłę fortecy i wiedząc, że Szwedzi nie mają artylerii oblężniczej, nie przejął się tymi groźbami. Odpisał Douglasowi, że króla polskiego Jana Kazimierza nie zdradzi, a losy swoje i miasta składa w ręce Boga. 25 lutego rano żołnierze szwedzcy zajęli szańce wokół miasta, wzbudzając początkowo popłoch wśród jego mieszkańców. Jednak nieugięte stanowisko ordynata i spokój gotowych do walki obrońców wzbudziły w mieście powszechne przekonanie, iż "Szwedzi rozlokowali swe wojska na polach pewnie dla postrachu". Na drugi dzień szwedzki trębacz dostarczył Zamoyskiemu kolejną korespondencję od Douglasa oraz list od pozostającego na służbie szwedzkiej pisarza polnego Jana Sapiehy. Obaj namawiali go do poddania miasta. I tym razem odpowiedź ordynata była negatywna. Widząc, że Zamoyski nie ustąpi pod wpływem gróźb i perswazji, 27 lutego przybył pod miasto osobiście król szwedzki i przywiódł ze sobą 18-tys. armię. Szwedzi usypali szańce i ustawili na nich 40 armat, a w nocy z 27 na 28 lutego rozpoczęli ostrzeliwanie twierdzy. "Z powodu zagrożenia nieprzyjaciół, nie słychać ani bicia w dzwony, ani wybijania godzin przez zegar. Tylko w nocy dało się słyszeć sto pięćdziesiąt strzałów armatnich z ognistymi kulami, które zostały zebrane przez naszych żołnierzy. Nikt jednak nie został zabity, prócz jednego wołu, i jeden człowiek leżący w łóżku został raniony" - pisał świadek tych wydarzeń Bazyli Rudomicz Za zdrowie króla Jan „Sobiepan” Zamoyski, jak na potomka słynnego hetmana przystało, nie uląkł się nocnej kanonady. Podczas największej strzelaniny spędzał czas przy winie i muzyce. Według towarzysza lekkiej chorągwi Mikołaja Jemiołowskiego, obserwującego zachowanie ordynata, „pan na Zamościu nic się nie turbuje, ale ochotny i wesoły, przy muzyce za zdrowie króla Kazimierza pić i z armaty na nieprzyjaciela bić potężnie przy (...) posłach polskich i szwedzkich kazał. Ponieważ ani listy, ani strzały armatnie nie robiły na Zamoyskim większego wrażenia, 28 lutego pojawił się w twierdzy Sapieha z jakimś pułkownikiem szwedzkim i tym razem osobiście namawiał go do poddania się królowi szwedzkiemu i otwarcia bram miasta. Odpowiedź – jak zwykle – była odmowna. Kolejni posłowie szwedzcy przybyli do ordynata 29 lutego. Także nic nie wskórali. W tej sytuacji Szwedzi umyślili dostać się do miasta podstępem. Przybyły do Zamoyskiego generał Forgell, ten sam, który wg Sienkiewicza miał wysłuchać dowcipnej i obraźliwej odpowiedzi Zamoyskiego o Inflantach, prosił ordynata o pozwolenie na przemarsz armii szwedzkiej w stronę Lwowa wzdłuż murów twierdzy. Spodziewając się zaskakującego ataku, Zamoyski odmówił i wyjaśnił Forgellowi, że „o pół mili dalej jest inna, zarówno dobra droga”. Po kilku dniach bezskutecznych paktów i ostrzeliwań miasta, 1 marca 1656 r. Szwedzi zwinęli oblężenie i odmaszerowali w stronę Tomaszowa, paląc i rabując po drodze podzamojskie wioski. Oblężenie Zamościa, wbrew pozorom, przyniosło jego mieszkańcom i Zamoyskiemu znaczne korzyści moralne, jak i materialne. Zamościanie i przedmieszczanie zamojscy pozbierali pozostawione przez Szwedów łupy i konie, a do niewoli wzięto szwedzkich kupców, którzy nie zdążyli odejść z wojskiem. „Ważniejsza była jednak sława, jaka spadła na Zamosć, przynosząc satysfakcję nie tylko ordynatowi, ale i co bardziej znacznym mieszkańcom” – podkreśla prof. Kersten. Wiadomość o nieugiętej postawie Zamoyskiego rozeszła się po całym kraju, a XVII – wieczni pamiętnikarze napisali o nim szereg fantastycznych i niewiele mających z prawdą relacji.
Krzysztof Czubara Tygodnik zamojski 22.02.2006 |