Strona główna arrow Archiwum Nowości arrow GDZIE KUNIE CENNIEJSZE OD BAB
| sobota, 19 lipca 2008| Imieniny obchodzą: Alfred, Wincenty, Włodzisław|
 
 
Galeria
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Turystyka
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Kolporter RSS
Advertisement
Aktualności
GDZIE KUNIE CENNIEJSZE OD BAB Drukuj
Kare, gniade i bułanki... znikają z krajobrazu wsi. Ale nie w Gorajcu. Tam „kunie” mają szczególne przywileje
Chłopy! Na kuń! – wrzasnął z całych sił Wiesław Górniak, sołtys Gorajca Zagrobla (gm. Radecznica). Strzelił z bata i ruszył swoim „dyliżansem” do Lisiej Jamy. Za nim fury i powozy. I gospodarze na kasztankach, co jechali na oklep.
Tak rozpoczął się gorajecki zlot zaprzęgów i koni. Nie rasowych, nie tych z papierami i rodowodem, ale gospodarskich. To impreza dla koniarzy wiejskich. Bodaj jedyna taka w Polsce.
- Niech chłopy pokażą swoje cacka, niech się pochwalą i oko nacieszą, może pozazdroszczą innym - tłumaczy sołtys Górniak. - Teraz, gdy koni na wsi jak na lekarstwo, trzeba pokazać te, które jeszcze zostały. Kasztanki, srokacze, Kuby, Wojtki i Baśki.
- Święte słowa - kiwa znacząco głową Jan Nowak, ostatni kowal w okolicy. - Kiedyś we wiosce było 130 numery, w każdym obejściu był kuń, u grubego gospodarza po 2, a nawet 4. A teraz... same traktory. Dobre maszyny, ale nie podkujesz, i nie poklepiesz...
- Jechałem kiedyś przez Wolę Dużą, patrzę, zlot motocykli. Tyle wspaniałych stalowych rumaków. Aż dech zaparło z zachwytu. A może by tak zlot koniarzy? - wymyślił Górniak. - U nas, gdzie kuń ma szczególne fory.
Ta myśl zabłysła rok temu. Właśnie wtedy sołtys na Zagroblu skrzyknął chłopów, co mają konie. Na sołtysowe podwórko przyjechała garstka. To był pierwszy zlot. Ale właśnie wtedy gospodarze zrozumieli, że może to być dobra impreza na przyszłość. Trzeba ją tylko rozkręcić. I rozkręcili. Do grona organizatorów zlotu dołączył Mieczysław Smarkala, prezes gminnego koła hodowców koni, i Gabryel Gąbka, wójt Radecznicy, też koniarz.
Do imprezy szykowała się cała okolica. Gospodarze czyścili kobyłki i odkurzali fury, ich żony piekły „redczaniaki" (pierogi z kaszą gryczaną), nastawiały mleko na kwaśne, chłodziła się gorzałka. Szykowali się też ci, którzy już nie mają kuni, ale je wciąż kochają.
Właśnie o tej końskiej miłości wiele było na zlocie.
- Jak się tak człowiek napatrzył na klaczki i na rumaki, to aż radośniej na sercu - cieszy się Bronisław Dziura. - Teraz stajnie puste, kunie wysprzedane. Żal, oj żal. Kiedyś w Gorajcu to ruch furmanek był jak w Warszawie. A kowal od świtu do nocy miał robotę.
- Prawda - mówi Jan Nowak, który od 50 lat zajmuje się kowalstwem. Fach objął po dziadku Stanisławie Nowaku. Teraz kuźnię otwiera i ogień rozpala z przyzwyczajenia. Zawsze chłopy przyjdą, pogadają, powspominają dobre czasy. Zdarza się, że ktoś flaszkę przyniesie.
- Teraz taki mi tylko został - pokazuje na rower Czesław Wypych. - Rękę do źrebiąt miałem, 26 sztuk wychowałem. I dorosłych po 3 trzymałem. U nas bez kuni ani rusz. Same góry i wąwozy. Trzeba było orać, snopki wozić, siać i kosić. Bardziej pożyteczny był niż żona - żartuje.
- Żona zawsze posmolona. Dlatego chłopy więcej czasu w stajni spędzali niż w domu. O kunia dbać trzeba było - dorzuca Dziura.
nny opowiedział historię o tym, jak kiedyś, gdy droga w wiosce kiepska była, żona nogę złamała, na dziurach. - Żal, ale dobrze chociaż, że nie kuń...
Do dziś na Zagroblu wierzą, że najlepsza żona - z Czarnegostoku.
- I konia umie dosiadać, orać potrafi i za biczysko potrzyma - śmieje się Jan Nowak. A Dziura dodaje: - Tylko jak furmaniła, to ludzie mówili, że deszcz będzie padał.
- Do handlu też żadna baba nie miała ręki. Mało tego, przynosiła pecha. Kiedy gospodarz chciał kupić konia, to nie brał żony na targ ani od baby nie kupował.
- Bo jak z babą klepać rękę i czapką rzucać o ziemię przy transakcji? Nie przystoi - woła Górniak.
C
