Strona główna arrow Archiwum Nowości arrow BRACIA RYCERZE
| piątek, 29 sierpnia 2008| Imieniny obchodzą: Sabina, Beata, Jan|
 
 
Galeria
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Turystyka
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Kolporter RSS
Advertisement
Aktualności
BRACIA RYCERZE Drukuj
Walki bractw rycerskich to nie zabawa. Zdarza się, że wojownicy odnoszą rany. Na szczęście dzieje się to rzadko, a skaleczenia nie są groźne
Rycerze w ciężkich kolczugach, dostojni szlachcice w kontuszach i żupanach oraz kozacy w orientalnych szarawarach. Tak prezentuje się Zamojskie Bractwo Rycerskie.
Bractwo zamojskie zostało zarejestrowane w sądzie jako stowarzyszenie 14 lutego 2006 r., ale jego początki sięgają dwa lata wstecz, bo sama idea zrodziła się znacznie wcześniej. Brać rycerska rodem z Zamościa i okolic już ma na koncie pierwsze występy publiczne. Np. w minionym roku wzięła udział w corocznym widowisku historycznym (oblężenie zamojskiej twierdzy), ale to nie wszystko. - Podczas pokazu walk rycerskich w Dębnie udało się tej przecież jeszcze młodej grupie zdobyć armatę przeciwnika - cieszy się Andrzej Urbański, dyr. Muzeum Zamojskiego. W tym roku bractwo wybiera się na turnieje rycerskie i pokazy dawnych walk do Iłży, Szydłowca, ponownie do Dębna oraz Ujazdu (Zamek Krzysztopór).
W tej chwili liczy ok. 30 członków. To mieszkańcy Zamościa i okolic, w większości ludzie młodzi, ale są także tacy, którym „stuknęła" pięćdziesiątka. To, że w Zamościu mamy bractwo, jest zasługą dwóch osób. Na pomysł zawiązania takiego stowarzyszenia wpadli Andrzej Urbański i Andrzej Kudlicki (prezes niedawno zarejestrowanej organizacji, właściciel Biura Turystycznego „Quand").
W momencie, gdy bractwo stało się formalną organizacją, jej członkowie już mniej więcej wiedzieli, jak władać dawną bronią (oczywiście nauka w dalszym ciągu trwa). We własnym zakresie postarali się też o odpowiednie stroje. Co prawda wciąż jeszcze kompletują szaty, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć.
Podstawowy strój, w przypadku bractwa zamojskiego, to ten, który nosili siedemnastowieczni szlachcice. W zasadzie nie mniej ważny jest w tym przypadku strój kozacki. Nic dziwnego. W tym roku brać zamojska będzie organizatorem cyklicznego widowiska historycznego w Zamościu. W minionych latach „pierwsze skrzypce" grało bractwo z Lublina.

