Strona główna arrow Archiwum Nowości arrow Cud nad Łabuńką
| sobota, 19 lipca 2008| Imieniny obchodzą: Alfred, Wincenty, Włodzisław|
 
 
Galeria
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Turystyka
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Kolporter RSS
Advertisement
Aktualności
Cud nad Łabuńką Drukuj
350 lat trzeba było czekać, ale się opłaciło. W sobotę Zamość świętował rocznicę odparcia szwedzkiej nawały. I to jak!
Bez różnicy, człek biedny czy bogaty, ładny czy mniej urodziwy, błękitnokrwisty czy potocznej proweniencji mógł za darmo najeść się do syta. Chwała za to Szwedom, chwała Janowi Sobiepanowi Zamoyskiemu. A muzealnik Henryk Szkutnik, współautor całego wydarzenia, jeśli nie na pomnik, to na pewno zasłużył na prezydenturę Zamościa. Choćby przez jedną kadencję
 4581_cd























W ub. sobotę (16 września) szwedzki ogień artyleryjski raził niemiłosiernie, ale z armat małego kalibru, kompletnie nieprzydatnych do burzenia murów. Szwedzi słali poselstwa, z których ordynat Jan Sobiepan Zamoyski (w tej roli Mirosław Bańkowski, pracownik Muzeum Arsenał) nic sobie nie robił. Tym bardziej, że radą służył Onufry Zagłoba (Zbigniew Choma, też pracownik muzeum). W atmosferę oblężenia Zamościa przez Szwedów wprowadzał Stefan Szmidt, dyrektor Biłgorajskiego Centrum Kultury (aktor; zagrał m.in. w filmach „Ogniem i mieczem” oraz „Potop”). Głos mu drżał, to zapewne z emocji. Na Rynku Wielkim przed Ratuszem, pod murami obronnymi rycerstwo dokazywało cudów. Kunszt fechtunku zaprezentowały m.in. warszawski Regiment Króla Jegomości Władysława IV (przewodzący mu Karol Karasiewicz, wcielił się w rolę króla Szwedów Karola X Gustawa), Bractwo Rycerskie Ziemi Lubelskiej, Warchoły i Pijanice z całej Polski, Kompania Wolontarska z Kielc, Rota Piechoty Polskiej. Na placu boju stanęli zbrojni z Zamojskiego Bractwa Rycerskiego. Ich dowódca, Andrzej Kudlicki z Tomaszowa Lubelskiego dowodził obroną twierdzy. Było jak przed 350 laty. Szwedzi odstąpili od murów Zamościa. Ostatni raz tak świętowano w pamiętnym roku 1939.
Wtedy gwoździem programu była inscenizacja „Żywych szachów” na Rynku Wielkim. Była to ostatnia, przed wybuchem II wojny światowej, impreza masowa w mieście. Przedstawienie dobrze wpisywało się w klimat tamtych czasów. Kraj żył zapowiedzią konfliktu zbrojnego, tak więc inscenizację, w której Polacy odpierają atak najeźdźców, zorganizowano też niejako ku pokrzepieniu serc.

