Sam remont dachu i posadowionej na szczycie wieży rozpoczęto w krasnobrodzkim sanktuarium z początkiem października. Zdecydowano się zdjąć kilkakrotnie już malowaną i zniszczoną blachę z dachu i wieży, a w to położyć blachę miedzianą, a dach pokryć dachówką. Podczas tych prac (20 października) jeden z pracowników, w bani (kuli) umieszczonej zaraz pod zwieńczającym wieżę krzyżem, odnalazł papierowy rulon z pieczęciami lakowymi. To znalezisko przekazano księdzu prałatowi Romanowi Marszalcowi. Sposób i miejsce umieszczenia sugerowały, że w rulonie tym powinno być pismo napisane w okresie ostatniego remontu (czy budowy wieży), zostawione tam „ku pamięci". Po otwarciu rulonu z grubego papieru, wewnątrz znaleziono pismo na cieńszym papierze o wymiarach 21 na 37 centymetrów, a na nim zapis dokonany przez ostatniego przeora klasztoru dominikanów (mieszczącego się w tej świątyni) o. Ludwika Turzynieckiego. Pismo podpisane i przez pozostałych zakonników wtedy tutaj przebywających (we wrześniu 1864 roku), ojców: Hipolita Dworakowskiego, Franciszka Stecińskiego i Apolinarego Lipczyńskiego.
Już na wstępie pisma datowanego na 24 września 1864 roku, polecającego Bożej opiece papieża Piusa IX, zawarto informację, że wzniesiono całkowicie nową wieżę, według projektu technika ze Zwierzyńca W. Brodziszewskiego, a wykonaną przez cieślę z Józefowa - Wincentego Turzynieckiego. Dodano jeszcze, że wieża kosztowała 583 ruble i 10 kopiejek. To w zasadzie wszystko odnośnie techniczno-finansowej strony przedsięwzięcia.
Ku pamięci
Dalsza część rozpoczynająca się wypowiedzią: „Boże zachowaj i broń każdego z żyjących, aby nie patrzył na czasy opłakania godne, jakich my się doczekali i w jakich żyjemy (...)", zapowiada coś więcej, niż informacje odnośnie remontu i budowy. W dalszej części mamy istotnie opis dnia codziennego zniewolonego kraju zdeptanego przez zaborców przelewających polską krew. Czas powstania krasnobrodzkiego dokumentu dotyczy okresu popowstańczych prześladowań, ale i faktów odnoszących się do powstania styczniowego. Powstania z 1863 roku, które nie ominęło i Krasnobrodu. Wszak w pobliżu, w miejscu posadowienia kapliczki świętego Rocha, stoczono bitwę.
W swoim piśmie do potomnych o. Ludwik Turzyniecki, bez zbędnego rozpisywania się, ale syntetycznie, daje malowniczy, aczkolwiek tragiczny obraz rozpitych obywateli Rzeczpospolitej. Nawiązuje do zsyłek, ucisku ze strony rosyjskiego okupanta, ale też do rodzimych panów, którym bliższe, były korzyści własne, niż dobro Ojczyzny i narodu. Ten opis to jakby przestroga dla potomnych, którą można odnieść i do czasów współczesnych.
Autor pisma używa wymownych słów: „Patrzyliśmy na to, jak jedni nieśli w ofierze własne swoje życie dla oswobodzenia Ojczyzny i nie masz piędzi ziemi polskiej, która by nie była zlana krwią prawych Jej synów; jak również patrzyliśmy i na drugich, którzy ze zlodowaciałym sercem patrzyli na nędzę i tułactwo tego, który okryty ranami chlubnymi, kryć się z takowymi musiał, gdyż święty jego obowiązek za zbrodnię poczytywano".
Ojciec Ludwik Turzyniecki przepowiada niejako walkę zaborców z Kościołem, która niebawem się nasiliła, a sam zakon dominikanów miesiąc później, bo 27 października 1864, przeznaczono do kasaty, co dotknęło również krasnobrodzką świątynię.
Gorzkie w swej wymowie pismo zawiera też bolesne, chociaż prawdziwe stwierdzenie: „Ów niegdyś wielki i potężny Naród Polski, który tylu wydał mężów męstwem i nauką sławnych, dziś zdeptany i sponiewierany został".
Sama wypowiedź kończy się swoistym apelem: „Te kilka słów pobieżnie kreślonych, jeśli kiedyś w odległych czasach dostaną się komu do ręki, niech go zachęcą do otwarcia Księgi Historii ówczesnej, krwią polską spisanej, a przekona się obszerniej, ile to ran każdy prawy Polak w sercu swoim nosił!!!".
Los znaleziska
Co dalej będzie się działo z dokumentem znalezionym w kopule krasnobrodzkiego sanktuarium, trudno dokładnie przewidzieć. Jako epokowe znalezisko (ale też pewna przestroga, o czym przekonany jest kustosz ks. prałat Roman Marszalec) trafi do miejscowego muzeum. Dokument jest w dobrym stanie i będzie udostępniony jak największej liczbie osób chcących się z nim zapoznać.
Marian Adam Stawecki
Tygodnik Tomaszowski
nr 46 z dnia 17 listopada 2008 r.