hłop kiedyś był samowystarczalny. Miał konia, to nie potrzebował ropy do ciągnika. Obrobił pole, pojechał na jarmark, do kościoła i do pożaru. Konie były tak wytresowane, że gdy zagrała trąbka na alarm, same biegły galopem pod wóz i ustawiały się koło dyszla. Końmi ludzie także jeździli na odpust do Radecznicy i Mokregolipia (fury przyjeżdżały z całego powiatu – po 500). Odwozili poborowych na komisję wojskową, rodzinę do pociągu na stację w Szczebrzeszynie. Gospodarz musiał mieć jeszcze stołek do reperowania „poślejek”, pług, bronkę do siania, brony do bronowania, płużek do podorywek, radło, grabarkę, przewracarkę (tzw. ficak) do siana. W oborze stała krowa – było mleko, ser, śmietana, masło, a za stodołą – kilka morgów ziemi. Tyle. I gospodarka kwitła. – I ludzie byli bardziej życzliwi. Czasu więcej mieli. Schodzili się po domach, rozmawiali i chochmy sobie robili. Kto by dziś widział, żeby wóz drabiniasty na andrzejki wynieść na dach? – pyta Bronisław Dziura. – Żal, i czasów, i koni…
Gospodarze są zgodni, ze niezłym koniarzem w Gorajcu był Staś Szczepanków. – Robił w tartaku w Zwierzyńcu. Na przerwie zawiózł drewna komuś, flaszkę dostał i rozpił. Potem przy księżycu prać musiał – opowiada Dziura. – Ale lepszego furmana znam. To mój chrzestny Kazimierz Olech. Zawsze bryczka parę młodą woził na weselach. – Dobry furman to taki, co gości nie wywraca – opowiada Edward Charkot. – Mało takich było, za kołnierz nikt nie wylewał. Pili i jechali, bo kuń gospodarza zawsze do domu przywiózł. We wsi znana jest opowieść o pewnym woźnicy, który tak wiózł muzykantów, że wszyscy w rowie wylądowali. Bębniarz  przez wiele lat potem na nogę „kalikował”.
Młodych najpierw wozili: Jan Sykała ze Starej Wsi, Józef Pieczniak z Gorajca i Bolek Kurków z Podborcza i Stanisław Gozdecki z Gorajca Zagrobla Kolonii. Ten ostatni do niedawna miał bryczkę poniemiecką i konie z rodowodem. Wszyscy go brali na wesela, bo mawiano, że szczęście młodym przynosi. Pan Stanisław zajmował się hodowlą trzody chlewnej i bydła. Wielokrotnie był nagradzany na wystawach wojewódzkich i krajowych. Jego championki, loszki, knury i krasule prezentowano w telewizji (gospodarz pokazuje całą szufladę medali i dyplomów). A konie służyły mu nie na pokaz, ale do roboty. Ale dbał o nie, bo je kochał. Nawet uprząż kupił dla nich za 45 tys. zł (fiat 126 p. kosztował wtedy ok. 50 tyś zł). Miał szczęście. Koniki lubiła też jego małżonka Janina. Nawet wierzchem sama jeździła, orać umiała. Do dziś Gozdeccy trzymają konie. Chętnie przyjechali na zlot. Jak powiadają, koń wiejski też powinien mieć swoje święto, jak świnie, owce czy krowy.
Atrakcją imprezy był też Henio Małysz, zwany wśród koniarzy „Szczecinką”. Przyjechał na swojej kobyłce 7 km na oklep. Ma wprawę, trudno byłoby go dogonić nawet samochodem.
- To kobyłka medalowa, własnego chowu – powiada Małysz. – Gdy spadłem z niej, bo byłem pijany, stała koło mnie aż wytrzeźwiałem. Z miejsca się nie ruszyła. Medalowa jest. Pan Henio znany jest w okolicy z tego, ze o nic tak w obejściu nie dba jak o konie. To nic, że stodoła się wali, obora rozsusza, ale koń jaki jest – wszyscy widzą. – I liczyć na niego zawsze można. To jeden z honorowych uczestników zlotu – powiada Górniak.
Sołtys nie zamierza rezygnować z imprezy. Wierzy, że nie tylko nie padnie, ale się jeszcze rozkręci. Ma cicha nadzieję, że kiedyś przerodzi się w zlot wojewódzki, może i ogólnopolski. Wiesław Górniak chciałby także zamienić remizę strażacka w dom weselny i nazwać go „Pod kobyłką”. Tu urządzane byłyby wesela na furach i bryczkach. Wiozłoby nowożeńców do sąsiedniego drewnianego kościoła w Otrzęsinach, potem przejażdżka przez Kamionkę do Lisiej Jamy i na Zakręty. To nie koniec sołtysowych marzeń. – Zbudowałem już dyliżans. Trochę go przerobię i otworzę trasę najpiękniejszymi drogami z Gorajca do Kawęczyna. Powóz będzie zaprzężony w sześć koni, ja będę powoził i opowiadał o pięknie tej ziemi.

J
adwiga Hereta
Tygodnik Zamojski 25.10.2006
« wstecz   dalej »

Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Pogoda
Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 1543924 odwiedzających

 
Góra Góra