|
Polacy lepiej grali w szachy, mężniej się bili i dłużej biesiadowali
Kiedy w zamojskim „Arsenale” kończyła się konferencja naukowa na temat twierdzy Zamość w czasach „potopu” szwedzkiego, na Rynku Wielkim rozpoczęła się partia żywych szachów, w których rolę figur odgrywali uczniowie Zespołu Szkół im. Unii Europejskiej. Sobota, 16 września, upłynęła w Zamościu pod znakiem Marsa. Najpierw przebrane na biało maluchy z tekturowymi tarczami z orłem i plastikowymi mieczami wygrały ze Szwedami batalię w szachy. Potem na Rynku Wielkim huknęły armaty bractw rycerskich z całej Polski, aż ratusz zadrżał w posadach, a na szwedzki stół z kiełbasami, pierogami i smalcem, zastawiony przez zamojskich restauratorów, posypały się drobiny z papierowych pocisków. Ten szwedzki stół, który pojawił się jako ucieleśnienie legendy wymyślonej przez jednego z zamojskich przewodników (Jan „Sobiepan" Zamoyski miał Szwedów karmić na stojąco, choć sam zapychał się jadłem siedząc ze świtą w fotelach) wywołał wielkie poruszenie wśród zamościan. Ludzie zajadali się pizzą szwedzką, którą wykombinowano na tę okazję, mięsem pieczonym na różne sposoby, bigosem, kaszą, śledziami, ogórkami kwaszonymi, itd. itp. Chociaż stół, ustawiony wokół wielkiego kwietnika, miał z 50 m długości, trudno się było do niektórych wiktuałów dopchać. Posileni i rozochoceni widzowie zgromadzili się później pod murami obronnymi, w pobliżu bastionu VII, gdzie członkowie bractw rycerskich dali popis umiejętności żołnierskich. Bili z armat ustawionych nad fosą i na murach oraz fechtowali z wielkim animuszem. Po ponad godzinnych zmaganiach, zgodnie z prawdą historyczną, szturm szwedzki został odparty. Zmęczeni rycerze udali się na posiłek do kazamatów, a ok. 100 wytrwałych widzów obejrzało jeszcze „Potop” Jerzego Hoffmana, który wyświetlono w Zamojskim Domu kultury. Organizatorem konferencji naukowej i historycznych widowisk plenerowych było Muzeum Zamojskie.
K.Cz.
Tygodnik Zamojski 20.09.2006 |