"Nutria" z ciuchlandu
Najprościej wykonać strój kozacki, bo jest skromny i składa się z niewielu elementów. Gdy krawiec chce ubrać szlachcica, musi znacznie dłużej popracować nad jego strojem. Średniowieczna kolczuga też nie powstaje z dnia na dzień. Jej wykonanie wymaga sporo uwagi i skupienia.
Stroje dla bractwa można zamówić w teatralnych pracowniach krawieckich, ale wówczas będzie to sporo kosztowało. - Nawet do dwóch tysięcy trzeba wyłożyć - mówią członkowie bractwa. Dlatego większość rezygnuje, przynajmniej na razie, z najdroższych usług. Można przecież samemu kupić materiał w sklepie i zanieść go do krawca. Broń, tj. szable, miecze i piki, którymi chlubią się członkowie bractwa, to dzieło okolicznych kowali. - Oczywiście wszystko można kupić za pośrednictwem internetu, nawet gotową kolczugę - opowiada brać rycerska.
Jednym z członków jest Zbigniew Choma (38 l., pracownik Muzeum Zamojskiego). Wyjątkowo do twarzy mu w kontuszu i z szablą u boku. Znajomi mówią, że przypomina słynnego Zagłobę. - Nie przeczę, że mam odpowiednią posturę. Dlatego też, do skórzanego pasa przywiązuję dodatkowo drewniany kufel na trunek. W ten sposób mogę jeszcze bardziej upodobnić się do słynnego szlachcica - opowiada Zbigniew Choma.
Ma to szczęście, że żona bardzo dobrze szyje i dzięki temu szybko skompletował dwa stroje: szlachecki i kozacki. On tylko dostarczył, zresztą bardzo istotną w tym przypadku, rzecz - książkę Marii Gutkowskiej-Rychlewskiej, zatytułowaną „Historia ubioru" (począwszy od czasów starożytnych do XIX w.). Są tam wykroje różnych strojów, dzięki czemu można wykonać taki ubiór, który jest wierny oryginałom. Jego strój szlachecki powstał na wzór tego, który nosił starosta krakowski Gabriel Tarnowski. - Mój strój szlachcica składa się z lnianej koszuli, choć w przeszłości niejeden „pan" mógł sobie pozwolić na jedwab. Kiedyś używano dobrych i drogich materiałów. Były to np. adamaszek, sukno, aksamit. Do tego dochodzą szerokie spodnie-szarawary (red. - tu wykonane z połyskującego i śliskiego materiału). Przypomnę, że na przełomie XVII i XVIII w. panowała moda na orient. Buty obowiązkowo muszą być skórzane z wysokimi cholewkami - opowiada.
Te, zamówione u krawca teatralnego, mogą kosztować nawet 400-500 zł. Zbigniew Choma nie zamierzał tyle wydawać. Skórzane obuwie (nieocieplane, prosty krój) kupił na targu, na Rynku Wielkim w Zamościu za 100 zł. - Na koszulę zakłada się żupan. Sięga do pół łydki i jest zapinany na guziki. Długie rękawy są zakończone charakterystyczną patką, która częściowo zakrywa dłoń. Następnie wkłada się kontusz, który ma wykładany futrzany kołnierz. W tym przypadku rękawy sięgają łokcia. Kiedyś żupan i kontusz szyto z wzorzystych materiałów. Dzisiaj kupuje się to, co dostępne w sklepach i w miarę niedrogie.
Szlachcic oczywiście musi mieć czapkę, obszytą futrem. - Kiedyś obszywano je futrem drapieżnych zwierząt. Ja wykorzystałem skórę z nutrii - wyjaśnia. Strój nie byłby gotowy, gdyby zabrakło dwóch pasów. Tym z materiału (dość długi) przepasuje się szaty. Do skórzanego przypina się pochwę szabli. - Posiadam szablę husarską, którą kupiłem od jednego z mieszkańców Zamościa. Jest to wyrób współczesny. Zapłaciłem za nią 500 zł. Sama szabla waży 1,2 kg. Natomiast materiały, z których uszyto stroje, kosztowały od 250 do 300 zł.
Broń, którą posługuje się bractwo, nie jest ostrzona, zresztą celowo. W przeciwnym razie walka byłaby zbyt niebezpieczna. - Niektóre bractwa walczą „na ostro", ale z pewnością ich członkowie świetnie władają bronią. Stąd mogą sobie na takie ryzyko pozwolić. Mistrzem walki jest ten, kto do tego stopnia panuje nad szablą, że w każdym momencie może zatrzymać narzędzie walki - wyjaśnia pracownik muzeum.
Może również przebrać się za Kozaka. Na białą koszulę zakłada wówczas kamizelkę, zrobioną ze starej kurtki z nutrii, którą kupił w ciuchlandzie za 10 zł. - Od dawna interesuje mnie historia. Pewnie dlatego zaciągnąłem się do bractwa. Jestem ponadto przewodnikiem, a turystów oprowadzam po mieście w stroju szlacheckim. Wydaje się, że rodzina akceptuje moje hobby, choć dwa razy w tygodniu mam treningi. Być może niektórzy znajomi z przymrużeniem oka traktują moją pasję. Mówią: „że też ci się zachciewa".

