Strona główna arrow Archiwum Nowości arrow Skarb spod podłogi
| sobota, 06 września 2008| Imieniny obchodzą: Beata, Zachariusz, Eugeniusz|
 
 
Galeria
Menu witryny
Strona główna
O serwisie
O regionie
Wydawnictwa
Przewodnik
Roztoczańskie tematy
Atrakcje
Etnografia
Ekologia
Galeria zdjęć
Szukaj
Kontakt
Linki
Księga Gości
Mapa serwisu
Mapy miejscowości
Zamość
Szczebrzeszyn
Zwierzyniec
Krasnobród
Susiec
Tomaszów Lubelski
Kultura
Turystyka
Zamość i Roztocze

Prezentacja
Kolporter RSS
Advertisement
Aktualności
Skarb spod podłogi Drukuj
Ten facet z wąsami to niby stary Baryja, a ten drugi to stary Magoluk. Wreszcie rozpoznają dziewczynę z rowerem: Toż to Mańka Babij! – wołają. - Toż to ja! – 86-letnia Marianna Babij omal nie spada z zydelka na widok swojej podobizny sprzed kilkudziesięciu lat
Zdjęcia wędrują szybko z rąk do rąk. Na podwórzu robi się tłoczno. Przez płot przechodzi syn Babijowej. Jest też córka i dwie inne kobiety.
- A która to? To nasza babcia? O, jaka młoda! I jaki rower! – przekrzykują się.
Babijowa już lekko ochłonęła. Swoją podobiznę rozpoznaje. Stojącej obok koleżanki także.
- To Stefka Ryczko. My ze sobą niedaleko byliśmy. To wszystkie zdjęcia z kawalerki – mówi kartkując kolejne fotografie. Z rozpoznaniem innych postaci na zdjęciach ma jednak problem. Zna twarze, ale czyje one, już nie pamięta. Nie ma się czemu dziwić. Tyle lat minęło od tamtej pory, tyle wydarzeń, tyle tragedii, a i wzrok już nie ten. Dłuższą chwilę wpatruje się uważnie w fotografię, z której spoglądają dwie elegancko ubrane i ufryzowane dziewczyny.
- To jakieś wyborowe panny. U nas wyborowe były Młynarska i Ryczko. One po zabawach daleko chodziły. Bogate były – wyjaśnia definicję „wyborowej panny”.
Maria Psiuk, rówieśniczka Babijowej, dociera na podwórko podpierając się rowerem. Poopowiadać o dawnych czasach to by poopowiadała, ale ludzi z fotografii już nie poznaje.
- Oczy już nie te, pamięć inna. Nikogo nie poznaję, nikogo, przepraszam - tłumaczy się, wyraźnie zdenerwowana.
Także i Józef Mazurek, rocznik 1925, miejscowy gawędziarz, ma z tymi zdjęciami kłopot. Jedne osoby są dla niego za młode, inne za stare, a jeszcze inne według niego nietutejsze.

