Strona główna
| piątek, 05 września 2008| Imieniny obchodzą: Dorota, Wawrzyniec, Teodor|
 
 
Galeria
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Turystyka
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Kolporter RSS
Advertisement
Legenda o kawęczyńskiej jaskini Drukuj
Zima. Całe miasteczko pokryte śniegową pierzyną. Niedaleko mostu na Wieprzu stoi stary dom

chasydów radzyńskich — drewniany, z podziurawionym dachem gontów. Niektóre okna pochylone, zagłębione w ziemię ze starości. Teraz, zimą, dom wygląda świątecznie, okryty jest białym kitlem. Przez małe, wykrzywione okna błyszczą w porannej mgle nikłe płomienie dopalających się świec. Po miasteczku roznosi się głos odmawiających spóźnioną modlitwę.
Przeminęłaby ta zima w Szczebrzeszynie, jak wszystkie inne zimy, gdyby do miasteczka nie
zawędrował bezdomny włóczęga, zbierający jałmużnę. Podając się za radzyńskiego chasyda, ulokował się w radzyńskim domu za piecem. Powiedział, że słyszał o kawęczyńskiej jaskini, przez którą prowadzi droga do Ziemi Obiecanej i że on chce tędy właśnie pójść.
Usłyszawszy to, wszyscy zainteresowali się wędrowcem. Każdy chciał, żeby ten wyjątkowy gość
siedział przy jego stole i jadł jego potrawy.
Wyjątkowy gość, Żyd, który gotów był spuścić się do kawęczyńskiej jaskini! A jeśli będzie
miał szczęście i dojdzie tą jaskinią do Ziemi Obiecanej? Dech zapierało na samą myśl, że mógłby osiągnąć ten cel, że wyzwolenie bliskie, a droga wiedzie wprost z Kawęczyna do Ziemi Obiecanej!
Każdemu Żydowi na wygnaniu tęsknota za tym potajemnie kąsała serce. Uczniowie chaderu
(szkoły żydowskiej) podsłuchiwali rozmowy starszych ludzi i to, co słyszeli, upiększali w swej dziecinnej wyobraźni. W fantazji widzieli jaskinię pełną żmij i niedobrych zjaw.
Wśród mieszkańców Kawęczynka powtarzano wiele legend o tej jaskini. Okoliczna ludność
opowiadała, że w dzień Bożego Ciała i w inne chrześcijańskie święta słychać tu tajemnicze dzwonienie.
Nad jaskinią rósł las. Ludzie opowiadali, że na korze drzew wyryto słowa ksiąg Talmudu,
które Żydzi spisali w niewoli. W jaskiniach Kawęczynka znaleźli schronienie po przymusowym wysiedleniu z Niemiec — nie mieli śmiałości osiedlać się w miastach. Prawdopodobnie większość szczebrzeskich Żydów pochodziła od owych prześladowanych wygnańców.
We mgle legend ukryta była kawęczyńska jaskinia, do której gotowił się spuścić przybyły
chasyd, by dostać się do Ziemi Obiecanej.
W zimowy poranek gość sposobił się do drogi. Obuł wielkie buty z podwójnymi onucami.
Zewnętrzną stronę butów owinął słomą, a potem oblał wodą, aż zamarznięta słoma odgrodziła go od zewnętrznego świata. Nadział na głowę kuczmę (czapkę) zaciąganą na uszy. Nos zatkał watą, żeby nie utracić ciepła ciała. Na chasydzki chałat włożył chłopski kożuch z owczej skóry i zaciągnął mocno sobotni gartel (sznur do stroju modlitewnego).
To wielka chwila! Idą odkryć drogę do kraju przodków! Ma się rozumieć, wypili na „lechaim"
(na zdrowie). Posłaniec pożegnał się z pozostającymi, inni towarzyszyli mu aż do samej jamy. Zaprzęgli do wozu konie. Masa Żydów i chmara dzieci biegała za wozem, żegnając wyjątkowego gościa.
Szczebrzescy chrześcijanie, patrząc na ten szum przed odjazdem, nie rozumieli, co za
wesołość u Żydów. Może odprowadzają rabina lub wysłannika, który idzie na spotkanie mesjasza? Szczebrzeszynianie nieraz widzieli, jak Żydzi przyjmują cadyka, świątobliwego męża, rozpoznawali go po sobolowej czapce. Teraz nie rozumieli, co się dzieje.
Po wzajemnej wymianie pozdrowień, ruszyli z miejsca. Odprowadzający szli za wozem duży kawał
drogi za miasto, aż do młyna. Wóz oddalał się coraz bardziej, jechał drogą do Błonia, wreszcie zginął im z oczu między gęstymi sadami wioski.
Miasteczko wstrzymało oddech, czekając na dobre wieści, które powinny wkrótce przyjść.
Powrócili już ci, którzy towarzyszyli posłańcowi i pomogli mu spuścić się w jaskinię.
Tymczasem mijały dni i tygodnie a żadnej wiadomości nie ma. Ci, którzy towarzyszyli
posłańcowi aż do jaskini, spotykają się, rozmawiają o wydarzeniu, ale nie patrzą jeden drugiemu prosto w oczy, jakby oślepieni przy zaćmieniu słońca. Zgodnie z wszelkimi obliczeniami, powinien był już wrócić z Ziemi Obiecanej i powiedzieć: Żydzi, pakujcie rzeczy i w drogę!
Mieszkańcy Kawęczynka przynieśli złe wiadomości do Szczebrzeszyna. Widzieli błądzącego
żebraka Żyda niedaleko wsi, w górach zasypanych śniegiem.
A posłaniec jeszcze nie wrócił.
W Szczebrzeszynie zapomnieli o całej tej historii.
Nieoczekiwanie przy porannej modlitwie otworzyły się raptownie drzwi radzyńskiego domu i
zjawił się posłaniec. Jego zmęczony wygląd wprowadził wszystkich w zmieszanie. Miał szmaty

na nogach, cały odziany był w porwaną odzież. Z wielkiego zdziwienia żaden z obecnych nie mógł ust otworzyć, zaniemówili, jakby utracili języki. Obstąpili go.
Załamującym się głosem opowiadał, że spotkał go prorok Eliasz i popatrzył na niego łaskawie,
podał mu rękę, pozdrowił: „szalom alejkum" (pokój z tobą). Potem prorok Eliasz bardzo się rozłościł: — Jak może Żyd zdecydować, żeby przyspieszyć wyzwolenie przed czasem. Idź i powiedz kahałowi Szczebrzeszyna, że jeszcze nie przyszedł czas wyzwolenia.
Powtórzywszy słowa proroka, posłaniec usiadł na ławce, twarz ukrył w dłoniach. Wtenczas
zobaczyli jego podziurawiony chałat, spuchnięte nogi oblepione błotem. Głośno krzyknął: — Idźcie do domu, Żydzi! Tymczasem wyzwolenie zostało odłożone, ale jeszcze za naszych dni będziemy w Izraelu na Ziemi Obiecanej!
Całą tę historię słyszałem w naszym miasteczku, będąc uczniem chaderu.

Zamojski Kwartalnik Kulturalny
Nr 3-4 (88-89) 2006

dalej »

Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Pogoda
Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 1670830 odwiedzających

 
Góra Góra