Wojna na szachownicy
W „Prawdzie” (tygodniku społeczno-gospodarczym, ukazującym się w Zamościu, Biłgoraju i Tomaszowie Lubelskim), w wydaniu z 4 czerwca zamieszczono np. tekst pod znamiennym tytułem “Quo vadis Germania”? Była to publikacja rozmiarami niewielka, ale bogata w treść. Tekst był odpowiedzią na wynurzenia Goebbelsa, ministra propagandy III Rzeszy, który napisał artykuł pt. “Quo vadis Polonia” (“Dokąd idziesz Polsko”). Wypowiedź Josepha Goebbelsa ukazała się na łamach gazet berlińskich. Publicysta “Prawdy”, gromił Goebbelsa za to, iż ten “rozjuszony” “wypluwa żółć pod adresem Polski”. Dziennikarz “Prawdy” takoż przywołał Niemca do porządku i na zadane w tytule pytanie, dał jasną odpowiedź: Germania zmierza do klęski, jaką zada jej “polski zwycięski żołnierz”. W tym samym wydaniu gazety jest sprawozdanie z przebiegu zbiórki pieniędzy na Fundusz Obrony Narodowej. I tak np. robotnicy zwierzynieckiego tartaku ordynacji zebrali 505 zł. Z kolei rzeźnicy z Zamościa dobrowolnie “opodatkowali ubój”. Stawki były następujące: 1 grosz od 1 kilograma wieprzowiny, po 1 zł od 1 sztuki bydła, po 2,50 zł od 1 szt. uboju rytualnego (do akcji włączyli się też rzeźnicy żydowscy), po 20 gr od cielaka, owcy i kozy. Rzeźnicy wyliczyli, że w ciągu trzech miesięcy (czyli do września) uzbierają 5 tys. zł.
Jednak lwią część “Prawdy” zajmowały publikacje nt. mających odbyć się w Zamościu imprez, organizowanych w ramach “Dni Lubelszczyzny”. “Dni Zamościa” rozpoczęły się 3 czerwca. W programie były m.in.: pokaz sztucznych ogni, “Noc wenecka” (w parku bogato iluminowanym sztucznymi ogniami”), spektakle “Kołacze” i “Żeńcy” Szymona Szymonowicza, koncert Towarzystwa Śpiewaczego “Lutnia”. Najwięcej uwagi poświęcono jednak partii “Żywych szachów” na Rynku, która miała zostać rozegrana 9 czerwca, a dwa dni później powtórzona. “Prawda” zachęcała do obejrzenia tego widowiska, które “daje emocje i nastręcza możliwości efektów słuchowych i wzrokowych”. W rolach głównych przebrani w XVII-wieczne stroje żołnierze z garnizonu zamojskiego. Wydrukowano specjalny folder (cena egz. 30 gr za sztukę), którego wydanie pokryły zapewne koszty reklam lokali gastronomicznych: Kawiarni “Europejskiej” (obok Kolegiaty), Klubu Rodziny Urzędniczej (ul. Żeromskiego, gmach kina “Stylowy”), “Winiarni Fresztendika” (podziemia przy ul. Staszica 33), Restauracji “Centralna” (ul. Żeromskiego 3) i wielu innych.
Partię szachów, jaka została rozegrana na Rynku Wielkim opracował kpt. mgr Władysław Kolbuszewski, kostiumy zaprojektował prof. Michał Pieszko, wieże wykonali uczniowie Państwowego Gimnazjum im. Jana Zamoyskiego pod kierownictwem profesorów Z. Syrka i P. Podkowy. Przygrywał Zespół Teatru Żołnierskiego Garnizonu Zamość, którego kapelmistrzem był por. Kardaszyński, całość wyreżyserował st. sierżant Czesław Brykner.
Szachowa rozgrywka rozpoczęła się odegraniem “Bogurodzicy”. Piechurzy zostali obsadzeni w rolach pionów, większość figur szachowych stanowili jeźdźcy. Do każdego ruchu był przypisany tekst. Autorem wszystkich była prof. Halina Rogińska (nauczycielka w Gimnazjum Żeńskim, a po wojnie dyrektorka Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych). Bitwa na szachownicy była poprzedzona prologiem (narada Jana Sobiepana Zamoyskiego z imć Onufrym Zagłobą, pertraktacje ze Szwedami). Gra rozpoczęła się ruchem Szwedów, których piechur (pion) mówił: “Cóż to za kurnik lacki stoi? Co za rycerstwo? Ile zbroi! Wyjdź któryś naprzód! Sprawię łaźnię. Natomiast w finale (partia jest niedokończona, Szwedzi się poddają, rezygnują z oblężenia) Zagłoba wykrzykuje do Zamoyskiego: “Jezus Maryja! Jakem stary/ żołnierz waszmości – śmierć i zgon!/ Tych skurczybyków – pułk psiej wiary,/przywlekę waści pod sam tron!”.

