Strona główna arrow Archiwum Nowości arrow NA POGRANICZU
| wtorek, 27 październikaa 2026| Imieniny obchodzą: Iwony, Sabiny, Wincentego|
 
 

Lokalna Organizacja Turystyczna ROZTOCZE

Turystyka
Informacja turystyczna
Noclegi
Noclegi -rezerwacje (cały świat)
Agroturystyka
Gastronomia
Szlaki rowerowe
Szlaki piesze
Spływy kajakowe
Stadniny koni
Ścieżki Edukacyjne
Rozkłady Kolej, PKS, BUS
Biura turystyczne
Organizacje
Grupa PGR
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Z poradnika grafomana
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Advertisement
Aktualności
NA POGRANICZU Drukuj
Był świadkiem mordu Żydów we Włodzimierzu Wołyńskim. Na Wołyniu stracił też brata, zamordowanego przez Ukraińców. O losach swojej rodziny odpowiada 80-letni Stanisław Fedorowicz z Miączyna
Marcin Fedorowicz, dziadek pana Stanisława, pochodził prawdopodobnie z Galicji. Potem osiadł w Hajownikach koło Skierbieszowa, gdzie pracował w miejscowym majątku jako stelmach - złota rączka, taki, co to potrafi zreperować zarówno chłopski wóz, jak i pańską bryczkę. W Hajownikach urodziła się trójka dzieci Marcina, wśród nich Jan, ojciec pana Stanisława.
Jan Fedorowicz - jak głosi rodzinna opowieść - był uzdolniony muzycznie. Miał nawet uczyć się na popa. Kiedy jednak skończył cztery klasy „ruskiej” szkoły w Skierbieszowie, wybuchła I wojna światowa. O edukacji nie było już mowy. Został wcielony do armii carskiej. Po powrocie ożenił się z Katarzyną z domu Bartoń, panną z Szorcówki koło Skierbieszowa. Owocem tego związku były dzieci: Seweryn (1906 r.), Wincenty (1909 r.), Maria (1911 r.), Helena (1919 r.), Ludwik (1923 r.) i Stanisław (1926 r.).
W 1927 r. cała rodzina wyjechała do kol. Zofiówka w gm. Mikulicze koło Włodzimierza Wołyńskiego. Tam Jan Fedorowicz kupił 8 ha żyznej ziemi. Zasadził też półtorahektarowy sad owocowy. Został sołtysem i inkasentem podatków.
- Z Ukraińcami żyliśmy dobrze. Ojciec nieraz umarzał im podatki. Ja chodziłem do szkoły w Oktawinie i Hrynowie, gdzie ukończyłem siedem klas – opowiada pan Stanisław.
Z tamtego okresu pochodzi zdjęcie wykonane 13 czerwca 1937 r. na ławeczce przy kaplicy w Hrynowie. Stanisław Fedorowicz jest tym młodym chłopakiem, stojącym pomiędzy ks. Symonem (pochowany na cmentarzu w Dubie koło Komarowa), a kierownikiem szkoły Zimonem Szpugałą. Pan Stanisław twierdzi, że to był jeszcze ten czas gdzie wszyscy, bez względu na wyznanie, czuli się Polakami.

