|
W blasku świec - Opowieści tyszowieckie |
|
Coraz więcej ukazuje się książek historycznych poświęconych tematyce regionalnej. Tym razem na półkach księgarskich znalazła się nowa publikacja Roberta Horbaczewskiego pt. W blasku świec. Opowieści tyszowieckie. Jej autor pochodzi z Tyszowiec i jest bystrym obserwatorem życia swojej małej ojczyzny. Ukończył tamtejsze Liceum Ogólnokształcące im. hetmana Stefana Czarnieckiego i Wydział Politologii UMCS w Lublinie. Jest dziennikarzem zamojskiej „Kroniki Tygodnia", współpracuje też z dziennikiem „Rzeczpospolita" i miesięcznikiem „Press". Laureat nagród dziennikarskich. Jego książka W blasku świec. Opowieści tyszowieckie jest, jak sam zauważa, „reporterskim zapisem rozmów z sędziwymi mieszkańcami Tyszowiec, opowieścią o ich sąsiadach, prawosławnych chłopach i żydowskich kupcach, o miejscach, których już nie ma i tradycji, która odchodzi w zapomnienie". Do historii miasteczko przeszło dzięki zawiązanej tu konfederacji przeciwko Szwedom w 1655 roku. Historia Tyszowiec, położonych nad rzeką Huczwą, sięga 1419 roku, kiedy to wielki książę bełski Siemowit IV nadał miejscowości prawa miejskie. Później, w 1453 roku potwierdził je książę mazowiecki Władysław I. Przywilej dawał mieszczanom tyszowieckim wiele uprawnień podatkowych i handlowych, dzięki którym miasteczko dźwignęło się z upadku i możliwa okazała się likwidacja zniszczeń spowodowanych najazdami Tatarów. W 1462 roku zostało wcielone do Korony i przez blisko 300 lat było królewskim miastem z urzędem starosty. Starostwo zlikwidowano tu w 1768 roku, gdy nowym właścicielem stał się Jan Mier, starosta wilkowski. Autor dokładnie śledzi losy Tyszowiec aż do czasów nam współczesnych. Książka zawiera wiele dat oraz informacji. Miejscowość ma bowiem bogatą historię. Tyszowianie walczyli z Tatarami, Krzyżakami, Kozakami, a także byli pod Wiedniem z królem Janem III Sobieskim. Nie zabrakło ich również na frontach I wojny światowej. W 1918 roku rozbrajali posterunki austriackie i niemieckie w Tyszowcach i Mietkiem. Toczyli też walki z okupantem hitlerowskim i nacjonalistami ukraińskimi. O Tyszowcach pisał nawet Kajetan Koźmian w poemacie Stefan Czarniecki:
Tyszowce gród nieznany ni z murów, ni z gmachów W niskich swoich gospodach spod słomianych dachów, Brzękiem skruszonych kajdan znak do walki daje Wśród stolic kraju ducha stolicą się staje.
W książce znajdziemy również historię butów „tyszowiaków", które rozsławiły Tyszowce w kraju i na świecie. Przeczytamy także o wyrobie świec pięciometrowej wysokości, jakich nie wytwarza się nigdzie indziej. Robert Horbaczewski nie przeoczył żadnego wydarzenia, które zaistniało w Tyszowcach w minionych wiekach. Wykorzystał nie tylko relacje najstarszych mieszkańców miasteczka i okolic, archiwa domowe, ale opierał się również na wyjątkowo bogatej bibliografii, kronikach lokalnych instytucji. Zaletą publikacji jest kilkadziesiąt zdjęć archiwalnych - od czasów najdawniejszych po współczesne.
Warto książkę przeczytać. Autor będzie wdzięczny za wszelkie życzliwe uwagi, które pomogą mu w opracowaniu kolejnych książek o „swoich" Tyszowcach. A burmistrza miasteczka Ryszarda Bartosza zachęcamy do promocji Tyszowiec poprzez tę publikację.
Mieczysław Kościński
Ziemia Lubelska Pismo Samorządu Województwa Lubelskiego Nr 3 (39) - marzec 2006
|