|
Strona 1 z 4 W samym środku Roztocza
Ach kiedyż na ziemi już nikt nie zapłacze, Prócz rosy pól naszych zielonych....?
To pytanie zadawał (zapewne nie tylko sobie) poeta - powstaniec Mieczysław Romanowski (1834-1863). Zginął młodo w wielkim zrywie, patriotycznym - właśnie tu, na Roztoczu w okolicach Józefowa. Wspomniałem go sobie na tydzień przed "Zaduszkami", kiedy rozpocząłem swój kolejny rajd, tym razem Roztoczem Środkowym (por."Psk" nr 8/98 ). Po całonocnej podróży pociągiem relacji Warszawa-Rawa Ruska, wysiadłem na małej stacyjce - Józefów Roztoczański (na starszych mapach: Krasnobród). Ciemno, pusto, przenikliwy ziąb, na trawie obfita ... rosa. Przede mną kilkadziesiąt kilometrów trasy, do miejsca spotkania z przyjaciółmi - weteranami roztoczańskiej włóczęgi. Tym razem "KUL - Turyści" (w większości absolwenci Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego) ogrzeją się przy wieczornym ognisku w Majdanie Sopockim. Obieram kierunek na Górecko, czarnym szlakiem łącznikowym. Dniało. Nagle, rozśpiewały się wróble, rozpiały koguty. Przeszedłem Majdan Hetmański leżący u południowego krańca Roztoczańskiego Parku Narodowego. Mile drażni nozdrza, atrakcyjny dla mieszczucha, zapach dymu z palonego w obejściach drewna. Rozpoczynała się codzienna gospodarska krzątanina.
KIERUNEK - GÓRECKO KOŚCIELNE
Mijam pierwsze przydrożne krzyże wapienne i kapliczki, od wieków wtopione w polski pejzaż, a osobliwie piękne na Zamojszczyźnie. Szpaler dorodnych sosen, od dłuższego czasu narasta charakterystyczny dźwięk i oto, pierwsze spotkanie z urodziwym i bystrym potokiem o najbardziej właściwej nazwie - Szum. W Górecku Starym wchodzę na czerwony szlak zwany Krawędziowym. Od razu poczułem się pewniej; oznakowano go starannie. Jeszcze chwila i znalazłem się w obszarze słynnego z urody rezerwatu krajobrazowego "Szum". Wspinam się na rozległą wierzchowinę porośniętą sosnowo-jodłowym borem z domieszką gatunków liściastych. Pejzaż niemal górski: strome ściany wąwozu, a w dole ciemna, rwąca struga, poprzecinana białymi grzywami "szypotów". Jest na co popatrzeć. Ruszam dalej. Nieustający szum wody i szelest liści pod stopami; spełniły już swoje zadania w niekończącym się cyklu życia, a teraz usłużnie moszczą szlak wędrowca. Za chwilę kolejna niespodzianka: zobaczyłem połyskliwe lustro wody i chyba wszystkie barwy jesieni schodzące w głąb niewielkiego jeziora. Poniżej tama minielektrowni. Po drugiej stronie rzeki ponownie zagłębiam się w las. Przede mną Górecko Kościelne - stara puszczańska osada, założona w 1582 r. przez Andrzeja z Górki. Dawno tu nie byłem, pora odświeżyć wspomnienia. Kolejne już spotkanie z rzeką Szum. Na przeciwległym brzegu stoi w pełnej krasie
"KAPLICZKA NA WODZIE"
- upamiętniająca niezwykłe zdarzenie sprzed... 350 lat. 7 października 1648 r. mołojcy Chmielnickiego plądrowali okolice, a przerażeni włościanie kryli się z dobytkiem po leśnych komyszach - młodemu rolnikowi z Górecka ukazał się św. Stanisław, biskup krakowski. Oto fragmenty kronikarskich zapisków: "Idzie tenże Jan Socha z Rusinem zwanym Kluz rozmawiając, alić obaczy nad sobą jasność, w której widomie pokazała się osoba podobieństwa biskupa wyrażająca. Jan Socha przestraszony uciekać począł, na którego owa osoba z jasności