|
Przegląd dorobku zamojskiego twórcy „Salony Artystyczne" Wyższej Szkoły Humanistyczno - Ekonomicznej w Zamościu to już instytucja, która wzbogaca kulturę naszego regionu. Ostatnia wystawa twórczości Marka Terleckiego dowodzi tego niewątpliwie.
Na wystawie w „Uczelni Zamoyskiego" znalazło się kilkadziesiąt prac. Niektóre ułożone w duże prezentacje, np. „Zamoście Europy. Przedmurze chrześcijaństwa", są popisem kunsztu graficznego artysty. To seria precyzyjnie zrealizowanych piórkiem i rapidografem rysunków ilustrujących zaułki starego Zamościa, zabytki i ich detale. Ich artystyczną wartość tworzą przede wszystkim pomysłowe skojarzenia znanych lub niedostrzeganych szczegółów dziedzictwa Zamościa, które poprzez porównanie lub przenikanie tworzą poetycką metaforę. Innym artystycznym dowodem zamyśleń artysty jest jedna, również z większego cyklu, praca pt.: „Dar żywicowania". Cykl powstał w latach osiemdziesiątych, ale zaprezentowana na wystawie praca jest świeża. Motywem wyjściowym są niepraktykowane już dzisiaj w Polsce działania leśników na starych sosnach, polegające na nacinaniu pni kilkudziesięcioletnich sosen „w jodełkę", w celu wysączenia z nich żywicy. Gipsowa rekonstrukcja części takiego pnia przypomina silnie ukrwione płuco, z przytwierdzonym do niego ludzkim sercem. Praca budzi emocje również dzięki zabiegowi nadania jej formy przestrzennej - pień drzewa wyłania się z płaszczyzny. Rodzi też refleksję o ludzkiej przemyślności w zadawaniu ran, nie tylko drzewom... „Apokalipsa Konia" - ponad trzymetrowej wysokości kompozycja, składająca się z niezwykle sugestywnego obrazu przywołującego w wyobraźni widza zziębnięty pagórzasty krajobraz, nad którym unoszą się cztery wyraźnie różniące się od siebie konie. Pędzą. Są pełne sił i są groźne. Intensywnie parują. Niosą zagładę? Niezbyt ostro namalowane, jakby się rozpływały... Niżej, na specjalnie zaprojektowanej rampie, która wyłania się z płaszczyzny obrazu, widzimy zmarznięte i zaśmiecone np. elektronicznymi odpadami zbocze i cztery figury złożone również z drobiazgów wyjętych z dzikiego śmietniska. Zakrwawione lub śmiertelnie blade - jakby ożyły. Są groźne i bez wątpienia mają jak polne strachy zniechęcać, ale nie ptaki tylko... Niepokój emanuje również z obrazu „Katedra Zmartwychwstania” – przedstawiającego Ojca Świętego w głębokiej modlitwie w katedrze zamojskiej. Jakże innej od tej, jaką znamy. Zwątpienie jej patrona Św. Tomasza to wymiar nadal groźny dla chrześcijańskiej wspólnoty – takie można odczytać przesłanie tego dzieła. Sklepienie katedry pękło, na ołtarzu wyraźnie czerwone podkreślenia... W kontraście do tych silnie nasyconych emocjami dzieł znalazł się też święty portret Jana Popka, nieżyjącego już od przeszło dwudziestu lat, wspaniale rozwijającego się malarza, który miał ogromny wpływ na wielu artystów. Terlecki namalował go na desce i zatytułował „Ikona”. W przeciwieństwie do świętych obrazów prawosławia, ten namalowany został mało nasyconymi kolorami, jakby już wysychającym pędzlem. Wizerunek przez to powstał miękki, niby z zaświatów. Na wernisażu Marek Terlecki powiedział, że to głównie z jego powodu doszło do tej wystawy, gdyż chciał ocalić od zapomnienia tak świetnego malarza. Lubi się przekomarzać z tradycyjnym myśleniem widza, lubi ironię, uwielbia tworzyć nowe znaczenia podkreślane metaforycznymi tytułami. W swoich dziełach stosuje zaskakujące zestawienia środków wyrazu i tematów, które tworzą nowe przestrzenie i nowe emocjonalne doświadczenia. To jest sztuka – kiedy umie się wyrazić myśli tak obficie i ciekawie. To jest sztuka również niezależnego myślenia i zaskakująco gęstej wyobraźni. Dlatego tę wystawę w „Uczelni Zamoyskiego” można zaliczyć do bardzo ciekawych.
Waldemar Kaźmierczak Tygodnik Zamojski 26.04.2006
|