Kółko do kółka
Natomiast Bartłomiej Zając (uczeń CKU) z Zamościa zdecydował się na średniowieczną kolczugę. Postanowił, że sam ją wykona. Kolczuga powstawała przez rok, ale w końcu Bartek może się pochwalić swoim dziełem chociażby przed innymi członkami bractwa. Trzeba przyznać, że jego kolczuga prezentuje się wyśmienicie. – Kolczugę można znacznie szybciej wykonać, ale nie zawsze miałem materiał pod ręką. Pracowałem nad nią po powrocie do domu ze szkoły. Rodzinie to nie przeszkadzało – opowiada.
Niektórzy zapewne mogli by sądzić, że taką kolczugę nosi się za karę. Ta, wykonana przez Bartka waży ok. 11 kg. – Przez dwie, a nawet trzy godziny można w niej wytrzymać. Potem już odczuwa się zmęczenie.
Kolczuga to nie wszystko. Średniowieczny rycerz zakładał na głowę czepiec, wykonany z tego samego materiału, co kolczuga. Ten, który posiada uczeń CKU, waży 2 kg. Do tego nieodzowne są rękawice, można powiedzieć metalowo – skórzane.
- Początkowo sądziłem, że ten strój będzie bardzo sztywny, ale na szczęście potrafię w nim walczyć. W pewien sposób jednak krępuje i spowalnia ruchy – mówi. Pod kolczugę Bartek zakłada wełnianą (dość grubą ) tunikę na rzemyki. Dawniej taka tunika była pikowana, tzn. Przestrzeń między tkaniną wierzchnią a podszewką wypełniano m.in. runem owczym. – Kolczuga co prawda chroniła przed cięciami, ale nie przed ukłuciem miecza. Takim pchnięciem można było ją przebić. Stąd pod kolczugę zakładano jeszcze taką koszulę. Ona miała chronić dodatkowo podczas walki. Jak zrobić rycerską kolczugę? Składa się tylko i wyłącznie z drucianych kółek, tzw. kolczych. Kółka są przecięte, tak że jedno wchodzi w drugie. – Do pracy potrzebowałem tylko kombinerek, by ścisnąć kółka. Wzór kolczugi znalazłem w encyklopedii. Okazuje się, że kółka „kolcze” bez problemu można kupić na giełdzie internetowej i z takiej możliwości skorzystał Bartek. Za kilogram tego surowca trzeba zapłacić od 11 do 14 zł. Bartłomiej Zając ma w dalszym ciągu niekompletny strój. Brakuje mu jeszcze odpowiednich butów i lnianych lub wełnianych nogawic. – Mam za to miecz obosieczny o długości 1,3 m. Powstał ze starego resora. Głownię wykuł kowal, a rękojeść to moje dzieło. Po co wstępował do bractwa? – Zawsze interesowała mnie biała broń. Poza tym, jeśli kogoś pasjonuje historia, to nie przejdzie obojętnie obok bractwa. O tym, że taka organizacja działa, dowiedziałem się z lokalnych mediów. Znajomi i rodzina już widzieli mnie w akcji, tj. Podczas walki. Najwięcej osób pyta mnie o to, czy zbroja jest ciężka.

Szarawary na topie
Niektórym na początek musi wystarczyć prosty strój kozacki, który nie wymaga wielkich nakładów finansowych i stąd pewnie jego popularność w bractwie. – Mam prawdziwe, porządne oficerki. Kiedyś należały do mojego dziadka. Mają już ze 40 lat – opowiada Przemysław Łagowski (uczeń Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3) z Zamościa. Jego strój Kozaka to luźna koszula płócienna z szerokimi rękawami, wykończona krajką. Do tego dochodzą granatowe szarawary o długich nogawkach. – Dzięki temu nogawice można założyć na cholewkach, co wygląda efektownie, bo materiał lejący dobrze układa się. W tym samym kolorze i z tej samej tkaniny krawiec uszył ponad 2-metrowy pas, którym przewiązuje się koszulę. – Szarawary i koszulę uszyła krawcowa w ciągu jednego dnia. Za wzór posłużył jej strój mojego kolegi z bractwa. Za broń młodemu Kozakowi służy włócznia o długości 1 m. – Każdy członek bractwa przechodzi kilka etapów nauki posługiwania się białą bronią. Zaczyna się od drewnianej szpady i cięć, zadawanych w powietrze – wyjaśnia. Później można zmierzyć się z przeciwnikiem, ale nadal przy użyciu drewnianego narzędzia walki. W dalszych etapach nauki przechodzi się na broń metalową. Jest 12 podstawowych ciosów i tyle samo blokad. Nazwy ciosów to dzisiaj już historyczne wyrazy – uderzenie np. obicia, stłuczenia, rozcięcia palców, a raz nawet brody, co zakończyło się trzema szwami – zdradza.
Wszystkie trzy stroje: szlachecki, kozacki i kolczugę posiada natomiast Grzegorz Urbański (25 lat). Zdradził, że kolczuga to dzieło jego koleżanki. – Do kompletu brakuje mi jeszcze pikowanego żupana. Już kupiłem materiał – opowiada. Jego ojciec Andrzej Urbański podpowiada, że syn dostał oficerki od dziadka. – Na pewno te wszystkie zakupy sporo syna kosztowały, choć on sam niewiele na ten temat mówi.
Zamojskie bractwo dopiero zaczęło gromadzić „mocniejszą” broń. Np. jeśli chce organizować widowiska historyczne, to przydałyby się armaty. Podobno jedna może kosztować nawet parę tys. zł. Na razie bractwo zamówiło moździerz wiwatowy. Posiada ponadto dwie sztuki broni palnej. O tego typu broń zabiega sam zarząd bractwa i przynajmniej na razie, to szefowie wykładają kasę. Formalna rejestracja stowarzyszenia ułatwi w przyszłości pozyskiwanie sponsorów.  

Magdalena Wójtowicz
Tygodnik Zamojski 26.04.2006
« wstecz   dalej »

Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Pogoda
Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 1652306 odwiedzających

 
Góra Góra