zawołała: "nieboyie, grzeszna duszo, poczekaj i day mi noża" (...) Socha drżąc podał noża, którym Święty Stanisław uciął gałązkę brzozową i i utkwił ją w sośnie mówiąc: "to będzie kaplica pierwsza". Od sosny poszedł ku rzece z Janem Sochą i Kluzem, gdzie także uciąwszy gałązkę, zrobił z niey kształt wieńca i włożył na gałąź sosny mówiąc: "tu będzie Kaplica druga w tej wodzie, kto się z dobrą wiarą obmyje, od wszelkiey choroby wolnym zostanie". Od rzeki wrócił się nazad jakby ku Górecku idąc (...) wziął jako pierwey gałazkę brzozy i w sosnę wszczepił, która się zrazu przyjęła. Co uczyniwszy Święty rzekł: "tu będzie kościół". Historia cudu obfitowała w dalsze dramatyczne wydarzenia, a miejsce to zasłynęło łaskami (także w czasie ostatniej wojny ). Doświadczył ich również Marcin Zamoyski - podstoli lwowski i podskarbi wielki koronny - fundując w 1668 r. jedną z kaplic oraz klasztor o.o. franciszkanów. Ojcowie prowadzili tu działalność duszpasterską do 1866r. Zostali zmuszeni do opuszczenia parafii - za udział w powstaniu. Klasztor zamknięto. Mijam obie kaplice wspinając się drogą na pobliskie wzniesienie. Przede mną sześć dębów - olbrzymów, z których najstarszy, według niektórych źródeł, liczy sobie 900 lat! Pamiętałby zatem, męczeńską smierć biskupa Stanisława i osobistą tragedię Bolesława Szczodrego zwanego także Śmiałym ?! Nieszczęsny król - banita, zmarł gdzieś na tułaczce i wszelki ślad po nim zaginął. A był to ponoć ambitny i zdolny władca, szkoda że tak popędliwy. Odpokutował za swoje . Niech mu wybaczy pierwszy polski świety - Stanisław ze Szczepanowa...
JEST GDZIE WĘDROWAĆ
Idę do wsi, towarzyszą mi ładne, starannie wykonane stacje Męki Pańskiej utrzymane w stylu ludowych świątków. W oddali widoczna zgrabna sylweta zabytkowego, modrzewiowego kościoła. Fundował go Jan Jakub Zamoyski w 1768 r. (pierwszą świątynię spalili Szwedzi). Na dziedzińcu plebanii marmurowa tablica, a na niej, przejmujący w swojej wymowie, testament polskich księży. Jest się nad czym zadumać... W 1968 r. ks. Kardynał Karol Wojtyła przekazał parafi Górecko relikwie św. Stanisława. Pisał wtedy do ks. Wincentego Marcinkiewicza: "... kto wie , czy nie nadarzy się kiedy okazja skorzystania z zaproszenia i gościnności Księdza Proboszcza?" Parafianie żyją tą nadzieją... Dalej droga wiodła skrajem Puszczy Solskiej - drugi pod względem obszaru kompleks leśny w kraju - 124000 ha, głównie sosnowego boru. Wśród ogromnych niemal bezludnych przestrzeni, poprzecinanych dolinami licznych strumieni, kryją się szeroko rozlane bagna, torfowiska, śródwydmowe jeziorka - z całym bogactwem flory i fauny. Jest gdzie wędrować... Wchodzę do wsi Tarnowola, aby po chwili odbić się w prawo na pola, w kierunku pobliskiej wyniosłości. Mijam charakterystyczną, drewnianą szopę z kominem. Pełno ich w tutejszym krajobrazie. Są to suszarnie tytoniu, stanowiącego ważne źródło dochodów miejscowej ludności. Tytoń - nie proszony gość z Ameryki Południowej - jednym rujnuje zdrowie, a innym ratuje budżety rodzinne. Niestety! Osiągam szczyt Góry Krzyżowej. Niezwykłe to miejsce. Wchodzę na stopnie majestatycznego, potrzaskanego kulami, krzyża. Stoi niewzruszenie. Na cokole pamiętna data1863. Wokół, jak okiem sięgnąć, wspaniała panorama falistych rozłogów, przypominających