Szwed nam niestraszny
Tekst Rogińskiej został przytoczony i tym razem, w ub. sobotę. Orkiestra Wojskowa tak jak w roku 1939 odegrała „Bogurodzicę”, tyle tylko, że zamiast żołnierzy na szachownicy stanęli uczniowie Zespołu Szkół im. Unii Europejskiej w Zamościu. Nad przebiegiem partii szachów czuwał Andrzej Czochra (pasjonat, nauczyciel gry w szachy, pomysłodawca przedsięwzięcia).
Szachownica przed wojną zajmowała całą powierzchnię Rynku, oprawa spektaklu była bez porównania większa, ale nie ma się czemu dziwić. Czasy były inne. Wszak groziła nam wojna. W ub. sobotę było skromniej, co wcale nie znaczy, że gorzej.
Przed spektaklem odbyła się sesja naukowa, w której znawcy tematu opowiadali, jak to z odpieraniem szwedzkiego szturmu na Zamość było. Najczęściej przywoływali relację Bazylego Rudomicza (Efemeros, czyli diariusz prywatny pisany w Zamościu w latach 1656 – 1672). Rudomicz był m.in. rektorem, dziekanem i kwestorem Akademii Zamojskiej. W tej uczelni się kształcił, tutaj zdobył tytuł bakałarza, doktora filozofii i prawa. Jak zauważa Andrzej Kędziora, autor “Encyklopedii miasta Zamościa”, Rudomicz bogato ożenił się z wdową po profesorze Kołakowskim. Był właścicielem m.in. folwarku Płoskie, kamienicy przy ul. Ormiańskiej, miał też aptekę, browar, winiarnię i pasiekę. Był też Rudomicz lekarzem. Nie najlepszym jak się wydaje (gdy nie mógł wyleczyć syna Kazimierza z kaszlu, gorąco modlił się do “Niebian”).
Rudomicz urodził się prawdopodobnie w Wilnie, w roku 1620 (niektórzy podają datę - 1624). “Z racji kraju urodzenia uważał się za Litwina, a w rzeczywistości z pochodzenia był Rusinem, z wyboru zaś Polakiem. W 1644 przyjął wyznanie rzymskokatolickie. Co by o nim nie powiedzieć, miał głowę do interesów. Kiedy był kwestorem Akademii, uporządkował sprawy finansowe uczelni. Za jego sprawą udało się odzyskać znaczne zobowiązania od jej dłużników.
Jakimś cudem Rudomicz dosyć sprawnie zarządzał majątkiem Akademii. Wszystkim było wiadomo, że nadużywa alkoholu. On sam połapał się w tym, że chyba jednak za dużo pije na krótko przed śmiercią (1672). Chociaż wcześniej zauważał, że czasami po zbyt tęgiej biesiadzie, drętwieją mu członki, szczególnie lewa ręka).
Daleko posuniętą pobożność łączył więc z nadmierną skłonnością do napojów wyskokowych. I być może z tego drugiego powodu tak dobrze rozumiał się z Janem Sobiepanem Zamoyskim, który jak wiadomo, też za kołnierz nie wylewał. Sobiepan był ponadto człekiem bardziej niefrasobliwym, a o jego romansach wiedziała cała Polska. Przed małżeństwem z Marysieńką, później małżonką Jana Sobieskiego, odprawił fraucymer nałożnic. W stanie małżeńskiej wstrzemięźliwości nie był zbyt wytrwały, wiadomo, że to z jego powodu żona musiała leczyć się z „brzydkiej” choroby.
Tak czy inaczej, w opisie oblężenia Zamościa przez Szwedów Rudomicz nie wykazuje jakiejś szczególnej troski o to, co się stanie. Być może ufał sile armatnich dział, mocy bastionów, geniuszowi militarnemu Sobiepana. A być może po prostu nie miał do spraw militarnych specjalnego zacięcia.
4582_cd1






















