- Na początku nie myślałem, że ornitologia tak mnie zafascynuje – opowiada Przemysław Stachyra, zamojski znawca ptaków. - Tato wieszał słoninę na balkonie i wsypywał okruchy do karmnika. Pierwszy karmnik zrobiłem w szkole, na zajęciach techniki i w ten sposób zaczęła się moja przygoda z ornitologią.
Zamojska grupa miłośników ornitologii skupia około dwudziestu osób. To zapaleńcy, którzy kochają podglądać życie ptaków. - By zobaczyć z bliska rzadki okaz, czasami brniemy po pas w bagnie, niosąc ciężkie plecaki, w których mamy lornetki, aparaty fotograficzne i notesy - opowiadają. - Niekiedy trzeba czekać godzinami, zanim ptak pozwoli się podejrzeć. Ale warto.
W skład zamojskiej grupy ornitologicznej wchodzą: Przemysław Stachyra, Tomasz Kobylas, Daniel Boruchalski, Paweł Mazurek, Tomasz Kuc, Iwona Bakowska i Małgorzata Miazga z Zamościa, Paweł Marczakowski i Mirosław Tchórzewski ze Zwierzyńca. Są mieszkańcy powiatu tomaszowskiego: Krzysztof Monastyrski, Tomasz Jezierczuk, Marek Bzowski, Robert Cymbała, Radosław Cienkusz, Wojciech Baran, Krzysztof Warzocha i Łukasz Zdżalik.
- Wspólnie z kolegą z bloku Tomkiem Kobylasem zaczęliśmy budować ptakom gniazda z siana, które umieszczaliśmy na pobliskich drzewach - opowiada Przemek Stachyra. - Z czasem zaczęliśmy jeździć w teren. Podczas jednego z wypadów do Zwierzyńca na stawy „Echo" poznaliśmy Pawła Marczakowskiego, który zapisał nas do Lubelskiego Towarzystwa Ornitologicznego. Był rok 1991. Tę datę można uznać za początki istnienia zamojskiego zespołu ornitologicznego. Z czasem miłośników ptaków zaczęło na Zamojszczyźnie przybywać.
Paweł Marczakowski uczył zamojskich ornitologów jak prowadzić fachowy notatnik ornitologiczny i rozpoznawać ptaki. - To były piękne chwile - wspominają. - Wypady w teren zaczęły nas pociągać do tego stopnia, że przebywanie w domu uważamy za stracony czas
Działalność zapaleńców to nie tylko przygoda, ale przede wszystkim ochrona naturalnego środowiska ptaków. Dzięki ich pracy, na Zamojszczyźnie utworzono dziesięć ostoi ptaków, które mają ogromne znaczenie dla całej Europy. - W sposób naturalny ostojami stały się Puszcza Solska i teren Roztocza - tłumaczy Przemysław Stachyra.
Wojciech Stepaniuk
TYGODNIK ZAMOJSKI
19 grudnia 2006r.
Nr 51 (1410)