|
Ta książka to nie tylko portret poety. Pomysł na napisanie tej książki był tyleż prosty, co genialny. Adam Wiesław Kulik – dziś lubelski dziennikarz, wówczas pracownik domu kultury w Zamościu – zdał sobie sprawę, że i tu, i w pobliskim Hrubieszowie żyje jeszcze sporo ludzi, którzy osobiście znali poetę.
To ich wspomnienia wypełniają znaczną części książki „Leśmian, Leśmian...", która właśnie trafiła do księgarń. Kulik zaczął je spisywać na przełomie lat 70. i 80. Był to ostatni moment, by pomyśleć o napisaniu takiej książki. Autor zdążył jeszcze porozmawiać z byłymi pracownikami notariatu Leśmiana i zamojskiego sądu, gdzie poeta z racji wykonywanego zawodu musiał często zachodzić, nielicznymi bliższymi znajomymi, z sąsiadami i gimnazjalnymi koleżankami jego córek. Nie pogardził nawet relacją dziewczyny, która w latach 20. często zachodziła do mieszkających w Centralce koleżanek, i razem z nimi podglądała na balkonie wystrojone Leśmianówny, Lusię i Dusię. I taka właśnie jest ta książka: trochę plotkarska. Ktoś wspomina o upodobaniach literackich Leśmiana - bo o tym miał okazję z nim porozmawiać, ktoś inny o całych kotletach i pieczeniach, odnajdywanych w resztkach z kuchni Leśmianów - bo żona poety, ekscentryczna malarka, gospodynią była żadną.
Anna Rudy
Pełna wersja tekstu znajduje się w wydaniu TZ nr 46 z dnia 12 listopada 2008 r.
|