Strona główna
| wtorek, 08 lipca 2008| Imieniny obchodzą: Elżbieta, Adrian, Edgar|
 
 
Galeria
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Turystyka
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Kolporter RSS
Advertisement
Plener rzeźbiarski Drukuj
Gdzieś na Roztoczu - jest takie miejsce -"Leśmiana Łąką" zwane To tutaj w dniach 28 kwiecień - 12 maj 2007 r. odbył się plener rzeźbiarski. W przedsięwzięciu wzięło udział 8 studentów Wydziału Artystycznego Instytutu Sztuk Pięknych UMCS w Lublinie pod opieką Sławomira Mieleszko i mgr Piotra Zieleniaka oraz udziale merytorycznym mgr Pawła Bernika.  W oparciu o poezję Bolesława Leśmiana - natchnieni metafizyką miejsca uczestnicy zmagali zię z kłodami topolowych pni drzew. W wyniku zamysłów artystycznych i sprawnej pracy powstały trzy instalacje: "Przechodzień" i "Garbus" do wierszy o tych samych tytułach i "Wróżbiarz" z interpretacji wiersza "Dla legendy". Uczestnikami pleneru byli: Andrzej Mosio, Alicja Adamczyk,  Monika Bukała, Grzegorz Czarnota, Miłosz Flis, Adam Grudzień, Karol Pomykała oraz Przemysław Kudlicki.
Sponsorem przedsięwzięcia było BiuroTurystyczne "Quand".

Metafizyka  
Kraina, gdzie żyć łatwiej i konać mniej trudno -
Gdzie wieczność już nie tajnie wystawa na straży
Trosk doczesnych - gdzie bardziej jest bosko niż ludno -
I gdzie każdy za wszystkich nie cierpi - lecz marzy!
 
   
Są tu sady bez wyjścia i groble, nad szybą
Owej rzeki wyśnione, co kiedyś wytryśnie -
I niejeden tu pałac w zagąszczu Ci błyśnie,
Godny tego, by nie był niczyją siedzibą!
 
   
Są tu w lasach mrowiska, wzniesione nad drogą,
Gdzie wre praca snów rojnych - odwieczna i bratnia -
I jest tu owa cisza błekitna, ostatnia
Z tych, co jeszcze na uśmiech zdobywać się mogą.
 
   
Tylko czasem na polu jakiś krzyż skrzydlaty
Wiatraka, mielącego mgły marzeń i ciernie,
Brakiem boga na sobie zlękniony niezmiernie -
Szaleje i skrzydłami uderza w zaświaty!
 
   
Bywalec tych uroczysk, powabnych swym tronem,
Umie błysków najmniejszą wyśledzić nieznaczność,
I w szczelinie pomiędzy istnieniem a zgonem
Dojrzeć gwiazdę niezgorszą lub niezłą opatrzność...
 
   
Lecz się nigdy nie strwoży, zrozumie zbłąkany,
Bezkrólewiem w niebiosach lub własnego cienia
Zgubą w jarach - lub zbytnią łatwością zamiany
Jednych cudów na drugie... Niech cud też się zmienia!
 
   
Jego tylko tu nęci nie zwiedzona grota
Lub kwiat jeszcze nie znany, lub muszla co rzadsza -
I na wszelki przypadek wtórego żywota
Duszę swoją w te dziwy chętnie zaopatrza...
 
   
On tu przyszedł sam przez się, by własne szaleństwo
Karmić strawą najlepszą na ziemi i niebie -
I nad brzegiem przepaści wytańczyć dla siebie
Jeden lęk drogocenny lub niebezpieczeństwo!...
  

Przechodzień  
Zgony liliowe w pustce nad drogą,
I nic - i bezbrzeż trwa!
Do traw bezbrzeży i do nikogo
Wołałem: "Zbaw mnie, zbaw!"
 
   
A szedł przechodzień... Nie wiem, dlaczego
Dłonią mi podał znak.
Może pomyślał, że to do niego,
Do niego wołam tak!
 
   
A była cisza, jakby świat minął, -
Trwał jeszcze słońca brzeg -
A on na ciszę oczami skinął,
Zrozumiał coś i rzekł:
 
   
"Nie mam ni chleba, ni sił, ni domu!
Jak ty - bez jutra łkam.
To - ja, nie znany z klęski nikomu!
To - ja! Ten sam, ten sam!
 
   
Śmierć moja w jarach namiot rozpina,
Zagrodę - spalił wróg.
Gdy przedostatnia bije godzina,
Sny niszczy Bóg, sam Bóg!
 
   
Lecz ufam jeszcze jednemu snowi,
Że się wypełni wczas!
Cokolwiek zorza w tym śnie zróżowi,
Podzielę między nas!"
 
   
I przysiągł wierność mojej żałobie
Na wszystkie życia dnie!
I dłonie, dłonie podał mi obie,
I zbawił, zbawił mnie!
 

Dla legendy  
Często wróżbiarz, co własnej nie wywróżył doli,
Nagłym skokiem na trwogę i bladością czoła
Skupia widzów, krwi żądnych, i szerzy dokoła
Postrach, nie pozbawiony grozy i swawoli!
 