Spod podłogi
Stare fotografie odbite na szklanych negatywach odnalazła Elżbieta Węglińska, która w Harasiukach prowadzi klubokawiarnię, z piwkiem, hamburgerami, hot-dogami. Pani Elżbieta miała dość klitek i labiryntu korytarzy w domu odziedziczonym po dziadkach męża. Przez kilkanaście lat, po wojnie, w południowej części drewnianego budynku mieścił się posterunek milicji obywatelskiej. Po drugiej stronie korytarza mieszkali Marianna i Michał Harasiukowie, dziadkowie męża pani Elżbiety. Kiedy sędziwi Harasiukowie zmarli, Węglińscy w 1994 roku wprowadzili się do tej chałupy.
Od początku irytowały ją niefunkcjonalnie ułożone izby. Sześć lat temu powiedziała dość. Podjęła decyzję, że wyburzy ścianę i połączy z kuchnią nieużywany od wielu lat korytarz. W domu będzie przestrzennie i no-
wocześnie. Będzie miała jadalnię z prawdziwego zdarzenia, z wielgachnym stołem na środku.
- Kuchnię chciałam wyłożyć płytkami. Zaczęłam zdzierać deski w korytarzu, a tam pod nimi kupa szkła. Pomyślałam sobie, że też komuś się chciało tyle tego szkła pod chałupę nanieść. Machnęłam szuflą raz, potem drugi i dotarłam do kartonowych pudełeczek. Na początku nie wiedziałam, co to jest – relacjonuje Elżbieta Węglińska.
Kartonowe pudełeczka zawierały dziesiątki fotografii na szkle. Brudne, częściowo zapleśniałe, częściowo pobite i nieczytelne. Większość jednak była dobrze zachowana.
- Woda lała się na te szkiełka przez całe lata. Przecież podłoga była nieszczelna, a podczas jej mycia nikt wody nie oszczędzał. W podmurówce też są wywietrzniki i przez nie także mogła woda pod podłogę przesiąkać – mówi Węglińska.
Starała się wyjaśnić zagadkę szklanych płytek. Pytała bywalców baru, czy nie rozpoznają nikogo na zdjęciach. Nikogo nie rozpoznali. Zdołała jedynie ustalić, że wykonał je Józef Jaśkiewicz, miejscowy nauczyciel i zapalony fotograf. Przed wojną mieszkał na stancji u Harasiuków.
- Może je schował przed Niemcami, a może po prostu pozostawił dziadkowi mojego męża. Ten nie wiedząc, co z tym zrobić, schował je pod podłogę – spekuluje pani Elżbieta.
Sędziwi mieszkańcy pamiętają Józefa Jaśkiewicza, który przez wiele lat przed wojną i jeszcze po wojnie uczył w miejscowej szkole.
- Miał ciężką łapę. Jak ktoś nie uczył się, to skurczybyk bardzo lał kijem. Wyjechał gdzieś w połowie wojny. Parę razy na lekcjach nas zostawiał i uciekał przez okno, bo szwabiska chcieli go aresztować - wspomina zaciągając się papierosem Józef Bąk, rocznik 1935.
- Po wojnie mieszkał w starej, nieistniejącej już szkole. Jako jedyny w okolicy miał radio. Wystawiał je wiosną i latem na okno. Puszczał muzykę i słuchowiska. Miał też adapter na płyty. W niedzielę te słuchowiska urządzał – opowiada 58-letni Antoni Kusz.

