- Gdy oglądałem występy „Mazowsza", aż mi dech zapierało. Gdybym tak ja tańczył w zespole? - Tomasz Milczuk z Zamościa marzył, by kiedyś zostać artystą „Mazowsza". - Ale zawsze myślałem, że to nieosiągalne dla amatorów. A jeszcze z małego miasteczka... To marzenie. - A jednak się spełniło, nie tylko jemu.
Zamojszczyzna ma spory wkład w blisko 60-letnią historię Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca im. Tadeusza Sygietyńskiego „Mazowsze" ma swój spory wkład. Niemal od początków powstania zespołu (do ubiegłego roku) pracował tu człowiek z Tomaszowa Lubelskiego. To Mieczysław Piwkowski, twórca większości mazowszańskich piosenek.
- To pan Miecio jeździł z Tadeuszem Sygietyńskim po polskich wsiach i spisywał nuty lokalnych przyśpiewek i regionalnych piosenek. Potem je ożywiał i włączał do naszego repertuaru - mówi Michał Haber, pracujący także w dziale promocji PZPiT „Mazowsze". - To bardzo lubiany przez wszystkich człowiek-orkiestra. Chyba nie było instrumentu, na którym pan Miecio by nie zagrał.
Dziś w „Mazowszu" pracuje piątka naszych. Michał i Kasia Haberowie. Roztańczone i rozśpiewane małżeństwo, od 10 lat w „Mazowszu", w parze prawie od zawsze. Poznali się jako 7-lakowie. Ich mamy, polonistka i rusycystka w I LO w Zamościu, dogadały się i posłały dzieci do Zespołu Pieśni i Tańca „Zamojszczyzna". Michał i Kasia zostali ustawieni w jednej parze. Przetańczyli razem 12 lat.
- Kasia zawsze mi się podobała, ale ona nie zwracała na mnie uwagi. Byłem jej tancerzem i tyle - wspomina pan Michał. On zdał maturę w „Zamoyskim", ona - w „ekonomiku". Po egzaminie dojrzałości oboje wystartowali w przesłuchaniach do „Mazowsza", zostali przyjęci i przydzieleni do chóru (to nie znaczy, że nie tańczą). Pani Kasia została nawet solistką zespołu. To ona wylansowała w „Mazowszu" słynny przebój Ireny Santor „Ej, przelecieł ptaszek".
Od 2000 r. Michał i Kasia są parą... małżeńską. Dziś mają rocznego synka Emiliana. Mieszkają w bursie dla artystów zespołu w Karolinie (tu mieści się siedziba „Mazowsza"). Synek nieraz zabierany jest na próby, taniec i śpiew ma we krwi.
Haberowie, mimo ciągłych wyjazdów z zespołem, skończyli studia. Pani Kasia - ekonomię, pan Michał - polonistykę (specjalizacja - dziennikarstwo).
Wiadomo, zespół to młodzi ludzie. Coś potem trzeba robić, bo - jak podkreślaja artyści - nie da się pracować tu do 65. roku życia. A ostatnio zmieniły się przepisy emerytalne, odbierające artystom przywilej odejścia na emeryturę po 15 latach pracy w zespole. Pan Michał już pracuje dodatkowo w dziale promocji. To lubi i zdradza, że z tym zajęciem wiąże swoją przyszłość. Chętnie opowiada o bogatej historii zespołu, o dokonaniach, wyróżnieniach, planach. Tymi wiadomościami sypie jak z rękawa.
- Mazowsze to prawdziwy obieżyświat. Dało prawie 6 tys. koncertów w kraju i za granicą, dla prawie 15 mln widzów. Zespół przemierzył 1,6 mln km, 200 razy koncertował za granicą, w 46 krajach, na 6 kontynentach... - wylicza pan Michał. Jemu (i jego żonie) najbardziej utkwiły wyprawy do Brazylii i Chin. Właśnie o nich Haberowie opowiedzą w TVP 2 (9 maja) w programie „Pytanie na śniadanie".
Jadwiga Hereta
Tygodnik Zamojski
16 maja 2007 r.