   
Cały w znakach piorunnych i piętnach zagłady
Przed oczyma ciekawych obnaża sam siebie -
I nagi aż do nieba, bezwstydny i blady
Czuje się bohaterem, jak trup na pogrzebie!
 
   
Aktor, godny za widza mieć boga w niebiosach,
Choć sam wpada w wytrawne swoich guseł szpony -
Marząc skrycie o rajskich zaciszach i rosach,
Z uśmiechem wyczekuje ostatniej zasłony!...
 
   
Bo wie, że gdy na śmierci niebotycznych szczudłach
Przeskoczy ziemskich źródeł zwierciadła i kwiaty,
Pozostawi legendę, odbitą w tych źródłach,
O straszliwym rycerzu, co niegdyś, przed laty...
 
   
Tak! - dla niej, dla niepewnej, dla swojej dalekiej,
Że go może przygarnie - wiernego przybłędę -
Nie szczędzi niecnych trudów i dziwnej opieki,
I krew mężnie przelewa - za baśń, za legendę!
 
   
Bo ta siostra wieczności, kwiaciarka wspomnienia,
Gdy go w gmachu zaklętym na śmierć ukołysze,
Obdarzając istnieniem z dala od istnienia,
Da mu w jednym napoju - i tryumf i ciszę.
  
   
A zdzierając zeń ziemską powłokę obłudy
I zdobiąc pierś rycerskim złotem i żelazem,
Na ów cud go pasuje, ażeby zarazem
I był sobą i nie był!... O, cudzie nad cudy!
  
   
I kiedyś czyjeś usta, zbudzone ku wiośnie,
Szepną o nim na pamięć choćby jedno słowo
Lub przyśgiew nieodparty, lub gwiezdną przenośnię
Która duszę z wszechświatem spokrewnią na nowo!..
  



„GARBUS”

Mrze garbus dosyć korzystnie:
W pogodę i babie lato.
Garbaty żywot miał istnie,
I śmierć ma istnie garbatą.

Mrze w drodze, w mgieł upowiciu,
Jakby baśń trudną rozstrzygał,
A nic nie robił w tym życiu,
Jeno garb dźwigał i dźwigał.

Tym garbem żebrał i tańczył,
Tym garbem dumał i roił,
Do snu na plecach go niańczył,
Krwią własną karmił i poił.

A teraz śmierć sobie skarbi,
W jej mrok wydłużył już szyję,
Jeno garb jeszcze się garbi,
Pokątnie żyje i tyje.

Przeżył swojego wielbłąda
O równą swej tuszy chwilę,
Nieboszczyk ciemność ogląda,
A on - te w słońcu motyle.

I do zmarłego dźwigacza
Powiada, grożąc swą kłodą:
"Co ten twój upór oznacza,
Żeś w poprzek legł mi przegrodą?

Czyś w mgle potracił kolana?
Czyś snem pomiażdżył swe nogi?
Po coś mię brał na barana,
By zgubić drogę w pół drogi?
rzezba.jpg
Czemuś łbem utkwił na cieniu?
Z trudem w twych barach się mieszczę!
Ciekawym, wieczysty leniu,
Dokąd poniesiesz mnie jeszcze?"







„Garbus” – wg projektu Andrzeja Mosio.    Wykonanie Andrzej Mosio i Paweł Bernik

Rzeźba powstała na plenerze rzeźbiarskim poświęconym twórczości Bolesława Leśmiana, który miał miejsce w samym sercu Roztocza na przepięknej polanie śródleśnej nazwanej dla uczczenia obchodów Roku Leśmianowskiego  „Łąką Leśmiana”.  W słoneczne oraz deszczowe dni, ze spoconym czołem grupa ośmiu studentów, UMCS-u Wydziału Artystycznego Instytutu Sztuk Pięknych z Lublina, zmagała się z topolowymi kłodami obrabiając je siekierką i dłutem. Plener odbył się pod pieczą prof. Sławomira Mieleszko i mgr Piotra Zieleniaka, opiekę merytoryczną sprawował mgr Paweł Bernik. Główne założenia przedsięwzięcia to, trening swoich umiejętności snycerskich i interpretacji poezji, czego wynikiem jest „GARBUS”. W ramach pleneru realizowano trzy projekty inspirowane twórczością Bolesława Leśmiana, jeden z nich właśnie stoi, a właściwie leży przed Tobą, reszta, niestety, została na „Łące Leśmiana”, ponieważ są tak monumentalne że nie sposób je gdziekolwiek przetransportować.

Uczestnicy pleneru.: Andrzej Mosio, Alicja Adamczyk,  Monika Bukała, Grzegorz Czarnota, Miłosz Flis, Adam Grudzień, Karol Pomykała oraz Przemysław Kudlicki.

Serdeczne podziękowania dla Biura Turystycznego „Quand” za wszelką  pomoc w realizacji przedsięwzięcia.
« wstecz   dalej »

Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Pogoda
Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 1516150 odwiedzających

 
Góra Góra