|
Dziennik Adama Mastalińskiego, którego kolejny fragment publikujemy, dokumentuje życie codzienne Zamościa i okolicy w czasie okupacji hitlerowskiej. Autor pisał go od maja 1942 r. do sierpnia 1944 r. Relację udostępnił naszej redakcji syn autora Konrad Mastaliński.
* Środa, 20 maja 1942 W nocy słyszałem odgłosy dalekich detonacji. Dzień rozpoczął się pod jakimś niepewnym nastrojem, jakby w przeczuciu czegoś... Istotnie, z samego ranka Niemcy urządzili, po raz nie wiedzieć który, „łapankę" na roboty do Reichu. Łapali ludzi wszędzie, na ulicach, a nawet w miejscach pracy. W ten sposób upolowanych ludzi (przeważnie wczesna młodzież) wieźli do Arbeitsamtu (niemiecki urząd pracy - przyp. red.), gdzie ich trzymano pod strażą. Es-esy (esesmani - przyp. red.), gestapo biło niemiłosiernie każdego za najmniejszy sprzeciw. Mało komu udało zwolnić się od tego i w jakieś 3 - 4 godziny po złapaniu wszystkie ofiary, wśród jęku, szlochu i płaczu, zostały wywiezione do Lublina. Nie dano im możności zobaczyć się ani pożegnać się ze swoimi. Kolejarz mi mówił, że dzisiejszej nocy z Hrubieszowa przyjechał pociąg, do którego był doczepiony wagon, pełen młodzieży złapanej w Hrubieszowie. Wagon był zaplombowany. Że byli tam właśnie ci nieszczęśni, domyśleć się łatwo można było po głosach rozpaczy i płaczu, jaki dochodził z wagonu... * Czwartek, 21 maja 1942 Łapanki dziś nie było. Jednak młodzież kryje się i w wielu wypadkach w domu nie nocuje. Rodzice chodzą stroskani i pełni trwogi, oczekują policji, która zwykle chodzi po domach i sprawdza opornych do Arbeitsamtu. Na każdej twarzy maluje się skrajne zgnębienie i apatia. Do naszego biura przychodzą chłopi po nawozy sztuczne. Nie jeden opowiada (...), jak Niemcy pastwią się nad bezbronną ludnością. Masowe rozstrzeliwania niewinnych ludzi po wsiach trwają, jak również zabierani są zakładnicy. Niemcy sprowadzili kilka czołgów, które patrolują wsie i lasy w poszukiwaniu band (autor używa słownictwa władz okupacyjnych, które tak określały wszelkie grupy dywersyjne i partyzanckie, a także rabunkowe - przyp. red.). Na temat, jak się przedstawiają widoki przyszłych plonów, chłopi kiwają głowami beznadziejnie, a jeden wyraził się, że: „spojrzeć na pole to już czuć biedę". Rzeczywiście, stan zbóż jest opłakany. Żyto, pszenica jeszcze przy samej ziemi, a przecie o tej porze to normalnie zboża już falowały. Głód na wsi wzmaga się z dnia na dzień, a przecie to dopiero początki. Lęk przejmuje na samą myśl, co będzie dalej z nami wszystkimi. * Poniedziałek, 22 czerwca 1942 Pamiętna data. Rok temu p. Adolf zainicjował nowy rozbójniczy napad, tym razem na Rosję Sowiecką. Było to do przewidzenia, ze ta „przyjaźń” skończy się właśnie w taki sposób. (...) Uderzenie to było obliczone, ze się tak wyrażę, na krótką metę, czyli powalenie Sowietów w ciągu 6-8 tygodni (...). Obliczenia te zawiodły całkowicie i obecnie, w dzień rocznicy, ja nie wierzę w całkowite załamanie się Sowietów. (...) Nas, Polaków, nie można posądzić o sympatię do bolszewizmu. Złożyliśmy na to liczne dowody, ale życzymy bolszewikom, jeśli nie zwycięstwa, to w każdym razie możności przywiązania Niemców na Wschodzie tak długo, jak to będzie potrzebnym w dziele wyzwolenia się naszego kraju z przerażająco okropnych pęt niewoli hitlerowskiej. Rząd polski emigracyjny zawarł z Sowietami pakt nie z sympatii do bolszewizmu jako idei, lecz z konieczności, ponieważ chodzi o uwolnienie Polski. I dlatego też Polacy pochwalają ten krok i uznają to za zło konieczne. (...) Zaborca wyraźnie zapowiada zniszczenie naszego Narodu Adam Mastaliński, opr. K.Cz. TygodnikZamojski 22.02.2006 |