|
Jest szansa, że podbijemy Europę. Bronią ma być swojska kiełbasa, miody i piwne polewki, bo...
Trzeba sięgnąć do kulinarnych i historycznych korzeni, żeby rozwinąć skrzydła. Produkty lokalne to szansa na rozwój Lubelszczyzny. Tak uważają uczestnicy Festiwalu Produktu Lokalnego, który odbywał się w miniony weekend w Zamościu.
Na Rynku Solnym kramy wystawiło kilkudziesięciu lokalnych producentów z woj. lubelskiego i podkarpackiego. Można było skosztować swojskich kiełbas i kaszanek, kiszonych ogórków, nalewek z dębowych beczek, chleba razowego oraz kilkudziesięciu rodzajów miodów i ciast. Swoje wyroby prezentowali też rzeźbiarze (m.in. Zbigniew Chalimiuk z Białej Podlaskiej), garncarze i wikliniarze. Impreza cieszyła się dużym zainteresowaniem. - Takie wędliny robiło się jeszcze przed wojną na wołyńskiej wsi - emocjonował się 68-letni mieszkaniec Zamościa, zajadając pęto swojskiej kiełbasy. - To smak kuchni mojej matki. Aż łza się w oku kręci. W Ratuszu, tuż obok straganów, odbywała się dwudniowa konferencja "Korzenie i skrzydła”. Jej uczestnicy dyskutowali o przyszłości produktów lokalnych. - Zachód nie stworzy nam dobrobytu - wieszczył Grzegorz Russak, prezes Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego. - Zróbmy to sami. Postawmy na rozwój turystyki i agroturystyki, promując jednocześnie nasze tradycyjne produkty. Przekonamy do siebie turystów, gdy damy im dobrze zjeść. O dawnych sosach zwanych kiedyś gąszczami, polewkach piwnych, sarmackich żurach, miodach i wędlinach prezes może opowiadać godzinami. To jego pasja. - Staramy się odtworzyć naszą kuchnię dworską, plebejską i mieszczańską - mówił. - To świetny towar eksportowy. Mamy np. 48 typów ciast drożdżowych, 12 sosów słodko-kwaśnych, setki wędlin, pasztetów, zup rybnych czy ciast. Nasza kuchnia przejęła tradycje ruskie, żydowskie, ormiańskie, ukraińskie i innych nacji. Kto się z nami może równać? Ci, którzy to zrozumieli, już robią złoty interes. Ten zapał podzielają producenci. Stragan Przedsiębiorstwa Przemysłu Mięsnego "Taurus” z Pilzna (woj. podkarapackie) był oblegany. - Robimy tradycyjne wędliny według XIX-wiecznej receptury - mówi Andrzej Kozioł z "Taurusa”. - Nasze produkty są drogie, ale cieszą się wielkim powodzeniem, także za granicą. Na ostatnich targach w Poznaniu były hitem. Sprzedaliśmy ich całą ciężarówkę. Sławomir Świrszcz z Mokregolipia (gm. Radecznica) postawił na produkcję miodu. Zajmuje się tym wraz z całą rodziną. Jego towarem sztandarowym jest miód fasolowy, który został wpisany na listę produktów tradycyjnych. To unikatowy miód - zapewnia. - Jego smak jest wspaniały. Tradycyjnych produktów na Zamojszczyźnie nie brakuje. Warto się nimi wypromować.
Bogdan Nowak Dziennik Wschodni 22.05.2006 |