zastygłe fale bezkresnego morza. Ono było tu naprawdę! Jeśli wierzyć geologom - w okresie trzeciorzędu; pozostawiło po sobie kredowowapienne ostańce, tworzące niepowtarzalny w swoim pięknie zrąb Roztocza. Szczypta prehistorii na wapiennym wzgórzu dodaje smaku mojej dalszej wędrówce... Słońce przypieka tak, jakby pomyliło pory roku. Schodzę krętą ścieżką w zieloną dolinę Niepryszki. Rwący strumień śpieszy na spotkanie z Szumem, razem wpadną do najpiękniejszej rzeki Roztocza - Tanwi. Obmywam twarz w chłodnej i czystej wodzie. Opodal, jakiś gwar za krzakami. Podchodzę bliżej, pięcioosobowa rodzina łowi... pijawki! Kłębią się w dużym słoju zapewne nieświadome swoich przyszłych zadań. Renesans medycyny naturalnej - jak widać- trwa. Oddalam się powoli idąc wśród wysokich, zrudziałych traw, na skraj doliny. U stóp wzniesienia stoi samotny, drewniany krzyż upamiętniający śmierć poety-powstańca Mieczysława Romanowskiego. Zginął w randze kapitana, gdzieś w tych lasach, 24 kwietnia 1863 roku. Gdzie spoczywa - nie wiemy. Czyżby przeczuwał? pisząc:
Jeśli polegnę, niechaj mi w nagrodę Za was, nie kładą pamięci kamienia! Ziemią niech piersi przysypią mi młode Mój kurhan niech mi trawa ozielenia...
Autor "Popiela i Piasta" był adiutantem dowódcy, Marcina "Lelewela"-Borelowskiego, który poległ pod Batorzem w kilka miesięcy później. Po niedługim czasie znalazłem się w opłotkach Józefowa - założonej trzy wieki temu osady, której pierwotna nazwa brzmiała Majdan Nepryski. W 1725 roku Tomasz Józef Zamoyski nadaje wsi prawa miejskie, zmieniając jej nazwę (od swojego imienia) na Józefów.
Miasteczko słynęło z sitarstwa i obróbki kamienia. Centrum walk powstańczych 1863 r. i tych z ostatniej wojny. Zażarte boje z okupantem hitlerowskim (w których szczególnym męstwem wykazały się oddziały AK) były tak skuteczne, że w pewnym okresie mówiło się tu o "Wolnej Rzeczypospolitej Józefowskiej"!
Najstarsze zabytki to:
klasycystyczny ratusz z 1755 r., XVIII-wieczna synagoga i neobarokowy kościół fundacji Zamoyskich z 1866 roku.
JENO CZARCI TU HASALI
Uzupełniam zapasy w jednym z licznych sklepików i ... w drogę. Za wsią Pardysówka ponownie zanurzam się w las. W zarośniętym kamieniołomie "Babia Dolina" zatrzymuję się na dłużej. Słońce wyczynia na białych, chropawych ścianach, prawdziwe cuda. Pstrykam zdjęcia. Ruszam na południowy wschód. Siedem kilometrów trasy, skrajem Parku Krajobrazowego Puszczy Solskiej w kierunku wsi Hamernia. Wreszcie docieram na miejsca - wg legendy - "jeno czarci hasali". Rezerwat "Czartowe Pole" w przepięknej dolinie rzeki Sopot. I znowu strome ściany wąwozu, postrzępione progi skalne z szypotami, powalone pnie... w otoczniu niemal pierwotnej puszczy. Dorodne świerczki, jodły i sosny zatrzymały się na skraju wąwozu; nad brzegiem rzeki króluje olcha czarna i jesion wyniosły. Z ciekawszych nazw roślin chronionych wynotowałem: niecierpek pospolity, śledziennica, tojeść rozesłana, sit rozpierzchły... Jakby tego było mało, na sporej wyspie tkwią - niczym mury posępnego zamczyska ruiny XVIII-wiecznej papierni, której ściany porasta niezwykle rzadka roślinka: zachyłka Roberta. A w wodzie, pluskają się trzy gatunki pstrąga: teczowy, potokowy i źródlany. Sporo czasu upłynęło zanim się stamtąd ruszyłem.
