Ministerstwo Ochrony Środowiska rozesłało niedawno do urzędów gmin informacje o nowych terenach, które mają być włączone do Natury 2000. Pierwsza lista powstała jeszcze w 2004 r. Na Lubelszczyźnie obejmowała ok. 8 proc. powierzchni województwa. Teraz może się rozszerzyć do prawie 14 proc. Wkracza przy tym na newralgiczne tereny - chodzi głównie o doliny rzek.
Na pierwszej liście chronionych siedlisk roślin i zwierząt znalazły się niewielkie, głównie kilku- lub kilkunastohektarowe kompleksy łąk i fragmenty lasów, na pierwszej liście „ptasiej" - wielkie kompleksy leśne (za wyjątkiem doliny Bugu). Teraz Natura... wychodzi do ludzi. A ci na ogół jej nie chcą, bo obawiają się, że skomplikuje im życie.
Czy rzeczywiście jest się czego bać?
To właśnie w Izbicy rozegrała się pierwsza w naszym regionie bitwa o inwestycję planowaną na terenach wytypowanych do włączenia do europejskiej sieci ochrony przyrody. Jej efekt jest taki, że projekt budowy zalewu między Wałem a Tarnogórą odłożono na razie na półkę, rzekomo z powodu braku pieniędzy na realizację inwestycji. Tak naprawdę władze gminy doskonale już teraz wiedzą, że ich poczynania są śledzone przez obrońców przyrody z Krasnostawskiego Ruchu Ekologicznego „Viridis", a że łatwo z nimi nie jest, na razie czekają na ostateczne zatwierdzenie sieci Natura 2000 przez Komisję Europejską. Może jednak ponadtysiąchektarowy Izbicki Przełom Wieprza do sieci nie wejdzie?
Pomysł budowy pod Izbicą rekreacyjnego zalewu powstał jeszcze w latach 90., ale kiedy teraz go odświeżono, okazało się, że nastały inne czasy. Członkowie ruchu „Viridis", zaangażowani w sprawę obrony jedynego w Polsce (!) lub najwyżej jednego z dwóch stanowisk przetacznika zwodnego, żółwia błotnego oraz innych rzadkich gatunków roślin i zwierząt, doprowadzili np. do powołania komisji (z przedstawicielem Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego), która przeprowadziła lustrację w terenie. Protokołu, który stwierdzał, że zalew nie będzie zagrażał przyrodzie, ekolodzy nie podpisali. Kiedy zaś Urząd Gminy spóźniał się z udostępnianiem im dokumentów dotyczących planowanych prac (procedura wydawania tzw. decyzji środowiskowej przewiduje konsultacje społeczne), zawiadamiali policję i prokuraturę.
Podobnego scenariusza obawiają się władze gminy Komarów. Kiedy w 2004 r. pod ochronę brano tu 14 ha torfowisk z niezmiernie cennymi roślinami, nikt nie protestował. Kiedy kilka miesięcy temu MOŚ przedstawiło kolejną propozycję: włączenia do sieci kilkuset ha należących do tzw. Ostoi Tyszowieckiej (łącznie w pow. tomaszowskim ponad 11 tys. ha), Rada Gminy zaopiniowała ją negatywnie. - I co z tego? I nic. Trzeba się po prostu podporządkować - stwierdza wójt Wiesława Sieńkowska. - Opinie samorządów nie mają żadnej wagi, prosi się o nie chyba z grzeczności. Jedyne, co wywalczyliśmy, to nieznaczne odsunięcie granic Natury od tzw. siedzib ludzkich.
Ale sieć i tak obejmuje grunty w kilkunastu wsiach: Ruszczyźnie, Antoniówce, Wolicy Śniatyckiej, Komarowie Osadzie (m.in. tzw. Bombowisko - działkę wspólnoty gruntowej), Wolicy Brzozowej, Zubowicach, Śniatyczach, Tomaszówce, Dubie, Swaryczowie, Tuczapach i Kadłubiskach. - Ludzie są przekonani, że nie będą mogli budować domów ani obór, a jeśli już, to będą musieli zamawiać raporty oddziaływania na środowisko - tłumaczy Wiesława Sieńkowska. - My zaś obawiamy się, że nigdy już nie wybudujemy zalewu w Komarowie. Możemy też chyba zapomnieć o oczyszczalni ścieków w Wolicy Brzozowej. No, ale mamy te storczyki i inne rośliny i owady. Mogę wymienić - dodaje z rezygnacją.
Anna Rudy
Tygodnik Zamojski
13 czerwca 2007