Siła brunatno-czerwona
Wszystko zmieniło się po wybuchu wojny w 1939 r. Dwa tygodnie później Niemcy byli już we Włodzimierzu Wołyńskim. Nie na długo. 17 września miasto zajęła Armia Czerwona. Niemcy wycofali się za Bug. Zaczęły się prześladowania Polaków- katolików, szczególnie kolonizatorów, którzy sprowadzili się na te ziemie w latach 20. Ich, w pierwszym rzędzie Sowieci wywozili na Sybir.
Kiedy 22 czerwca 1941 r. hitlerowcy rozpoczęli inwazję na Związek Radziecki, rodzina Fedorowiczów mieszkała już we Włodzimierzu Wołyńskim, w niewielkim mieszkaniu przy ul. Topolowej, naprzeciwko koszar przedwojennego 27 pułku artylerii lekkiej. Wkrótce hitlerowcy urządzili tam getto. Pan Stanisław pamięta jego likwidację w 1943 r.
- Codziennie przez trzy tygodnie z getta wyjeżdżało kilka wypełnionych po brzegi ciężarówek, silnie eskortowanych przez żandarmów. Kierowały się do okolicznego lasu Piatydnia. Tam rozstrzeliwano Żydów. Słyszałem serie z karabinów maszynowych – wspomina pan Stanisław.
Niemcy nie oszczędzali też Polaków. Co tydzień organizowali łapanki na roboty.
- Jedną urządzili w niedzielę po mszy. Wtedy wpadłem i ja. Samochodami zawieźli nas do koszar. Nocowaliśmy w stajniach. Mówiło się, że wywiozą nas na roboty do Generalnej Guberni. Udało mi się jednak uciec – wspomina pan Stanisław.
Rok 1943 r. zapisał się w jego pamięci tragicznymi wydarzeniami, które były dziełem ukraińskich nacjonalistów. Przerażeni uciekinierzy, którzy zdołali dotrzeć do Włodzimierza Wołyńskiego, opowiadali o mordowanych dzieciach, gwałconych kobietach, torturowanych księżach i spalonych wioskach. W ogniu stanęły też wsie przyległe do Włodzimierza Wołyńskiego. 11 lipca 1943 r. doszło do masakry w Hrynowie. Wśród kilkunastu zamordowanych był też miejscowy ksiądz Kotwicki.
Tragedia nie ominęła także bezpośrednio rodziny Fedorowiczów. W Buszkowiczach, niewielkiej wsi w powiecie włodzimierskim, Ukraińcy zamordowali Wincenta Fedorowicza, brata Stanisława (żołnierza 19 pułku Kawalerii w Ostrogu nad Horyniem) zabili też jego żonę i siedmioletniego syna.

Siedział za kiełbasę
Pod koniec 1943 r. rodzina Fedorowiczów postanowiła uciekać w głąb Polski. Z Uściługa przedostała się do Zosina, do znajomego rodziny o nazwisku Pieczykolan. Mieli osiąść w Czerniczynie koło Hrubieszowa, ale i tu nie było bezpiecznie. Kiedy przyjechali do Hrubieszowa, po okolicy rozeszła się wieść o wymordowaniu mieszkańców Sławęcina. Fedorowiczowie pojechali więc bliżej Zamościa, do Miączyna.
- Tu było już spokojnie. Dotrwaliśmy do końca wojny – wspomina pan Stanisław.
Potem zaczęła się odbudowa zniszczonej ojczyzny. Nastał czas obowiązkowego zakładania spółdzielni produkcyjnych i dostaw płodów rolnych. Przez niedobór paru kilogramów żywca, w grudniu 1953 r. trafił do aresztu w Hrubieszowie.
- Po przewiezieniu mnie na dyżurkę komendy, zabrano moje dokumenty, sznurówki i pasek od spodni. Trzymano nas w piwnicach pod komendą. Siedzieliśmy na deskach, bez żadnego przykrycia w sześć osób, w celach trzy na cztery metry powierzchni. Traktowano nas jak wrogów i przestępców. Raz w tygodniu wyprowadzano na spacer. W nocy były wywózki do więzień w Chełmie i Zamościu – wspomina.
Po tym aresztowaniu podjął decyzję, że rzuca gospodarkę. Zatrudnił się w Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska w Miączynie, jako sprzedawca w sklepie z artykułami do produkcji rolnej. Później pracował na stacji kolejowej, gdzie spółdzielnia miała swoją „bazę”. Zaangażował się w ruch spółdzielczy, organizowanie kółek rolniczych i ochotniczej straży pożarnej. Od 1953 r. do końca ubiegłego roku pełnił funkcję skarbnika.
- Byłem społecznikiem. Posiadam wszystkie medale i odznaczenia strażackie, jak i spółdzielcze. Teraz na taką aktywność nie pozwala mi zdrowie – kończy swoją opowieść pan Stanisław.

Robert Horbaczewski
Kronika Tygodnia 09.05.2006

« wstecz   dalej »

Biuro Turystyczne QUAND - wycieczki na Ukrainę, po Roztoczu

roztocze sklep księgarnia mapy przewodniki ukraina lwów

Pogoda na Roztoczu
Informacja Tur.

Współpraca

Roztocze na FB
Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 12835607 odwiedzających
 
Góra Góra