Harasiuk z Harasiuk

Harasiuki to wieś ulicówka, ciągnąca się na kilka kilometrów. Niegdyś należała do ordynacji Zamoyskich i dzieliła się na cztery części: Matybudy, Borowiany, Muszary i Pragę. Ta ostatnia położona jest na końcu wsi, na wzgórzu. Ludzie nazywają ją „naszą Warszawą”. Dlaczego? Nie za bardzo potrafią wyjaśnić. To z Pragi wywodzą się najstarsi mieszkańcy.
- Kiedyś na zabawach były przez to draki. Jak obcy pytał o nazwisko, padała odpowiedź - Harasiuk. A skąd ty? Z Harasiuk - padała ponownie odpowiedź. Dalej pytający już nie pytał, tylko lał w mordę, oburzony hardością dowcipnisia. Harasiuki w Harasiukach to najpopularniejsze nazwisko – mówi Antoni Kusz, zięć Macieja Kuszczyka.
Zdjęcia budzą ciekawość. Współcześni z miejscowości Harasiuki, aby rozpoznać tych z przeszłości, porównują płoty, chałupy, studnie te z fotografii z tymi obecnymi. Zwracają uwagę na gołębniki, a raczej ich brak. Tutaj, w Puszczy Solskiej nikt sobie ptactwem głowy nie zawracał. Ot, z tyłu chałupy lub obórki wierciło się dziury i tyle. Dalej gołębie musiały sobie radzić same.
- To zdjęcie, gdzie siedzi ten szwabisko, zrobione zostało na Persionkowym podwórku – wyrokuje nagle Józef Bąk, niedbale strzepując papierosa. Na jednej z fotografii rozpoznaje siebie. Pewny jednak nie jest. By rozwiać wątpliwości, przynosi z domu plik starych zdjęć z młodości. Jest na nich Andrzej Bąk - jego ojciec, Agnieszka - jego matka, Jan - najstarszy brat, Staszek - ten średni i oczywiście Józek - najmłodszy z Bąków. I zaczyna się porównywanie. Czy włosy te same, czy oczy, czy grymas twarzy. Konsensusu wśród oglądających nie ma.
Na niektórych zdjęciach eleganccy panowie w kapeluszach na głowie, dumnie wypinają pierś.
- Kapelusz, plus do tego pawie piórko, spodnie pompki, tak się wtedy nosiło, taka była moda – mówi Bąk.
Po kilku godzinach poszukiwań udaje się ustalić bohaterów części szklanych negatywów. A to za sprawą 83-letniego Mieczysława Buciora. To on właśnie rozpoznaje Marię Babij, Marię Młynarską i Karolinę Stępień, swoją sąsiadkę.
- Wiadomo, kto w kawalerce po zabawach chodził. Wszystkie narzeczone – żartuje Józef Bąk.
Ożywają wspomnienia o Dymitrze Ryczko, ukraińskim sołtysie. O Adamie Hytroszu, którego zmobilizowano we wrześniu 1939 r. i który gdzieś pewnie zginął na froncie. O ciotce „Tańce”. O ludziach, którzy teraz mieszkają w Zamościu, Rzeszowie, Lublinie i Biłgoraju.

Wuj Franciszek
Pod wieczór w klubokawiarni zazwyczaj ruch. Jak jest ładna pogoda, to ludzie tłoczą się pod parasolkami, w pluchę tłoczą się w środku budynku, sącząc piwo. Popija je też wystrojony w garnitur Józef Mucha. O zdjęciach coś już słyszał. Mieszka w Harasiukach pod dawnym numerem 63. Ganek tego domu uwieczniony jest na zdjęciu.
- Dajcie to zdjęcie, zobaczę – zagaduje.
- To mój dom. Ten pierwszy od lewej to Karol Łokaj, ten pierwszy z prawej to Piotr Kusz, a ten w środku, w kapeluszu, to mój wujek Franciszek Gumela. Był szewcem, dobrym szewcem – podkreśla Mucha.
Niektóre buty zrobione przez wuja Franciszka przetrwały do tej pory. Został po nim też zydelek i młotek. Do niedawna był też jego akordeon, bo Franciszek był miejscowym grajkiem. Nie byle jakim. Na potańcówki w domu Gumelów przychodziła zawsze spora grupa kawalerki.
- Wuj zmarł młodo. Jechał rowerem, spocił się i napił zsiadłego mleka. Rozchorował się na zapalenie płuc, potem wdała się gruźlica i zmarł – mówi Mucha.
Na szklanych negatywach sprzed wojny świat wydaje się spokojny. Ziemia jest czarna, niebo i twarze jaśniejsze, drzewa i budynki szare. Życie ludzi z miejscowości Harasiuki szare pewnie nie było. Każda z tych postaci uwiecznionych na szkle miała swoją tajemnicę.
- Szkoda, że tak późno wydobyłam je z ziemi – boleje Węglińska.
Może ktoś z czytelników „Kroniki” rozpozna swoich bliskich. Chętnie o tym napiszemy.

Robert Horbaczewski
Kronika Tygodnia 07.11.2006

« wstecz   dalej »

Media


Księgarnia
Reklamy
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Kliknij tu...
Pogoda
Licznik odwiedzin
Odwiedziło nas: 1670893 odwiedzających

 
Góra Góra