Strona główna arrow Archiwum Nowości arrow DZIENNIK Z CZASÓW OKUPACJI (4)
| środa, 28 październikaa 2026| Imieniny obchodzą: Judyty, Szymona, Tadeusza|
 
 

Lokalna Organizacja Turystyczna ROZTOCZE

Turystyka
Informacja turystyczna
Noclegi
Noclegi -rezerwacje (cały świat)
Agroturystyka
Gastronomia
Szlaki rowerowe
Szlaki piesze
Spływy kajakowe
Stadniny koni
Ścieżki Edukacyjne
Rozkłady Kolej, PKS, BUS
Biura turystyczne
Organizacje
Grupa PGR
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Z poradnika grafomana
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Advertisement
Aktualności
DZIENNIK Z CZASÓW OKUPACJI (4) Drukuj

Dziennik Adama Mastalińskiego, którego kolejny fragment publikujemy, dokumentuje życie codzienne Zamościa i okolicy w czasie okupacji hitlerowskiej. Autor pisał go od maja 1942 do sierpnia 1944 r. Relację udostępnił naszej redakcji syn autora Konrad Mastaliński.

* Piątek, 26 czerwca 1942
Niepokojące wieści podaje prasa gadzinowa. Coś się dzieje w tej Afryce Północnej? Niemcy posuwają się coraz dalej na wschód i weszły na teren Egiptu; Anglicy zaś cofają się tak szybko, że podobne jest to do ucieczki. Myślałem, że oprą się na granicy egipskiej... Jednak nie mają dość siły i cofają się. (...) Wszyscy chodzą smutni i zrezygnowani. Jakby na domiar złego, przyleci jakaś „kaczka" z bujdą o Norwegii, o zdobyciu Narwiku przez Anglików itp., żeby w parę dni rozchwiała się, wzbudzając tym większy upadek ducha.
Ja osobiście już od dawna tych wieści, puszczanych nie wiedzieć przez kogo, nigdy nie brałem i nie biorę na serio, dla tego też i nie miałem rozczarowania. Jedno wiem, że nie pozostało nam nic innego jak odczekać na rozwój wydarzeń, które dziś nie każą na siebie długo czekać. Ale i to czekanie jest po prostu nie do zniesienia i nerwy stale będąc w napięciu powodują wielkie wyczerpanie duchowe. Nie brak przy tym i innych cierpień natury fizycznej, kiedy człek nie dożywia się odpowiednio, nie dojada, głoduje lub gdy jest zimno i  nie ma czym w piecu napalić. Lecz czymże są nasze cierpienia w porównaniu do tych, co cierpią w obozach i więzieniach? (...)
* Niedziela, 28 czerwca 1942

Siedzę samotny w domu. (...) Czy wyjść może na spacer do miasta, do parku, jak dawniej? O nie! Lepiej nie! Wolę siedzieć w czterech ścianach i nudzić się. Nie lubię chodzić do miasta, a jak idę, to z konieczności z musu. Jakże się zmieniło oblicze naszego miasta i jego ulic. Doprawdy niezmiernie przykry i bolesny to widok. Wszędzie się widzi gromady żołdaków wałęsających się po ulicach, natomiast nie widzi się ani żywej duszy polskiej. Chyba jakiś wyrostek zawieruszy się tu i ówdzie. Pełno Niemców (cywilnych) i Niemek z bachorami i większymi dziećmi. Wszystko to wyżarte, spasione na polskim chlebie, chodzi nadęte i butne, lub się zaśmiewa i chichocze. Wszystkie pyski są roześmiane, radosne i tak bardzo zadowolone. Bo to przecież sprawiedliwa „Nowa Europa". A gdy i ta zgraja zniknie, ulice i plac rynkowy przeraża swoją martwotą i pustkowiem...
Gdy tak opustoszeje miasto, wówczas tęsknota jeszcze większa zawładnie człowiekiem i nie ma co robić, i trzeba uciekać do domu. Toteż nigdy do miasta nie idę, chyba że z musu. Bo jeszcze zaboli serce, gdy się spojrzy w te miejsca, gdzie dawniej na urzędach i murach znajdowały się nasze, artystycznie i pięknie wykonane godła państwowe. Taki kochany, taki swój był ten Orzeł Biały! Najeźdźcy wszystkie te godła starannie zniszczyli: na ratuszu, na gimnazjum, na poczcie oraz na gmachu sądowym. Ale nie wszystkie... W tym pogromie ocalał jeden Orzeł Biały, znajdujący się na gmachu Domu Ludowego (dawny kościół franciszkański, w którym w latach 1926-1993 mieściło się m.in. kino „Stylowy”, a od 1993 r. ponownie kościół pw. NMP – przyp. red). Dlatego, że wysoko lub dlatego, że mniej rzuca się w oczy ten Orzeł piastowski, do dziś ocalał i patrzy się z góry na zaborców. Trochę się dziwię, że Niemcy w swym szale nienawiści nie zniszczyli tego znaku naszego, na który zawsze z miłością rzucam okiem, skoro koło niego przechodzę (co ciekawe, orzeł ten zachował się na gmachu kościoła Franciszkanów do dziś! – przyp. red.) Chcę widzieć wtem coś symbolicznego i kto wie, czy nie doczeka on wolności. Oby tak się stało! Tymczasem zaś w miejsce zbitych Orłów naszych usadowił się złowrogi sęp niemiecki z nienawistną swastyką w szponach (...)

Adam Mastaliński, opr. K. Cz.
Tygodnik Zamojski 01.03.2006

« wstecz   dalej »

Biuro Turystyczne QUAND - wycieczki na Ukrainę, po Roztoczu

roztocze sklep księgarnia mapy przewodniki ukraina lwów

Pogoda na Roztoczu
Informacja Tur.

Współpraca

Roztocze na FB
Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 12839578 odwiedzających
 
Góra Góra