Strona główna arrow Wydawnictwa
| poniedziałek, 02 listopadaa 2026| Imieniny obchodzą: Bożydar, Tobiasz, Bohdan|
 
 

Lokalna Organizacja Turystyczna ROZTOCZE

Turystyka
Informacja turystyczna
Noclegi
Noclegi -rezerwacje (cały świat)
Agroturystyka
Gastronomia
Szlaki rowerowe
Szlaki piesze
Spływy kajakowe
Stadniny koni
Ścieżki Edukacyjne
Rozkłady Kolej, PKS, BUS
Biura turystyczne
Organizacje
Grupa PGR
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Z poradnika grafomana
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Advertisement
Chory jak dąb Drukuj

W naszych lasach zaczynają zamierać dęby, m.in. za sprawą opiętka dwuplamkowego
Przerzedzone korony, żółknące przed czasem i coraz drobniejsze liście, usychające gałęzie - tak objawia się choroba, która dotyka tysiące dębów w naszym regionie. Lekarstwa na nią nie ma. Chore drzewa usychają bądź są wycinane.

Bezpośrednią przyczyną nagłego pogorszenia się kondycji tych okazałych i bardzo lubianych drzew jest mały chrząszcz opiętek jedynak, który w ciągu ostatnich kilku lat atakował nasze lasy ze zwielokrotnioną siłą. Dęby jednak już od dawna były osłabione. Drzewa tego gatunku dotyka - nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie - proces zamierania, zjawisko tym groźniejsze, że jak dotąd, nie udało się jasno określić jego przyczyn.

Opiętek złośliwy
Szkodnik opiętek trafił więc na podatny grunt. Lasy, w których dęby są dominującym gatunkiem, wręcz spustoszył. W Nadleśnictwie Strzelce, które obejmuje swym zasięgiem 3 powiaty: zamojski, hrubieszowski i chełmski, zaatakował 900 hektarów lasu. To ogromny areał, ale w porównaniu z powierzchnią lasów dębowych w tym nadleśnictwie (7 tys. hektarów), wciąż niewielki. Dlatego leśnikom nie pozostało nic innego, jak wycinać zarażone drzewa. Innych sposobów na walkę z chrząszczem nie ma - jego larwy żerują w miazdze drewna.
Zaatakowanych dębów i tak nie udałoby się uratować. Larwy opiętka jedynaka wygryzają pod korą szerokie (nawet 7-milimetrowe) i zygzakowate korytarze, uniemożliwiając drzewu przewodzenie składników pokarmowych i wody. To kończy się jego śmiercią - uschnięciem.
- Jedyne, co możemy robić, to usuwać chore drzewa z lasu. Tak staramy się ograniczyć populację szkodnika - wyjaśnia Juliusz Iskra, nadleśniczy Nadleśnictwa Strzelce.
W 2005 roku uzyskano w ten sposób 5.5 tyś. metrów sześciennych drewna (większość nadawała się już tylko na opał i na papierówki najniższej klasy). Ile to drzew? Z pewnością kilka tysięcy. Wyniki byłyby jeszcze większe, ale nie pozwoliły na to plany urządzenia lasu. Kolejne dęby pójdą więc pod piły w tym roku.
W całym województwie lubelskim wycięto w ub. roku tyle dębów, że ich drewno liczono w dziesiątkach tysięcy kubików (metrów sześc.). Najgorzej jest w Nadleśnictwie Puławy, gdzie chory las zajmuje już powierzchnię 3 tys. hektarów.

Najgorzej w Strzelcach i w Puławach
- Puławy czy Strzelce to nadleśnictwa, w których określamy sytuację jako bardzo poważną. Tu, miejscami, dochodzi wręcz do rozpadu całego drzewostanu. Ale nigdzie nie jest całkiem dobrze. Nawet w typowo sosnowych lasach, w rejonie Biłgoraja na przykład, opiętek wyrządza szkody na skalę gospodarczą. Dotarł więc wszędzie, nawet na izolowane stanowiska - ubolewa Andrzej Marzęda, specjalista do spraw ochrony lasu w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie. - Fala zamierania dębin wzmaga od 2002 r. Dotyka nawet najzdrowsze i najmocniejsze drzewostany. Co najgorsze, choroba ma charakter spiralny. Wywołuje ją splot wielu czynników. Dąb bardzo źle reaguje na przesuszenie gleby, do czego doprowadziły suche i gorące lata. Stał się bardziej podatny na choroby grzybowe. Do tego doszła inwazja opiętka, małego chrząszcza z rodziny bogatkowatych, skądinąd zresztą bardzo urodziwego (owad jest metalicznie zielony - dop. red.).
Zamieranie dębów to przy tym nie jedyne zmartwienie leśników. W naszych lasach masowo chorują także drzewa innych gatunków: jesiony, coraz częściej olchy oraz brzozy - na szczęście tylko lokalnie.

Nauka nie pomoże
- Dąbrowy zajmują u nas tylko 30 hektarów. Dęby rzeczywiście są w gorszej kondycji, ale trwają. Za to kilkuhektarowa uprawa jesionów wyschła nam doszczętnie, co do sztuki - potwierdza Marian Kudełka, nadleśniczy Nadleśnictwa Józefów. - Sądzę, że drzewom najbardziej szkodzą przemysłowe zanieczyszczenia, do nas napływające z wiatrem, a przede wszystkim ciągłe wahania poziomu wód gruntowych, prowokowane także przez człowieka, na przykład poprzez prowadzenie czy zaniechanie melioracji. Jestem nawet przekonany, że zbieranie grzybów na masową skalę w jakiś sposób narusza naturalną symbiozę gatunków w lesie.
Diagnoza jest już znana: dęby oraz jesiony dotknięte zostały procesem zamierania. Jego przyczyny nie są jednak do końca jasne, cóż więc mówić o zapobieganiu. - Nauka nie dała nam do tej pory żadnych wskazówek, jak postępować, co robić - podkreśla Andrzej Marzęda. - Wszystko więc w rękach samej przyrody.

Anna Rudy
Tygodnik Zamojski 11.01.2005

« wstecz   dalej »

Biuro Turystyczne QUAND - wycieczki na Ukrainę, po Roztoczu

roztocze sklep księgarnia mapy przewodniki ukraina lwów

Pogoda na Roztoczu
Informacja Tur.

Współpraca

Roztocze na FB
Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 12848462 odwiedzających
 
Góra Góra