Strona główna arrow Archiwum Nowości arrow Opowieść o człowieku, który zbiera gwiazdki z nieba
| piątek, 16 maja 2008| Imieniny obchodzą: Andrzej, Małgorzata, Wieńczysław|
 
 
Galeria
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Turystyka
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Kolporter RSS
Advertisement
Aktualności
Opowieść o człowieku, który zbiera gwiazdki z nieba Drukuj
Sołtys Guciowa Stanisław Jachymek ma w swojej zagrodzie spory kawałek Merkurego i psa, który już wkrótce zapisze się w historii kosmosu. Ma też pasję odkrywcy i, jak sam mówi, duszę artysty

Meteoryt


Leżał sobie na skraju polnej drogi. Po zważeniu okazało się, że ma prawie 9 kg. - Zauważyłem go, bo w ogóle tam nie pasował. W ogóle. To go sobie wziąłem. Okazał się moją gwiazdką z nieba - opowiada Stanisław Jachymek. W ten sposób, w 1998 roku stał się posiadaczem kawałka Merkurego. Bo właśnie stamtąd przyleciał kamień. - To był mój pierwszy i jedyny meteoryt, który sam znalazłem. Teraz mam ich kilkadziesiąt. Resztę albo kupiłem, albo się wymieniłem - opowiada. Jego kolekcja jest jedną z większych w Polsce. Jakim cudem fragment planety krążącej po orbicie najbliższej naszego Słońca trafił na polną drogę w Zakłodziu? - Możliwości są dwie. Albo coś dużego, na przykład meteoryt, uderzyło w powierzchnię planety i wyrzuciło w przestrzeń kosmiczną skały, albo zrobiła to silna erupcja wulkanu. Jedno jest pewnie, meteoryty z Merkurego to prawdziwa rzadkość - opowiada. Dlatego kamień pokroił i większość rozdał różnym muzeom i placówkom naukowym na świecie. - To miłe, kiedy się o sobie czyta w opracowaniach naukowych - tłumaczy. Owocem jego pasji jest Polskie Towarzystwo Meteorytowe, które powstało w Guciowie, gdzie mieszka. Najbardziej skorzystał na tym jego pies, Dyrdek. - Kilku uznanych polskich astronomów zapowiedziało, że jeżeli odkryją planetoidę to nazwą ją jego imieniem. Będzie sławny - śmieje się Jachymek.


Szkoła go nie lubiła

Zamiast przerzucać siano, jak kazał ojciec, dziewięcioletni Staś biegał po łące pod Gorajcem. I znalazł żelazo. - A konkretnie rudy limonitu. Kiedyś wytapiano je w dymarkach. Jako że znalezisko zbiegło się z wyczytanymi przeze mnie w jakiejś gazecie informacjami o odkryciu złóż tytanu i żelaza na Suwalszczyźnie, byłem pewien, że skoro tego limonitu jest tak dużo, musi być to wielkie złoże - wspomina Stanisław Jachymek. Po tym znalezisku zaczęło się przeglądanie atlasów geograficznych, szukanie informacji o złożach surowców w gazetach. I kłopoty w szkole. - Interesowałem się geografią. Tylko geografią. Niestety moi nauczyciele od matematyki czy polskiego uznali, że ich przedmioty też są ważne. Wyrzucili mnie z jednej szkoły, później z drugiej. W sumie zaliczyłem siedem. Maturę zdawałem w liceum wieczorowym w Biłgoraju - mówi kolekcjoner. Mimo tych kłopotów dostał się na studia geograficzne. Udało się, bo na szkolnej olimpiadzie geograficznej był jednym z najlepszych w kraju. To dało mu indeks UMCS. Na studiach poznał żonę, Annę.


Zagroda Guciów

Po studiach razem z żoną wyjechali pracować w Roztoczańskiej Stacji Naukowej UMCS w Guciowie, niedaleko Zwierzyńca. Stanisław Jachymek przyznaje, że jego współpraca z niektórymi naukowcami nie układała się najlepiej. - Chcieliśmy stworzyć tam muzeum, ale nikogo to nie interesowało. Pomyśleliśmy z żoną, że w takim razie zrobimy muzeum prywatne. Wykupiliśmy kawał ziemi dosłownie za płotem stacji i wprowadziliśmy się do dwustuletniej drewnianej chałupy. Łatwo nie było, żyliśmy jak poszukiwacze złota w XVlll wieku - wspomina. - Niech pan napisze, że my to oboje, razem, wszystko zrobiliśmy - dodaje Anna Jachymek. Jest etnografem. - Rzeczywiście, gdyby nie Ania, już dawno bym gdzieś w lesie zabłądził - przyznaje jej mąż.

