|
Pięćdziesiąte urodziny oranżady z Krynic. Można żałować, że cukier został zastąpiony przez słodzik, a ceramiczne korki – przez korki z plastiku. Jednak oranżada produkowana w malutkim zakładzie w Krynicach i tak nie ma sobie równych. Takiej nie robi już w Polsce nikt, i nikt nie używa już takich butelek.
 Produkcją oranżady rodzina Walewanderów zajęła się w 1958 r. Wtedy nie było w niej nic wyjątkowego, może poza faktem, że prowadzenie własnego biznesu nie było wówczas mile widziane. Jednak sama receptura, opracowana odgórnie, była dokładnie taka, jak we wszystkich zakładach produkujących w Polsce oranżadę. W powszechnym zwyczaju było też rozlewanie jej w butelki z dłuższą, zwężaną szyjką, zamykaną na ceramiczny korek z gumką i drucianą sprężyną. Receptura (woda, cukier, esencja i dwutlenek węgla w sporych ilościach) poszła już w zapomnienie, butelki wytłukły się. Ale nie w Krynicach.
(ar)
Pełna wersja tekstu znajduje się w wydaniu TZ nr 44 z dnia 29 października 2008 r. |