Cała Polska jest świadkiem sporu w Dolinie Rospudy. Z jednej strony konfliktu unikalna przyroda, z drugiej - potrzeba budowy dróg. Czy można było tego uniknąć?
- To zderzenie dwóch bardzo poważnych wartości. Konflikt był zapewne nieuchronny, ale można było uniknąć takiej eskalacji problemu. Napinano strunę, więc pękła. Na pewno jest to spór, o którym trudno powiedzieć, że został wymyślony. Obie strony przedstawiają poważne racje, a ich argumenty są trudne do podważenia.
- Kto zawinił?
- Sprawa Rospudy pokazuje jak słabe jest nasze państwo. Tu próbuje się załatwić problem decyzjami administracyjnymi. Jeden wariant forsujemy, drugiemu z góry nie dajemy szansy. Zapomniano więc o negocjacjach i równorzędnym potraktowaniu wszystkich aspektów: transportowego, ekonomicznego i ochrony środowiska. Inaczej spraw przyrodniczych, zwłaszcza dotyczących obszarów chronionych nie można załatwiać. Za przyrodą stoi jasne i bezwzględne prawo unijne. I w takim przypadku, kiedy rządzi prawo, organizowanie referendum jest kpiną.
- Zamojszczyzna jest także wyjątkowo cenna przyrodniczo...
- O tak! Gdzie okiem sięgnąć - same perły. To cały RPN, parki krajoobrazowe: Szczebrzeszyński, Puszczy Solskiej, Południoworoztoczańki, Krasnobrodzki, Skierbieszowski i Strzelecki. To sieć kilkunastu bezcennych rezerwatów, np. Hubale z susłem perełkowanym, św. Rocha w Krasnobrodzie, torfowiskowy Obary, nad Szumem, nad Tanwią, Czartowe Pole. To nasze dziedzictwo narodowe, które bezwzględnie trzeba ochraniać.
Rozmawiała Jadwiga Hereta
Tygodnik Zamojski
28 lutego - 6 marca 2007r
Nr 9 (1420)