W Nowinach pożegnałem szlak krawędziowy. Dalej droga wiła się tak, jak życzyła sobie rzeczka Sopot. Widok kolejnych wodospadów znowu cieszył oko wędrowca. Kiedy w końcu usiadłem nad pięknym - ocienionym sosnowym borem - zalewem w Majdanie Sopockim, miało się już ku zachodowi. Poczułem w nogach przebyte kilometry. Trochę się ich uzbierało (ponad 30), ale warto było!
WŚRÓD PRZYJACIÓŁ
A potem - gorące powitanie w pobliskiej stanicy ZHP, magiczny krąg ogniska i zawsze tak miłe sercu, śpiewanie. W końcu zapadliśmy w sen - w zgrabnych i funkcjonalnych domkach campingowych. Nazajutrz, wspólna wyprawa; dosłownie, w potokach słońca. Wszystko nam tego dnia sprzyjało.
Mniejsza o trasę, po prostu, chcieliśmy nacieszyć się sobą, pośmiać, pogawędzić - zapomnieć na moment o tzw. prozie codzienności. Znaleźliśmy nawet czas na grzybobranie. W sobotni wieczór dołączyli następni; tym razem przy ognisku zrobiło się jeszcze goręcej, dzięki takim mistrzom gitary jak Piotr Kieraciński i Jacek Klisowski. A jeśli nie pamiętaliśmy tekstu jakiejś piosenki, to niezawodna Bożena Wiśniewska (dla prtzyjaciół "Wiśnia") - jak zwykle ratowała sytuację. Kontynuację wieloletniej tradycji było uhonorowanie kolejnych członków najstarszego, akademickiego koła PTTK - zaszczytną odznaką "KULTurystów".
Kolejna noc w gościnnej stanicy. Niedziela. Ostatnie przedpołudnie spędzamy jeszcze razem. Losy miejscowego klasycystycznego kościoła (z 1835 r.) fundacji XIII-go Ordynata Konstantego Zamoyskiego, są dobrą ilustracją skomplikowanych dziejów regionu. Wzniesiony jako cerkiew grekokatolicka, w 1839 r. zamieniony na świątynię prawosławną, w 1919 r. ustanowiono tu parafię rzymskokatolicką, w okresie okupacji stał się ponownie cerkwią, aby po wojnie powrócić do wiernych wyznania rzymskokatolickiego.
ŚRODEK ROZTOCZA
Koledzy z "frakcji zmotoryzowanych" odprowadzili nas na rozstajne drogi; znacznie uszczuploną gromadką podążyliśmy do stacji PKP w Suścu przez dłuuuuuugą wieś - Oseredek (w jęz. ukraińskim oznacza to: "środek"). Coś nie dawało mi spokoju. Przyjrzałem się bardziej uważnie mapie i... być może dokonałem skromnego wprawdzie, ale jednak odkrycia: okazało się, że wieś Oseredek leży dokładnie w połowie drogi między Krasnikiem a Lwowem, a więc w samym środku roztoczańskiego pasma. Przypadek?! Nie znalazłem taj informacji w dostęponych publikacjach krajoznawczych. Szlifujemy butami asfalt, rozglądając się wokół. Sporo nowych domostw. Tu i ówdzie stoją wrośnięte w ziemię, wiekowe chałupy, troskliwie ogacone słomą i sianem, nieomylny to znak, że zima za pasem.
Wchodzimy do Suśca, szybko pokonując ostatnie kilometry. Po prawej stronie na wzgórzu, zabytkowy kościół parafialny (z 1868 r.) p.w.św. Jana Nepomucena, patrona Czech. Zginął w 1393 r., również z ręki króla - Wacława Luksemburskiego (za odmowę złamania tajemnicy spowiedzi). Susiec zmienił się nie do poznania: wille, trotuary, nowoczesne sklepy - ładna zadbana miejscowość letniskowa, nastawiona na rozwój agroturystyki. Miłośnicy komfortu na pewno znajdą tutaj coś dla siebie, nie mówiąc już o wyjątkowych wprost walorach krajobrazowych okolicy.
Bezpański pies, który przybłąkał się w Oseredku, najwyraźniej nie może się z nami rozstać - podobnie jak my z Roztoczem. Jeszcze ostatnie zakupy przed podróżą i wsiadamy do pociągu. Szelest liści i szum wodospadów zastąpił miarowy stukot kół. Po szybie spływają pierwsze krople deszczu. źegnaj Roztocze! Do wiosny...
|