I rzeczywiście, informację o obecności gadożera można znaleźć na stronie internetowej nadleśnictwa. Chwali się ono tym drapieżnikiem, podobnie jak występowaniem orlika krzykliwego, bociana czarnego, bielika, żurawia oraz objętych całkowitą ochroną głuszca, cietrzewia, wilka i rysia.
- To jedyne miejsce w Polsce, gdzie zaobserwowano gadożera. Jego obecność została potwierdzona i zarejestrowana - mówi Dmitroca. Dodaje, że teren, gdzie występuje żerowisko tego rzadkiego ptaka, został otoczony wyjątkową ochroną. I tajemnicą.
Żeby wypatrzeć gadożera, zwanego też krótkoszponem (ze względu na bardzo krótkie łapy), trzeba mieć wyjątkowe szczęście. Występuje on dość licznie w Hiszpanii i we Włoszech, spotkać go można na Ukrainie i Białorusi, także w Azji, ale najwięcej jest go w Afryce. W Polsce jest unikatem. Ptak ten już w latach 60. minionego wieku znalazł się na liście gatunków zanikających (wpływ skażenia środowiska i nielegalnych odłowów).Właśnie wtedy został wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi jako drapieżnik zagrożony wyginięciem.
Gadożer zamieszkuje wilgotne, stare lasy w pobliżu mokradeł. Ornitolodzy podają, że w całym kraju - według najbardziej optymistycznych szacunków - żyje nie więcej niż 10-15 par tych drapieżnych ptaków. Zakładają one gniazda głównie na wschodzie Polski: w lasach janowskich, Puszczy Augustowskiej i Białowieskiej. Od lat nikt ich jednak już nie widział.
Drapieżnika zaobserwował na Roztoczu Przemysław Stachyra, na co dzień pracownik Roztoczańskiego Parku Narodowego, pasjonat przyrody. To on „podgląda" gadożerczą parę od blisko 10 lat. Ptaki zauważył przypadkiem. Nie dowierzał, że mogą to być gadożery, więc postanowił sprawdzić. Przez kilkanaście dni wdrapywał się na czubki sosen. Obserwował, skąd i dokąd lecą, nakreślał trasę ich lotu, by potem wytypować przybliżone miejsce występowania gniazda. Wiedział, że drapieżniki te bardzo mocno przywiązują się do swojego rewiru i zawsze wracają w to samo miejsce. Chyba że ktoś lub coś je spłoszy, zakłóci spokój na żerowisku, czy - nie daj Boże - zniszczy gniazdo.
I co roku Stachyra z duszą na ramieniu wędruje w rewir gadożera. Przyleciał? Jest... przybywa co roku, a w zasadzie przybywają, by tu, w doskonałych warunkach, doczekać się potomka (samica składa jedno jajo - wielkości gęsiego).
J. Hereta
Tygodnik Zamojski
21 listopad 2007r.
Nr 47