Teraz zagroda w Guciowie znana jest w całym województwie, a mieszkańcy wsi wybrali Stanisława Jachymka na sołtysa. Rocznie jego gospodarstwo odwiedza kilkanaście tysięcy turystów. Przyjeżdżają wycieczki szkolne, ale też goście z zagranicy. Jachymkowie postawili tu karczmę, w której można zjeść regionalne potrawy. A przede wszystkim odwiedzić muzeum etnograficzno-przyrodnicze.


Ślady wielkich gadów

W starej stodole stoją używane niegdyś przez mieszkańców regionu narzędzia rolnicze, m.in. wydrążony z wielkiego pnia drzewa tok, w którym przechowywano zboże. W budynku obok Jachymkowie urządzili ekspozycję skarbów znalezionych w ziemi. Są tu zachowane w skale rośliny i zwierzęta, skamieniałe kości delfina, a nawet ślady dinozaurów. Obok nich leżą groty starych włóczni. Ich właściciele mieszkali tysiąc lat temu w tym właśnie miejscu. Są też meteoryty. - Ciągle szukam nowych. Ale interesują mnie tylko kosmiczne skały z takich miejsc, gdzie nikt ich wcześniej nie znalazł. Wyznaczyłem nawet tysiąc złotych nagrody dla osoby, która taki meteoryt znajdzie i przyniesie. A poznać nie jest trudno. Większość pochodzących spoza Ziemi skał ma w sobie żelazo. Wystarczy sprawdzić, czy magnes się do niej przyczepi - tłumaczy. I dodaje: - Warto iść w pole i szukać tej swojej gwiazdy. Nawet jeśli jej nie znajdziemy, to będzie okazja, żeby się zachwycić przyrodą, która człowieka otacza. Bo każda wieś ma swój Wawel, ma swoją Puszczę Białowieską, tylko trzeba je odkryć. Może nimi być stare drzewo, zabytkowa kapliczka czy źródło. Ja się czuję artystą, a nie naukowcem i pewnie dlatego tak bardzo zależy mi na tym, by piękno Lubelszczyzny zachować i chwalić się nim w świecie.

Muzeum etnograficzno-przyrodnicze w Guciowie. Telefon 0-84 660 89 00.


Najsłynniejsze polskie meteoryty

Pułtuski - 30 stycznia 1868 r. wieczorem mieszkańcy Pułtuska zobaczyli ognistą łunę i usłyszeli potężny huk. To meteoryt, który spadł tuż za miastem. Okazało się, że spadających kamieni było więcej, rano na stopionym śniegu znaleziono mnóstwo czarnych skał. Zebrano kilka tysięcy meteorytów, większość bardzo małych. W sumie spadło ich tam około 70 tysięcy.

Łowicki - w nocy z 11 na 12 marca 1935 r. deszcz meteorytów żelazno-kamiennych spadł na kilka wsi leżących nieco na południe od Łowicza. Największe okazy meteorytów znaleziono we wsi Krępa. Miał ponad 20 cm średnicy i ważył 10 kg. Wszystkie znalezione kamienie pokrywała czarna stopiona skorupa, która powstała podczas przelotu przez atmosferę. W sumie zebrano ponad 60 meteorytów.

Morasko - Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstała grupa siedmiu kraterów leżących w pobliży wsi Morasko pod Poznaniem. Szacuje się, że było to między czwartym, a trzecim tysiącleciem przed naszą erą, kiedy w to miejsce uderzyły odłamki dużego meteorytu. Co ciekawe, wszystko wskazuje, że było to w sierpniu, bo meteoryt należał najprawdopodobniej do roju Perseidów, które właśnie w tym miesiącu spotykają Ziemię. Pierwszy kawałek skały pochodzącej z kosmosu znaleziono w1914 r. podczas budowy umocnień wojskowych w Morasku. Ważył 77,5 kg. Kolejne okazy pochodzą z lat 1936, 1956, 1992, 1995 oraz 1999. Kratery Meteorytowe Morasko są unikatowym obiektem w kraju, oraz jednym z ok. 150 podobnych miejsc odnalezionych na Ziemi

Gazeta.pl
22 grudnia 2006

« wstecz   dalej »

Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Pogoda
Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 1360592 odwiedzających

 
Góra Góra