Kamień z serca spadł celnikom z Hrebennego, bo odnalazł się, zaginiony w październiku 2005 roku, detektor przemytu. Zarzut przywłaszczenia urządzenia postawiono mieszkańcowi Lublina.
O sprawie zaginięcia detektora pisaliśmy już na tamach TZ. Urządzenie zaginęło w październiku ubiegłego roku, ale dopiero w marcu celnicy zgłosili jego zniknięcie. Przez pięć miesięcy fakt zaginięcia jednego z najnowocześniejszych i dość drogiego urządzenia ukrywali przed przełożonymi. Gdy wszystko wyszło na jaw, sprawa trafiła do prokuratury. Ta ustaliła, że od października do marca detektor formalnie znajdował" się na stanie - jedna zmiana celników przekazywała sprawny sprzęt drugiej. Tak było w dokumentach, ale nie w rzeczywistości. Detektor walizkowy wart jest 41 tysięcy złotych i w di idat ku wypożyczono go z Zarządu Przejść Granicznych. Zasadę jego działania można porównać do rentgena - prześwietla każdą część auta, pozwala sprawdzić, czy nie ma ukrytych schowków, w których może być przemycana kontrabanda. Kierownikowi oddziału celnego w Hrebennem i 8 kierownikom zmiany prokuratura postawiła zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych, a konkretnie ukrywanie informacji o zaginięciu detektora. Celnicy przez trzy miesiące byli także zawieszeni w wykonywaniu swoich obowiązków. Do służby powrócili, jednak pracują w innych oddziałach celnych. - Detektor został odnaleziony u jednego z mieszkańców Lublina tłumaczy szef Prokuratury Rejonowej w Tomaszowie Lub. Jerzy Piechnik. -Człowiek wykorzystał sytuację, kiedy na przejściu w Hrebennem prowadzona była jego przebudowa. Siłą rzeczy panował wtedy bałagan. To była okazja dla złodzieja. Prokuratura Rejonowa w Tomaszowie Lub. zapewnia, że śledztwo w tej sprawie zostanie zakończone jeszcze w tym roku. Najprawdopodobniej zostanie umorzone. wues
TYGODNIK ZAMOJSKI 13 grudnia 2006 Nr 50 (1409) |