Weź Niderlandy

Kraj z bólem znosił szwedzką niewolę, wojska Karola X Gustawa zbliżały się do Zamościa, a w pamiętniku Rudomicza specjalnej trwogi z tego powodu nie ma śladu.
Zapis z 26 lutego mówi, że Szwedzi “podobno ustawili swoje wojsko w ordynku na polach, pewnie dla postrachu”.
27 lutego (niedziela): “Z powodu zagrożenia ze strony wroga zamilkły dzwony i zegar nie wybija godzin. Wprawdzie w nocy słychać było około 150 strzałów armatnich z ognistymi kulami, nikt jednak nie został zabity. Padł tylko jeden wół, a pewien człowiek leżąc w łóżku został zraniony w tylną część ciała (in posticum)”.
W innych relacjach z oblężenia, zamiast o wole, wspomina się o zabitym wieprzu. Co do ofiar w ludziach, Jacek Feduszko z Muzeum Zamojskiego nie pozostawia wątpliwości, iż takowych nie było. Owszem armatni pocisk utkwił w murach jednej z kamienic, ale na pewno nie w ciele obywatela Zamościa, zażywającego drzemki podczas szwedzkiego ostrzału artyleryjskiego.
Jedyną ofiarą szwedzkiej pożogi (choć nie jest pewne, czy relacja Rudomicza odpowiada prawdzie) miał paść Żyd Łachmann. Powieszono go, jak donosi Rudomicz za to, że kolaborował ze Szwedami.
W pamiętniku Rudomicza są lakoniczne uwagi o pertraktacjach Jana Sapiehy, który namawiał Jana Sobiepana Zamoyskiego, aby poddał miasto i uznał władzę Karola X Gustawa w zamian za oddanie mu województwa lubelskiego. Oblężenie i obrona Zamościa obrosły legendą, niemałe w tym zasługi Henryka Sienkiewicza. W “Potopie” właśnie jest mowa o postawie Sobiepana, który za namową Onufrego Zagłoby darowuje Karolowi X Gustawowi Niderlandy, których oczywiście nie miał. Sobiepan nie mógł sobie rościć pretensji do tego kraju, podobnie jak król szwedzki do woj. lubelskiego.
4583.txt






















Szkutnik na prezydenta!

Po 350 latach od oblężenia, wydarzenie jakby zyskało na atrakcyjności. To za sprawą Henryka Szkutnika, pracownika Muzeum Zamojskiego. – Pomysł przyszedł nagle – zwierza się Henryk Szkutnik, który długo zastanawiał się nad tym, skąd wzięło się określenie “szwedzki stół”. I wyszło mu na to, że rzecz wygląda tak: Karol X Gustaw, zniechęcony bezskutecznymi pertraktacjami oraz brakiem efektów działań swojej artylerii zaproponował Zamoyskiemu, aby ten zjadł z nim pożegnalne śniadanie.
“Ordynat ustawić kazał moc stołów poza murami miasta (bo wietrzył podstęp i nie chciał Szwedów do miasta wpuścić) z wielką na nich ilością wiktuałów i prowiantów. A to mięsiw wołowych, wieprzowych, sarnich, zajęczych, i innych, tudzież ptactwa wszelkiej rozmaitości, a ryb różnego rodzaju i przyrządzenia; pieczywa i ciast góry niezliczone, a i trunki też wszelakich gatunków przepastnych zapasów zamkowych ustawić kazał. (...) Zakazał wystawiać jedynie siedziska. Żadnych ław, krzeseł, zydli, taboretów czy inszych sprzętów, na których wygodnie spocząć do posiłku by można. Od onego czasu, poczęstunek in erectus zwany, czyli na stojąco, rozpowszechnił się i zwać się począł Stołem Szwedzkim”. Tyle Henryk Szkutnik.
W ub. sobotę, z okazji niejako inauguracji “stołu szwedzkiego po zamojsku”, każdy mógł najeść się do syta. Oczywiście za darmo. Restauratorzy (m.in. Pub, ten z ul. Szwedzkiej, hotel Orbis Zamojski, hotel Senator, Restauracja Nowe Miasto, Restauracja Muzealna, a nawet Luigi Tondelli, właściciel pizzerii La Cantina) stanęli na wysokości zadania. Jedzenia nie brakowało. Wsparcia udzielił zamojski PSS (chleb, ciasta). I za to mieszkańcy Zamościa powinni Sobiepanowi, Szwedom, a przede wszystkim Henrykowi Szkutnikowi dziękować.

Adam jaworski
Kronika Tygodnia 19.09.2006
« wstecz   dalej »

Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Pogoda
Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 1543907 odwiedzających

 
Góra Góra